Blok węglowy przy Elektrowni Ostrołęka miał być wielkim sukcesem rządów Prawa i Sprawiedliwości. Było wręcz przeciwnie. Stał się wielką porażką. Budowę przerwano, a zamiast bloku węglowego w tym miejscu ma stanąć blok gazowy. Pod koniec grudnia nowy zarząd Enei wytoczył powództwo przeciw byłym władzom spółki za decyzję o tej inwestycji. Domaga się roszczeń w wysokości 656 mln 165 tys. 462 zł. Wśród osób, które mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności, jest m.in. ówczesny członek rady nadzorczej, a później wiceminister spraw zagranicznych oraz poseł PiS Paweł Jabłoński.
Na tym Enea nie poprzestała i nadal szuka winnych. W czwartek spółka opublikowała komunikat, w którym domaga się odpowiedzialności także od ubezpieczycieli. Do harmonogramu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia zaplanowanego na 30 stycznia dopisano punkt o "rozszerzeniu katalogu ubezpieczycieli, wobec których Spółka dochodzi roszczeń w ramach zawartych umów ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej członków organów Emitenta, jak również wyrażenie następczej zgody na wytoczenie przez Spółkę powództwa przeciwko tym podmiotom".
"Rzeczpospolita" opisuje, że listę rozszerzono o Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji Allianz Polska,Colonnade Insurance Société Anonyme, Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta, Chubb European Group SE, Powszechny Zakład Ubezpieczeń oraz Lloyd’s Insurance Company. Wcześniej roszczenia wysuwano również w stronę Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych PZUW.
Ostrołęka C miała być blokiem o mocy około 1000 MW. Ogromnym, bo istniejący obecnie zespół Elektrowni Ostrołęka (trzy bloki) ma moc łącznie około 700 MW. Koszt też miał być gigantyczny - oficjalnie 6 mld zł brutto (5,049 mld zł netto). o drodze okazało się, że na inwestycję opartą o węgiel trudno będzie znaleźć pieniądze - banki nie chcą już finansować tego typu inwestycji. Do tego stawianie na węgiel było bardzo nie po drodze, z unijną polityką klimatyczną. Spółki postanowiły wskrzesić projekt, zmieniając technologię na gazową.
Budowy bloku węglowego zaniechano w lutym 2020 roku, ale inwestycja do tego czasu pochłonęła sporo pieniędzy. Najpierw Energa i Enea odpisały w swoich bilansach łącznie prawie miliard złotych. Potem jeszcze okazało się, że stracą też środki przekazane elektrowni w ramach pożyczki i muszą pokryć zobowiązania - łącznie to około 650 mln zł. Do tego inwestycja została już częściowo zrealizowana, bo wykonawca zdążył postawić dwa pylony o wysokości 120 metrów każdy. Musiały zostać rozebrane, bo do bloku gazowego są niepotrzebne. To z kolei pochłonęło kolejne miliony złotych.
Energa co prawda wyjaśniała, że "inwestycja w budowę bloku energetycznego w Ostrołęce nigdy nie została zakończona czy zaniechana – w 2020 roku podjęto natomiast decyzję o zmianie technologii na wykorzystującą gaz do produkcji energii elektrycznej. W związku z tym Energa nie poniosła na inwestycji strat, a jedynie dodatkowe koszty".