"Rentowności polskich obligacji zmierzają w stronę grudniowych minimów" - pisali w środę na X ekonomiści Pekao. "W ostatnich pięciu dniach inwestorzy polubili jeszcze bardziej polskie obligacje. Rentowność spada z 5,3 do 5,10 proc." - komentował z kolei Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych CMC Markets Polska. W środowe popołudnie troszeczkę się polskie obligacje od tych grudniowych minimów oddaliły (rentowność 10-latek wzrosła do okolic 5,17 proc.), ale był to ruch globalny, widoczny także choćby na obligacjach amerykańskich czy niemieckich. No i to oznaczało raptem powrót do rentowności sprzed doby.
Od tygodnia złoty kosztuje względem dolara amerykańskiego około 3,95-4 zł, od miesiąca w okolicach 3,90-4 zł. Podobnie stabilna polska waluta jest także względem euro. Słowem, jak na "bantustan" i "republikę bananową", w której właśnie mamy do czynienia z "zamachem stanu" - według części polityków i komentatorów - inwestorzy zachowują wyjątkowo zimną krew jeśli chodzi o zaufanie do polskiej waluty i naszego długu. Żeby nie powiedzieć dosadniej: że mają ostatnie wydarzenia polityczne w nosie.
Nie wnikając w oceny polityczne, mamy obecnie w Polsce arcynapiętą nawet jak na ostatnie lata sytuację. Jedna część sceny od prawie miesiąca mówi o bezprawnych działaniach władzy (m.in. w kwestii zmiany władz w mediach publicznych), budynek Telewizyjnej Agencji Informacyjnej jest okupywany przez osoby nieuznające zmian. W ostatnich dniach pojawili się w Polsce nawet dwaj "więźniowie polityczni" - Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. Zostali oni zatrzymani w symbolicznym, wyjątkowym miejscu - Pałacu Prezydenckim. To nie umknęło uwadze zagranicznych mediów. Zresztą ma nie umknąć, o co mają się postarać prezydent Duda oraz inni politycy i sympatycy związani z PiS.
Wiadomo było, że na linii rząd-prezydent miłości nie będzie, ale konflikt jest już tak ostry, że rosną obawy o konieczność przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Według niekorzystnej dla rządu (choć wątpliwej, naciąganej) interpretacji konstytucji, prezydent Duda mógłby mieć ku temu okazję, gdyby nie dostał na biurko projektu ustawy budżetowej do 29 stycznia, tymczasem przełożone posiedzenie Sejmu w tej sprawie rozpocznie się dopiero 16 stycznia. Według środowych doniesień medialnych, prezydent Duda może podważać ustawy przyjęte przez, według niego, niepełny Sejm (bez Kamińskiego i Wąsika). Nie są to łatwe okoliczności dla rządzenia krajem. Tym bardziej, że w niemal każdej sprawie - np. mediów publicznych oraz Kamińskiego i Wąsika - różne sądy i autorytety zupełnie inaczej interpretują przepisy. To mogłoby rodzić obawy o stabilność prawa nie tylko dla obywateli, ale też biznesu, w tym zagranicznych inwestorów.
Każdy Kowalski, który pójdzie do sądu rejonowego po stwierdzenie spadku po babci, może wyjść z niego z jednym orzeczeniem, że dostał spadek po babci, z drugim, że babcia dostała spadek po nim, trzecim, że to on jest babcią, i czwartym, że nią nie jest
- mówił obrazowo w niedawnej rozmowie z Gazeta.pl marszałek Sejmu Szymon Hołownia.
Potencjalnie można byłoby sobie wyobrazić, że konflikt ustrojowy, dualizm prawny i "polityczni więźniowie" to coś, co inwestorów przerazi. Przecież, jak często nam się wydaje, to "wstyd na cały świat", który mógłby odbić się m.in. w kursie złotego czy wycenach polskich obligacji. A warto pamiętać, że rząd ma na ten rok absolutnie rekordowe potrzeby pożyczkowe - ponad 252 mld zł netto (czyli nowy dług) i 449 mld zł brutto (czyli łącznie z długiem, który należy refinansować). Musi więc pożyczyć bardzo dużo i najlepiej względnie tanio, także za granicą.
