Kompromitacja NBP. To wydarzenie pokazało wagę sytuacji [GOSPODARCZY TGV #35]

RPP pozostawiła stopy bez zmian i pewnie tak będzie robiła przez kolejnych kilka miesięcy. W tym tygodniu poznamy najnowsze dane o PKB Polski i kolejne dane o inflacji, a nad USA znów pojawia się ryzyko shutdownu. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
1Konferencja prasowa Adam Glapinskiego w Warszawie
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

W tym tygodniu inflacja i PKB

W tym tygodniu kilka ważnych danych z polskiej gospodarki. We wtorek 14 listopada poznamy szybki szacunek PKB Polski za trzeci kwartał. Prognozy wskazują, że po raz pierwszy w tym roku zobaczymy dodatnią roczną dynamikę - czyli wzrost PKB rok do roku. Według konsensusu prognoz ekonomistów będą to okolice 0,4 proc. To będzie dowód, że nasza gospodarka powoli wydobywa się z dołka. W pierwszym kwartale GUS zaraportował spadek realnego PKB o 0,3 proc., a w drugim o 0,6 proc. 

Zobacz wideo Nie doceniamy działań NBP? Glapiński: Na całym świecie mówi się o cudzie gospodarczym w Polsce. W Polsce niechętnie

Zresztą również 14 listopada Eurostat poda nowe dane o PKB w trzecim kwartale w strefie euro (i generalnie w krajach UE), więc będzie można porównać pierwsze polskie dane z tymi z zagranicy.

W środę 15 listopada GUS poda ostateczny odczyt inflacji za październik. Ten szybki sprzed około dwóch tygodni wskazywał na wynik 6,5 proc. rok do roku.

W czwartek 16 października NBP pokaże z kolei dane o październikowej inflacji bazowej (czyli bez cen żywności i energii). Przyjmuje się, że inflacja bazowa lepiej pokazuje taką fundamentalną presję popytową, inflacją w gospodarce, bo wyklucza czynniki najbardziej zmienne i niezależne od polityki pieniężnej NBP. Prognozy wskazują na spadek inflacji bazowej poniżej 8 proc. rok do roku, z 8,4 proc. we wrześniu, czyli najniżej od około półtora roku (ale wciąż wysoko). Jednocześnie ekonomiści przewidują, że zobaczymy sporą inflację bazową miesiąc do miesiąca (około 0,5 proc.), co oznacza, że te fundamentalne czynniki inflacyjne w gospodarce w październiku wciąż trzymały się mocno. 

Inflacyjny tydzień zakończymy piątkowymi danymi Eurostatu o październikowej inflacji HICP. To miara trochę inna niż GUS-u, natomiast umożliwiająca porównywanie inflacji między krajami UE. Polska znów zapewne będzie na jednym z wyższych miejsc, pośród innych krajów naszego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. 

W Polsce w poniedziałek także pierwsze posiedzenie nowego Sejmu. Za granicą oczy będą skierowane m.in. na USA, gdzie znów jest blisko tzw. shutdownu, czyli paraliżu rządu (więcej o tym trochę niżej). 

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Stopy procentowe bez zmian, m.in. przez wybory

W minionym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się pozostawić stopy procentowe na dotychczasowym poziomie 5,75 proc. Brak trzeciej obniżki z rzędu Rada (oraz prezes NBP Adam Glapiński na czwartkowej konferencji prasowej) wyjaśniali dwoma czynnikami.

Po pierwsze - że po obniżkach we wrześniu i październiku (łącznie o 100 punktów bazowych) przestrzeń do dalszych obniżek drastycznie spadła. Po drugie - że jest duża niepewność m.in. co do polityki fiskalnej i regulacyjnej nowego rządu. Konieczne do podjęcia decyzje w najbliższych tygodniach i miesiącach (czy zerowy VAT na żywność będzie kontynuowany, co z mrożeniem cen energii) oraz zapowiedzi wyborcze (co z podatkami, co ze składką zdrowotną przedsiębiorców, co z płacami w budżetówce) zdaniem RPP są tak dużym czynnikiem niepewności, że lepiej w takich okolicznościach poczekać z reakcjami ze strony polityki pieniężnej. Glapiński powiedział na konferencji jasno: "gdyby nie było wyborów i eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie, to byłaby kontynuacja obniżek stóp". A tak to nie ma.

Można oczywiście dywagować czy aby o czynnikach niepewności RPP nie wiedziała już miesiąc i dwa temu.? Czy obniżki we wrześniu i październiku nie były motywowane politycznie? Czy po wyborach Radzie nie zmieniła się "funkcja reakcji" - czyli nagle bardziej zaczęła akcentować ryzyka, które wcześniej pomijała. To wszystko kwestie ważne, ale mimo wszystko wtórne wobec faktów - szef NBP dał do zrozumienia, że w grudniu obniżka stóp jest bardzo mało prawdopodobna, a i przynajmniej w pierwszych miesiącach 2024 r. (do czasu wyklarowania się planów nowego rządu) należy oczekiwać pauzy.

Dezinflacja trochę wolniejsza?

Ważnym - przynajmniej w teorii - dla RPP dokumentem powinna być projekcja inflacyjna NBP. Poznaliśmy właśnie najnowszą, listopadową. Wynika z niej, że inflacja spadnie do 3,5 proc. rok do roku (to górna granica akceptowalnego pasma wahań) dopiero w ostatnim kwartale 2025 r. Rok 2024 r. ma być inflacyjnym płaskowyżem z odczytami w okolicach 4,4-5 proc. (średniorocznie 4,6 proc.). 

Listopadowa projekcja inflacji NBP wskazuje, że dezinflacja będzie kontynuowana, choć w nieco wolniejszym tempie niż zakładano w lipcu. Ścieżka inflacji w krótkim terminie została zrewidowana w dół, a w 2025 nieznacznie podwyższona

- komentują ekonomiści PKO BP.

Ciekawe jest to, że analitycy NBP przyjęli w swojej prognozie m.in. kontynuację zerowego VAT-u na żywność w 2024 r. oraz dalsze wsparcie dla gospodarstw domowych jeśli chodzi o mrożenie cen energii. Zrobili to mimo faktu, że nie ma stosownych przepisów w tej sprawie (a prezes Glapiński na konferencji zwracał uwagę, że analizy NBP opierają się na tym, co pewne, bo wynika m.in. z ustaw, rozporządzeń itd.). Gdyby nie takie założenie, inflacja byłaby w projekcji nieco wyższa.

Kompromitacja NBP, zaskakująca konferencja zarządu

Bardzo dużo dziś o NBP i Glapińskim, ale według mnie to ważne tematy. Kto wie czy ten nawet nie najważniejszy. Chodzi o otwarty konflikt, który rozegrał się w zeszłym tygodniu - pomiędzy członkiem zarządu NBP Pawłem Muchą (byłym zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy) a resztą zarządu, z prezesem Glapińskim na czele. Pisaliśmy o tym dużo na next.gazeta.pl - mieliśmy zatrzęsienie stanowisk NBP oraz oświadczeń i publikowanych skanów pism Muchy. W naprawdę telegraficznym skrócie Mucha zarzucał Glapińskiemu m.in. blokowanie dostępu do protokołów z posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej. Glapiński bagatelizował to przekonując, że Musze chodzi tylko o pieniądze (inne źródła wskazywały także na duże ambicje, w tym polityczne, Muchy). Niespodziewanie, w piątek Mucha jednak spotulniał - poinformował na Twitterze, że po rozmowie z prezesem Glapińskim uznał, że dobro NBP jest najważniejsze. 

Mniej więcej w tym samym czasie sześcioro z ośmioro członków zarządu NBP - z prezesem Glapińskim na czele - wystąpiło na konferencji. Przekonywali na niej, że polski bank centralny jest atakowany przez siły, które chcą wprowadzić w Polsce euro (o czym zresztą w weekend przekonywał też prezes PiS Jarosław Kaczyński). "Kto atakuje bank centralny, ten atakuje Polskę" - przekonywano.

Co wynika z tej chryi? Po pierwsze, już samo to, że konflikt w kierownictwie absolutnie najważniejszej instytucji finansowej w Polsce dzieje się na oczach mediów, a nie w zaciszu gabinetów, jest totalną kompromitacją wiarygodności i prestiżu NBP. A jeśli to znów wina jakichś "obcych sił", to chyba są one też dobrze zainstalowane w samym sercu polskiego banku centralnego...

Ale po drugie i ważniejsze - zaczęły pojawiać się z ust przedstawicieli dotychczasowej opozycji sugestie, że publikowane przez Muchę dokumenty mogą być dowodem, że Glapiński łamie ustawę o NBP. A to może być dobra "podkładka" pod wniosek o postawienie Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Konflikt Glapiński vs. Mucha został podobno ugładzony, ale sytuacja w i wokół NBP wciąż jest bardzo napięta. Już sam fakt, że bank centralny zwołuje konferencję dosłownie za parę godzin (informacja o wydarzeniu o 15:00 dotarła do dziennikarzy w południe), na której zjawia się niemal całe kierownictwo (takie coś nie zdarzyło się za Glapińskiego jeszcze nigdy) pokazuje wagę sytuacji. Na konferencji usłyszeliśmy, że niezależność banku centralnego jest zagrożona, ale NBP już ustawia się na pozycjach obronnych. Prezes Glapiński mówił, że jest już w kontakcie z Europejskim Bankiem Centralnym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Bankiem Światowym i najlepszymi kancelariami prawnymi na świecie. 

Samo ewentualne postawienie prezesa NBP jest Trybunałem Stanu oznaczałoby jego zawieszenie. To o tyle kluczowe, że wtedy wciąż nie można w fotelu szefa banku centralnego "zainstalować" nowego człowieka, bo obowiązki prezesa przejmuje pierwszy wiceprezes (jest nim Marta Kightley). Dopiero wyrok Trybunału Stanu skutkuje odwołaniem szefa NBP.

Stanowisko prezesa NBP jest rzeczywiście bardzo silnie chronione przez Konstytucję RP oraz traktaty unijne (przez te drugie nawet bardziej). Gdyby ekipa premiera Tuska chciała się dobrać Glapińskiemu do skóry, to będzie musiała stąpać po naprawdę cienkim lodzie. Ewentualne budzące wątpliwości prawne, w tym konstytucyjne, kroki mogą skutkować tym, że Europejski Bank Centralny (oraz rynki) uznają to za atak na wiarygodność banku centralnego. To potencjalnie byłoby bardzo groźne dla Polski.

Prezydent desygnuje Morawieckiego na premiera, jest umowa koalicyjna

Prezydent Duda zapowiedział w minionym tygodniu, że to Mateusz Morawiecki pierwszy otrzyma od niego szansę na utworzenie rządu. Stanie się tak mimo faktu, że Koalicja Obywatelska, Nowa Lewica i Trzecia Droga kilka dni później podpisały umowę koalicyjną.

Z gospodarczego punktu widzenia decyzja prezydenta oznacza, że nowy rząd - a trudno mieć złudzenia, że będzie to inna ekipa niż Donalda Tuska - będzie miał mniej czasu na ważne sprawy, które trzeba "ogarnąć" jak najszybciej, najlepiej jeszcze w tym roku: np. zapowiedziane dalsze zamrożenie cen energii i gazu albo zwiększenie puli środków na program Bezpieczny Kredyt 2 procent.

Jeśli chodzi zaś o umowę koalicyjną, to jest z nią trochę jak ze szklanką do połowy pustą lub pełną. Z jednej strony obserwatorzy zwracają uwagę, że znalazło się w niej dużo ogólników, nie powtórzono zaś twardych obietnic sprzed wyborów. W dokumencie nie napisano o 30-procentowych podwyżkach dla nauczycieli i 20-procentowych dla reszty budżetówki, a o "pilnej potrzebie podwyżek dla nauczycieli i pracowników służby publicznej". Nie ma na twardo wpisanego docelowego poziomu finansowania edukacji i ochrony zdrowia (w relacji do PKB), ale po prostu zapowiedź zwiększenia wydatków. Nie ma nic o kredycie 0 procent, a o zwiększaniu dostępności mieszkań. Nie ma nic o kwocie wolnej od podatku PIT 60 tysięcy złotych, a tylko o sprawiedliwym systemie podatkowym. I tak dalej.

Ale z drugiej strony, nawet jeśli bez szczegółów, to naznaczono pożądane kierunki zmian. To m.in. transformacja energetyczna, zwiększenie niezależności finansowej władz lokalnych ("wzmocnimy dochody własne samorządów, m.in. poprzez zwiększony udział w podatku PIT") czy "przywrócenie korzystnych warunków do rozwoju działalności gospodarczej". W tym ostatnim punkcie zapisano m.in. "wprowadzenie korzystnych i czytelnych zasad naliczania składki zdrowotnej", chorobowe pracownika płacone przez ZUS już od pierwszego dnia, kasową metodę rozliczania podatku PIT oraz możliwość czasowego zwolnienia ze składek na ubezpieczenia społeczne (za siebie).

Rating Polski od Fitch bez zmian

Agencja ratingowa Fitch potwierdziła w piątek wieczorem długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie "A-" z perspektywą stabilną. Tutaj żadnej sensacji nie było, natomiast warto zerknąć na to, co agencja pisze o naszej gospodarce. Oczywiście zauważa prawdopodobną poprawę relacji z UE i uruchomienie KPO. Z drugiej strony przewiduje, że "utrzymujące się napięcia między instytucjami państwowymi mogą utrudnić skuteczność rządu".

Ponadto napięty kalendarz wyborczy w ciągu najbliższych dwóch lat (przed wyborami lokalnymi, europejskimi i prezydenckimi) może zniechęcić rząd do podejmowania trudnych wyzwań politycznych, w tym zmniejszania znacznych nierównowag fiskalnych

- napisano w komunikacie Fitch (cytaty za PAP). Nasz deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma sięgnąć w 2024 r. 5,3 proc. (wobec 4,5 proc. w projekcie budżetu na 2024 r.). 

Jeśli chodzi o prognozy da naszej gospodarki, to ma ona urosnąć o 2,4 proc. w 2024 r. (wobec 0,4 proc. w tym roku).

Przewidujemy, że w kolejnych kwartałach nastąpi solidne ożywienie konsumpcji, wspierane przez solidny rynek pracy i realną dynamikę płac, natomiast perspektywy eksportu są znacznie mniej pewne ze względu na słabość rynków zewnętrznych. Oczekujemy, że inwestycje pozostaną kluczowym motorem wzrostu, podobnie jak miało to miejsce w 2023 r., m.in. dzięki wydatkom na obronność

- napisał Fitch.

Moody's obniża perspektywę ratingu USA, w tym tygodniu znów ryzyko shutdownu

Kolejne problemy z ratingiem mają z kolei Stany Zjednoczone. Agencja Moody's wprawdzie pozostawiła rating USA na poziomie "Aaa", ale zmieniając jego perspektywę ze "stabilnej" na "negatywną" niejako dała sygnał ostrzegawczy.

Moody's spodziewa się, że deficyty budżetowe USA pozostaną bardzo duże, co znacznie osłabi przystępność cenową długu

- poinformowano w komunikacie (cytat za PAP). Dodano, że wobec wysokich stóp procentowych oczekiwane jej cięcie wydatków rządowych lub zwiększenie dochodów do budżetu. 

Polaryzacja polityczna w Kongresie USA zwiększa ryzyko, że kolejne rządy nie będą w stanie osiągnąć konsensusu w sprawie planu fiskalnego

- napisała też agencja. Warto zwrócić uwagę, że Kongres w tym tygodniu będzie musiał podjąć pilne środki, aby do 17 listopada uniknąć tzw. shutdownu, czyli sytuacji, w której wygasa finansowanie administracji. Poprzednio takie zagrożenie było ledwie na początku października, wtedy rzutem na taśmę udało się przyjąć prowizorium na 45 dni.

W nocy z piątku na sobotę wypada kolejny termin na porozumienie amerykańskich parlamentarzystów ws. ustawy finansującej. Choć świat zdążył się przyzwyczaić do powracającego co raz tematu możliwego paraliżu rządu USA (government shutdown), to warto przypomnieć, że w poprzedniej takiej rundzie pod koniec września doszło do odwołania spikera Izby Reprezentantów

- komentują ekonomiści Santander Banku.

Przypomnę, że w sierpniu rating USA ścięła agencja Fitch argumentując m.in., że standardy zarządzania długiem stopniowo się pogarszają. 

Bezrobocie w Polsce nadal 5 proc.

Według wstępnych danych resortu rodziny i polityki społecznej (te liczby za około dwa tygodnie potwierdzi jeszcze GUS) stopa bezrobocia rejestrowanego w październiku wciąż wynosiła 5 proc. W urzędach pracy zarejestrowanych było nieco ponad 772 tysięcy osób (o niespełna 4 tys. mniej niż we wrześniu). 

Borys: Polska może nie zostać objęta procedurą nadmiernego deficytu

Szerokim echem odbiła się w minionym tygodniu opinia Pawła Borysa, szefa Polskiego Funduszu Rozwoju, który poinformował, że objęcie Polski procedurą nadmiernego deficytu "jest bardzo mało prawdopodobne i nieuzasadnione". Przypomnijmy - procedura nadmiernego deficytu oznacza, że państwo powinno podjąć kroki w celu obniżania deficytu sektora finansów publicznych w kolejnych latach. W związku z prawdopodobnymi deficytami rzędu około 5 proc. przynajmniej w tym i kolejnym roku pojawiło się ryzyko objęcia Polski taką procedurą. To niejako wiązałoby ręce ministra finansów, wymuszając stopniową konsolidację finansów i stawiając pod znakiem zapytania m.in. realizację obietnic wyborczych. 

Zdaniem Borysa (zapewne) nie ma się jednak uruchomienia tej procedury wobec Polski co obawiać choćby dlatego, że większość polskiego deficytu to kwestia wydatków na obronność, dla których prawdopodobnie Bruksela stworzy inne kryteria oceny. Poza tym w kolejnych latach konsolidacja fiskalna i tak prawdopodobnie w Polsce zajdzie (przynajmniej takie są plany), a w międzyczasie Unia zmieni swoje reguły fiskalne.

Na marginesie - Borys w minionym tygodniu poinformował, że nie będzie ubiegał się o reelekcję na stanowisku szefa PFR. Z Funduszu odejdzie więc z końcem roku. Borys swoje stanowisko piastował od momentu utworzenia Polskiego Funduszu Rozwoju, tj. od 2016 r. I tak trudno byłoby sobie wyobrazić, aby po zmianie władzy utrzymał posadę.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: