Padł termin sądu ostatecznego nad Izerą. "To technologia chińska, jest dylemat"

Przyszłość Izery, czyli polskiego samochodu elektrycznego, wyjaśni się w najbliższych miesiącach. Nowy rząd wciąż zastawia się co zrobić z niezrealizowanym pomysłem rządu Mateusza Morawieckiego. Wątpliwości budzi zwłaszcza udział Chin w inwestycji. Wreszcie padł jednak termin sądu ostatecznego nad Izerą.
Izera (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Według najnowszych zapowiedzi polskie samochody elektryczne marki Izera mają zjechać z taśm produkcyjnych za dwa lata. Najnowszy termin podawany przez przedsiębiorstwo ElectroMobility Poland (EMP) odpowiedzialne za budowę narodowego elektryka to II kwartał 2026 roku. Wcześniej mowa była już o 2023 i 2024 roku, ale na razie wciąż nie ma nawet fabryki, gdzie miałyby powstać te auta. Tymczasem nowy rząd waha się, czy w ogóle nie porzucić projektu.  

Zobacz wideo Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Koniec kwietnia, początek marca należy się spodziewać pieniędzy z KPO

Izera pod znakiem zapytania. Ministerka mówi o wątpliwościach

Ministerka funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła w piątek, że do końca lutego będzie przygotowany pakiet renegocjacyjny Krajowego Planu Odbudowy. Są w nim zapisane fundusze na nieemisyjne środki transportu, natomiast, jak tłumaczyła szefowa resortu, "Izera jako taka nie jest zapisana w KPO". Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała jednak, że do kwietnia ma być podjęta decyzja w sprawie przyszłości produkcji polskiego samochodu elektrycznego. Podzieliła się także wątpliwościami. - Czy inwestujemy w tzw. polski samochód elektryczny Izerę, czy inwestujemy w inne możliwości? - mówiła. - Mamy fabryki autobusów np. elektrycznych, czy firmy, które są w stanie produkować elektryczne rowery. Jest możliwość inwestowania w sieci ładowania - wymieniała alternatywy, podkreślając, że polski rząd stoi przed "bardzo ważną decyzją inwestycyjną".  

Izera zagrożeniem ze strony Chin? Polski resort stoi przed dylematem

Zdaniem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, podejmując decyzję w sprawie Izery, trzeba się zmierzyć z kilkoma dylematami. - To jest dylemat, czy chcemy samochód, który jest polski w małym kawałku, a w dużym kawałku to jest technologia chińska, ale jednak mamy fabrykę w Polsce, która jest jakimś impulsem rozwojowym, czy nie chcemy chińskich technologii, bo postrzegamy to jako zagrożenie - tłumaczyła. Istnieje jednocześnie, jak wskazała, pewne ryzyko, że taki pomysł zrealizuje inny kraj unijny i fabryka powstanie gdzie indziej, a to Polacy będą kupować. 

Więcej o: