- Postanowiłem powierzyć misję utworzenia rządu Mateuszowi Morawieckiemu - poinformował prezydent Andrzej Duda w orędziu. Jak mówił, tym samym zdecydował o kontynuacji tradycji parlamentarnej, zgodnie z którą to zwycięskie ugrupowanie jako pierwsze otrzymuje szansę utworzenia rządu. Od 13 listopada, czyli od dnia pierwszego posiedzenia "nowego" Sejmu, Morawiecki ma dwa tygodnie na sformowanie rządu. Potem musi wystąpić z wnioskiem o wotum zaufania dla swojego gabinetu. Wiadomo jednak, że szanse na szczęśliwy finał w tym przypadku są znikome.
W komentarzach przewija się jednak także teza, że PiS gra na czas w kwestii powołania nowego, koalicyjnego rządu KO -Trzecia Droga - Lewica rządu, by Morawiecki mógł wybrać szefa KNF na kolejną kadencję. Pięcioletnia kadencja obecnego szefa Komisji Nadzoru Finansowego, Jacka Jastrzębskiego, upływa 23 listopada. Formalnie decyzja o powołaniu na to stanowisko należy do premiera.
Mateusz Morawiecki zapowiedział już, że decyzja o tym, komu je powierzy, zapadnie po 14 listopada. Obsadzenie prezesa KNF może być ostatnim ruchem kadrowym Morawieckiego, ale jednocześnie niezwykle ważnym. Bo Komisja Nadzoru Bankowego może zostać "zabetonowana" przez PiS na najbliższe pięć lat i być jednym z ostatnich bastionów partii, która prędzej czy później odda władzę. Jak przypomina Mariusz Gierszewski z Radia Zet, KNF to także "1400 etatów i budżet 500 mln".
- To arka Noego dla ludzi premiera. Są w stanie przetrwać rządy opozycji, które będą niczym potop - mówił z kolei "Gazecie Wyborczej" jeden z członków rządu. Więcej na ten temat czytaj TUTAJ.
KNF odgrywa niezwykle ważną rolę. Ma tak naprawdę możliwość wpływania na cały państwowy sektor finansowy. Szef tej instytucji razem z innymi członkami mogą decydować np. o wypłacie dywidend akcjonariuszom spółek Skarbu Państwa, czyli również środków wpływających do państwowej kasy. Komisja może też blokować nominacje na prezesów państwowych spółek. "W przypadku takich banków jak PKO BP, Pekao SA, czy giganta ubezpieczeniowego PZU pozycja przewodniczącego Komisji jest kluczowa" - pisała Agata Kondzińska i Ireneusz Sudak z "Gazety Wyborczej".
Jak pisaliśmy niedawno, odwołanie przewodniczącego KNF jest praktycznie niemożliwe. Prawo dopuszcza je jedynie w czterech przypadkach: prawomocnego skazania za umyślne przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, rezygnacji ze stanowiska, utraty obywatelstwa polskiego, lub utraty zdolności do pełnienia powierzonych obowiązków na skutek długotrwałej choroby, trwającej dłużej niż 3 miesiące. Bartek Godusławski z "Business Insidera" zauważa, że "bez zgody KNF (nie przewodniczącego, a Komisji) można odwołać każdego prezesa banku, ubezpieczyciela, domu maklerskiego czy TFI, decyduje rada nadzorcza. Bez zgody KNF nie można powołać, ale pełniącym obowiązki można być długo, chyba, że KNF oficjalnie odrzuci".
W mediach krąży już lista potencjalnych kandydatów na objęcie stanowiska szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Jest na niej też nazwisko dotychczasowego szefa, Jacka Jastrzębskiego, a także prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, Paweł Borys oraz szefowa Banku Gospodarstwa Krajowego Beata Daszyńska - Muzyczka. Swojego kandydata będzie pewnie forsował także prezydent Andrzej Duda, ale do tej pory nie ma w przeciekach nazwiska potencjalnego kandydata Pałacu. Zdaniem Business Insidera największe szanse póki co ma obecny prezes Komisji, ale na przeszkodzie może stanąć mu polityka. Bo to ostatnie "duże" stanowisko, które może obsadzić Prawo i Sprawiedliwość i Morawiecki może w tym przypadku nie mieć decydującego głosu.