Tymczasem wygląda na to, że "bardzo mocne polskie 'story'" - którym w grudniu cieszył się minister finansów Andrzej Domański (a które oznacza wiarę inwestorów w "opowieść" o tym, że warto w nasz dług inwestować - jesteśmy krajem o stabilnej sytuacji finansowej i instytucjonalnej, bezpiecznym, z dobrymi perspektywami) - nic na mocy nie traci. Rentowności obligacji są nieczułe na wydarzenia polityczne, a finansowanie potrzeb pożyczkowych brutto idzie sprawnie i na razie wynosi 31 proc. Jeśli chodzi o kurs złotego, to jest on w ostatnich tygodniach typowo wiedziony przede wszystkim ruchami na parze euro-dolar.
Dlaczego jest więc tak przyzwoicie (rynkowo), skoro jest tak źle (politycznie)?
Inwestorzy zagraniczni inwestują w dużo mniej komfortowych warunkach i krajach, które są jeszcze bardziej skomplikowane politycznie. Kluczem do tego jest umiejętność i chęć syntezy, a także poruszanie się z biegiem dodatkowej informacji, a nie codziennego szumu
- komentuje dla Next.gazeta.pl Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Zauważa, że zmiana władzy zawsze niesie ze sobą przejściowe zawirowania, a w tym przypadku dość powszechnym oczekiwaniem było, że kohabitacja rządu z prezydentem będzie trudna.
My interesujemy się krajową polityką znacznie bardziej szczegółowo niż inwestorzy zagraniczni. Potrafimy tworzyć również bardziej katastrofalne i zniuansowane mapy ryzyk. Tyle tylko, że w ostatecznym rozrachunku nie o piękno intelektualne chodzi, lecz o wyniki. W dalszym ciągu wszystko może pójść w każdą stronę, tu nic się nie zmieniło. Mamy tylko kolejne przykłady tego, czym można bujać
- dodaje Mazurek. Z jego rozmów i obserwacji wynika, że inwestorzy zagraniczni udzielili nowej władzy pewnego kredytu zaufania. - Póki co jednak jest to ostrożny optymizm w tym sensie, że nie doszło do gwałtownych zakupów polskich aktywów, które ktoś już w tym momencie miałby sprzedawać - mówi. Zauważa, że przez lata inwestorzy zagraniczni "portfelowo" odchudzali się w Polsce - widać to choćby bo niewysokim ich udziale w polskim długu publicznym. Sytuacja polityczna nad Wisłą nie przykrywa też inwestorom tego, że globalnie klimat inwestycyjny wygląda dobrze.
Oczekiwania na spadki stóp procentowych głównych banków centralnych, opanowanie inflacji i ogólnie pewne przymiarki do stabilizacji wzrostu PKB robią swoje
- komentuje Mazurek.
Również pytani o nas o opinię Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion oraz Grzegorz Dróżdż, analityk Conotoxia Ltd. nie ukrywają, że gorące wydarzenia polityczne nie obeszły raczej polskiego rynku kapitałowego, nie wstrząsnęły też złotym.
Kiedy sytuacja mogłaby przybrać niekorzystny obrót dla złotego oraz naszych obligacji?
Kiedy burza w polityce utrzymywałaby się dłużej, a media zagraniczne szerzej opisywałyby krajobraz polityczny w Polsce
- ocenia Dróżdż. Do tej listy ekonomiści Santander Banku w swoim środowym codziennym komentarzu dodają sytuację, w której wydarzenia polityczne przełożą się na "wymierne konsekwencje gospodarcze". Piotr Kuczyński z Xelionu dorzuca jeszcze fizyczną eskalację konfliktu.
Jeśli doszłoby do aktów przemocy, to dezynwoltura inwestorów znikłaby błyskawicznie. Dlatego też poważny test tej postawy będzie miał miejsce 11 stycznia, podczas demonstracji PiS
- ocenia.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: