Podczas gdy Lidl i Biedronka prześcigają się w promocjach, to klienci drugiego z dyskontów narzekają w mediach społecznościowych na nieczytelne cenówki. Zwrócił też na to uwagę ekonomista Rafał Mundry, który na swoim profilu na X opublikował jedną z nich.
Rafał Mundry opublikował na X zdjęcie cenówki ryżu z Biedronki, która informowała o promocji. Na dużej pomarańczowej kartce można dostrzec kilka różnych cen tego samego produktu, w zależności m.in. od tego czy klient zeskanuje przy kasie dedykowaną aplikację lub kartę lojalnościową marketu.
"Sześć różnych cen. Na ten sam produkt. W tym samym momencie. Cenówka to nie sudoku do rozwiązania, ani 'Pan Tadeusz' do czytania w sklepie. Czy ktoś na głowę upadł? Jak ma się w tym odnaleźć konsument?" - pisze ekonomista.
Pod wpisem opublikował zdjęcia innych przykładów nieczytelnych cenówek. "Trzeba zacząć zadawać pytanie, czy to nie taki soft scam? Wielka cena 6,99 za pierś z kurczaka, obok leży też pierś w megapakach. A ona już po 23,90 zł /kg. Nie doczytując małego druczka i jak się nie przebrnie innych cen, to się można srogo naciąć... Może po to to jest?" - zastanawia się.
Wygląda jednak na to, że przypadki opisane przez Rafała Mundrego nie są jedynymi. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku na ten sam problem zwracali inni użytkownicy X. "Problemem cenówki Biedronki nie tylko było napisanie prawdziwej ceny regularnej małym drukiem w lewym dolnym rogu w gąszczu innego tekstu, ale również manipulacja mówiąca, że wystarczy nam aplikacja, aby kupić ponad połowę taniej karton mleka. Dopiero po wczytaniu widzimy, że musimy jeszcze kupić 5 kolejnych kartonów, więc w sumie zapłacimy prawie 10 zł. Ale Biedronka się tym nie przejmuje" - tłumaczył Remigiusz Cetnar.
Sprawę opisywał także Michał Tyrawski z Młodej Lewicy. "Czy możemy porozmawiać o tym, jaką patologią są te pseudopromocje w Biedronce i Żabce, które oszukują nieświadomych konsumentów? Jak widzę, że masło jest za 2,99 zł, to przyjmuję, że to domyślna cena, a nie przy zakupie 5 paczek parówek Berlinek i zaśpiewaniu Roty ekspedientce" - pisał na X. Pod koniec grudnia 2023 roku poinformował on o zgłoszeniu tego do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
"Priorytetem sieci Biedronka jako najtańszej sieci handlowej w Polsce jest oferowanie jak najniższych cen swoim klientom, co wiąże się z częstymi obniżkami cen na produkty pierwszej potrzeby" - napisano w mailu przekazanym Gazecie.pl przez Biuro Prasowe sieci Biedronka. "Uzależnienie wysokości upustu od wielkości koszyka klienta jest tradycyjnym i często stosowanym mechanizmem promocyjnym, a z uwagi na ten właśnie mechanizm, na etykiecie przy każdym objętym nią produkcie znajduje się więcej niż jedna cena. Sieć Biedronka zawsze przykłada szczególną wagę do prezentacji cen, stosując się jednocześnie do wszystkich wymogów w tym zakresie, w tym do wytycznych dyrektywy Omnibus" - dodano.
UOKiK zareagował już w połowie stycznia. - Informacje o promocjach tzw. sprzedaży wielosztukowej prowadzone przez sieci handlowe mogą nie być czytelne dla klientów - przekazał urząd PAP. Pod lupę zostaną wzięte nie tylko cenówki Biedronki, ale także Lidla, Kauflandu, Żabki, Dino, Netto, Carrefoura i Auchan. Jak wynika z pisma prezesa UOKiK, sieci handlowe umieszczają dużą czcionką na etykiecie cenę promocyjną.
Natomiast informacja o tym, że obowiązuje ona tylko przy zakupie kilku sztuk towaru, jest mniej widoczna. Także cena jednostkowa jest zapisana mniejszym drukiem, a ona - jak podkreśla prezes UOKiK - ma kluczowe znaczenie dla konsumenta. "To na jej podstawie powinniśmy podejmować decyzję o zakupie danego produktu. Cena nie może wprowadzać w błąd, musi być czytelna dla konsumenta. Jeżeli uważamy, że tak nie jest, można zgłosić zawiadomienie bezpośrednio do UOKiK, rzecznika konsumentów lub Inspekcji Handlowej" - napisał w piśmie przekazanym PAP.