Według wstępnego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego sprzed dwóch tygodni, inflacja w listopadzie wyniosła 6,5 proc. rok do roku, co oznaczało lekki spadek - z 6,6 proc. w październiku. Wtedy była to obniżka niespodziewana. Dziś mieliśmy dostać potwierdzenie tamtych danych GUS - i znów jest niespodzianka. Bo inflacja jednak wcale nie spadła, a utrzymała się na poziomie 6,6 proc.
W zrewidowanym raporcie inflacyjnym GUS możemy też zajrzeć w tabelki i sprawdzić, które kategorie towarów i usług zdrożały, a które potaniały. I tak, z głównych grup, w ujęciu rocznym ceny żywności i napojów bezalkoholowych poszły w górę o 7,3 proc., odzież i obuwie podrożały o 4,7 proc., ceny w zakresie użytkowania mieszkania lub domu i nośników energii wzrosły o 8,1 proc., a w transporcie spadły o 2,2 proc.
Jeśli zajrzeć nieco głębiej, można zobaczyć, że na przykład pieczywo podrożało o 6,8 proc. w porównaniu z listopadem ubiegłego roku, wieprzowina o 8,8 proc. (ale drób już potaniał aż o 8,4 proc.), ryby i owoce morza były droższe o 7,6 proc., a warzywa o 12,7 proc. W kategorii "jogurt, śmietana, napoje i desery mleczne" mamy wzrost cen o 6,2 proc., ale już samo mleko było tańsze - o 1,6 proc. rok do roku. Potaniały tłuszcze, w tym masło aż o 12,8 proc. rok do roku. W kategorii "mieszkaniowej" za prąd trzeba było płacić średnio 19,5 proc. więcej niż przed rokiem, gaz podrożał o 15,3 proc., energia cieplna o 20,6 proc., ale sam opał potaniał aż o 25,3 proc. Ze szczególnie istotnych dla konsumentów kategorii, paliwa ogółem potaniały o 5,7 proc., w tym diesel o 14,8? proc. To jednak porównanie z sytuacją sprzed roku, bo jeśli odnieść ceny listopadowe do tych z października, wygląda to nieco inaczej, o czym poniżej.
Odczyt inflacji na poziomie 6,6 proc. odnosi się do zmiany cen towarów i usług konsumpcyjnych w porównaniu z listopadem 2022 roku. Natomiast w ujęciu miesięcznym, czyli w porównaniu z październikiem tego roku, inflacja wyniosła 0,7 proc. To sporo i jednocześnie najwięcej od kwietnia. Tutaj zaważył wzrost cen paliw, który miał miejsce w Polsce po wyborach samorządowych (przed nimi obserwowaliśmy nietypowe spadki). Drożejące paliwa - w samym listopadzie miesiąc do miesiąca aż 8,8 proc. - podbił ogólny inflacyjny odczyt.
"Inflacja była stabilna w listopadzie (6,6 proc.). Mocniej spadła inflacja bazowa [ceny z wyłączeniem energii i żywności - red.] - z 8,0 do 7,6 proc.. To efekt niższego tempa wzrostu cen odzieży, utrzymania mieszkania czy opieki zdrowotnej. Równocześnie wciąż dynamicznie rosną ceny usług - w listopadzie były o 8,6 proc. większe niż rok temu" - piszą eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) w szybkim komentarzu do danych GUS.
Jak będzie kształtować się poziom inflacji w kolejnych miesiącach? Decyzje fiskalne mają tutaj szczególne znacznie, przede wszystkim na początku przyszłego roku. Możemy zobaczyć dalszy spadek inflacji, ale najpierw będzie jeszcze odbicie.
"Grudzień przyniesie wzrost inflacji do ok. 7 proc.. Będzie to jednak głównie związane z cenami energii. Niemniej spadek inflacji bazowej powinien być umiarkowany. Tempo wzrostu cen usług spowolniło nieznacznie w większości państw UE. Kolejne miesiące przyniosą utrzymanie tej tendencji" - stwierdzają ekonomiści PIE. I dodają: "W I kw. CPI spadnie poniżej 5 proc. Utrzymanie zerowego VAT na żywność oraz zamrożenie rachunków za energię spowodują niski wzrost cen w tych grupach. Drobnym zmianom sprzyja też zachowanie cen na rynkach światowych – FAO wskazuje, że żywność jest dziś o ponad 10 proc. tańsza niż rok temu".
Są tacy, którzy obstawiają nawet spadek jeszcze wyraźniejszy. BNP Paribas prognozuje nawet, że wczesną wiosną możemy zobaczyć inflację na poziomie około 3 proc. rok do roku. To byłaby zaledwie połowa obecnego odczytu i wskaźnik już w górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego NBP. Przypomnijmy, ten cel to 2,5 proc. - czyli w taką inflację celuje polski bank centralny, ale dopuszcza odchylenia o jeden punkt procentowy w górę i w dół (to zakres między 1,5 proc. a 3,5 proc.).
BNP Paribas w komentarzu z poniedziałku napisał, że "zamrożenie cen energii w pierwszej połowie 2024 roku i wydłużenie obowiązywania zerowej stawki VAT na żywność do marca oznacza, że na koniec pierwszego kwartału inflacja CPI w Polsce może spaść do poziomu około 3% r/r" - czyli decyzje de facto polityczne mogą wpłynąć na wyraźne obniżenie inflacji.
Co to oznacza dla Rady Polityki Pieniężnej? W ubiegłym tygodniu RPP nie zmieniła poziomu stóp procentowych, utrzymując główną na 5,75 proc. Jako uzasadnienie w komunikacie wskazywała obniżki z poprzednich miesięcy oraz niepewność dotyczącą tego, jak będzie kształtować się polityka fiskalna nowego rządu oraz regulacje. Ekonomiści BNP Paribas uważają, że "dynamika cen konsumpcyjnych w pobliżu celu inflacyjnego NBP na początku przyszłego roku zwiększa naszym zdaniem prawdopodobieństwo wcześniejszego niż zakładamy w scenariuszu bazowym (listopad 2024 r.) wznowienia cyklu obniżek stóp procentowych". Czyli jeśli inflacja wiosną 2024 r. rzeczywiście wyraźnie spadnie, stopy procentowe mogą spaść wcześniej niż późną jesienią.
Podobnie już po piątkowych danych komentowali ten okołoinflacyjny aspekt ekonomiści ING. "Po niewielkim wzroście inflacji w grudniu, na początku 2024 kontynuacja dezinflacji. RPP wstrzyma się z decyzjami o stopach do marcowej projekcji NBP z uwagi na niepewność co do (1) cen regulowanych, (2) stawki VAT na żywność i (3) kształtu polityki fiskalnej (podwyżki płac w administracji, wysokość deficytu). Stopy mogą pozostać bez zmian do końca 2024, ale rosną szanse na wcześniejsze obniżki. W Polsce trwałość dezinflacji budzi większe obawy niż w regionie (presja płacowa, ekspansja fiskalna), ale otoczenie zewnętrzne stało się bardziej dezinflacyjne, więc NBP/RPP może wznowić cykl luzowania" - napisali.
Z drugiej strony, działania nowego rządu - w tym zapewnienia o podtrzymaniu programów socjalnych PiS - mogą podbić nastroje konsumentów i ich skłonność do wydawania pieniędzy, a w konsekwencji inflację. "Będzie się działo w 2024! 20 procent podwyżka płacy minimalnej, 30 procent podwyżki dla nauczycieli, 20 procent podwyżki w budżetówce, 800 plus, babciowe" - komentowali na X we wtorek, w trakcie exposé premiera Donalda Tuska, ekonomiści mBanku. Dzień później, w swoim regularnie publikowanym komentarzu, pisali o "bardzo silnej konsumpcji w przyszłym roku". Więcej na ten temat pisaliśmy w poniższym tekście: