Zamrożone ceny energii tylko do czerwca. Co dalej? Liczymy. Jest zła i dobra wiadomość

Mikołaj Fidziński
Ceny energii i gazu są zamrożone tylko do końca czerwca. Co dalej? Już wiadomo, że przedłużenia tarczy nie będzie. W najgorszym wypadku rachunki mogą wzrosnąć nawet o ponad połowę, choć zapewne rząd będzie chciał ograniczyć ten skok. Tym bardziej, że w 2025 r. ceny mogą z kolei mocno spaść. Dziś rynkowa cena prądu jest już taka, jak ta zamrożona.
.
Fot. Karol Piętek / Agencja Wyborcza.pl

0,414 zł netto za kWh - taka jest aktualnie zamrożona cena energii dla gospodarstw domowych w Polsce. Konkretnie, to taryfa G11, czyli taka, w której cena jest stała przez cały dzień. Są jeszcze m.in. taryfy G12 czy weekendowe, w których energia jest tańsza nocą i/lub w weekendy. Tu - w zależności od dostawcy energii - zamrożone ceny to około 0,50-0,60 zł za kWh w droższych częściach dnia/tygodnia i około 0,25 zł w tańszych. 

Zobacz wideo Miłosz Motyka: W rządzie zrobimy wszystko, by energia atomowa popłynęła w sieci za 9 lat

Zamrożone ceny obowiązują standardowo do zużycia 1500 kWh w pierwszym półroczu - choć np. dla rolników, gospodarstw domowych z Kartą Dużej Rodziny i dla rodzin z osobami z niepełnosprawnością limit jest wyższy (1800-2000 kWh). Po jego przekroczeniu energia drożeje do około 0,69 zł netto za kWh. 

Cena 0,41 zł netto za 1 kWh energii w taryfie G11 to tylko część rachunku za prąd. Do tego dochodzą opłata za dystrybucję oraz podatek VAT. Część ze składników kosztów dystrybucji jest stała, niezależna od zużycia, więc trudno jednoznacznie wskazać koszt za 1 kWh. Niemniej jest to około 0,30-0,32 zł za kWh. Po dodaniu podatku VAT 23 procent łącznie daje to około 0,91 zł za kWh. Po przekroczeniu limitu, łączna cena na rachunku za 1 kWh (uwzględniając także nieco wyższe koszty dystrybucji) rośnie mniej więcej w okolice 1,40 zł. 

Szacunkowo gospodarstwo domowe z taryfą G11, zużywające 250 kWh energii miesięcznie (czyli 1500 kWh na pół roku - limit dla niższej ceny), płaci za prąd w skali miesiąca około 225 zł.

Ceny prądu od lipca w górę

To wszystko zmieni się od 1 lipca. Z końcem czerwca wygaśnie tarcza antyinflacyjna mrożąca ceny energii (oraz gazu i ciepła). Ministerstwo Klimatu i Środowiska już zapowiedziało, że przedłużać jej w obecnym kształcie nie zamierza. Prace nad nowymi przepisami trwają, ich efekty mamy poznać w marcu. Kilka dni temu w TOK FM ministerka Paulina Hennig-Kloska mówiła, że rozważane są trzy scenariusze, a najłagodniejszy oznaczałby podwyżkę o 15 proc. Wcześniej zapowiadano także kryterium dochodowe.

Los rachunków za prąd jest więc na razie nieznany, ale w takim najgorszym z punktu widzenia gospodarstw domowych scenariuszu, cena 1 kWh energii w taryfie G11 wzrosłaby z zamrożonych 0,41 zł do 0,74 zł, a więc o ponad 80 procent. Taka cena wynika z taryf zatwierdzonych przez Urząd Regulacji Energetyki na 2024 r.

W pierwszej połowie roku nie trzeba było się nimi przejmować, bo ceny były i tak ustalone odgórnie, ale w drugiej mogą zacząć mieć znaczenie. Takie pełne odmrożenie cen energii oznaczałoby łączny koszt 1 kWh na poziomie około 1,45 zł. Można więc szacować, że rodzina z przykładu powyżej, zużywająca 250 kWh prądu miesięcznie, płaciłaby za niego kwotę w okolicy 360 zł na miesiąc (czyli o 135 zł więcej niż obecnie). To, powtórzmy, w takim najbardziej niekorzystnym wariancie, w którym ceny energii dla naszego gospodarstwa domowego nie będą już odgórnie regulowane.

W 2025 r. ceny znów ostro w dół

Wiadomo, że prognozowanie cen energii na kolejny rok w lutym jest obarczone bardzo dużą niepewnością, natomiast obecna sytuacja na Towarowej Giełdzie Energii daje nadzieję na solidny zjazd cen prądu w 2025 r. Cena 1 kWh energii w kontraktach BASE_25 (czyli z dostawą na 2025 r.) to obecnie około 0,41 zł. Słowem - rynkowa cena prądu jest dziś w zasadzie taka sama jak ta zamrożona. 

Dostawy energii będą kontraktowane na 2025 r. przez cały obecny rok, najwięcej kontraktów zawierało się zwykle wczesną jesienią. Dlatego w lutym nie sposób powiedzieć, po jakiej średniej cenie spółki obrotu "zaklepią" sobie energię na 2025 r., a od tego będą zależeć taryfy, które przedstawią URE. Gdybyśmy jednak nie zobaczyli w kolejnych miesiącach 2024 r. wystrzału cen energii na giełdzie, to może się okazać, że wzrost rachunków za prąd w drugiej połowie 2024 r. będzie przejściowy, a od 2025 r. ceny spadną mniej więcej do obecnych, "zamrożonych" warunków. 

W rozmowie z Next.gazeta.pl Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, zaznacza, że możliwy jest niedrastyczny (rzędu kilku groszy w przeliczeniu na 1 kWh) wzrost kosztów dystrybucji. Jednocześnie dużego ryzyka dla wzrostów cen energii nie widzi, poza ewentualnym zaostrzeniem konfliktu na Bliskim Wschodzie skutkując blokadą cieśniny Ormuz.

Rząd zetnie cenową górę?

Ktoś mógłby zapytać, czy odmrożona cena energii (samej energii, bez dystrybucji i VAT) w drugiej połowie 2024 r. 0,74 zł netto za kWh musi być tak wysoka, skoro na rynku jest obecnie dużo tańsza, w tzw. handlu spotowym nawet po mniej niż 0,40 zł. Z jednej strony, firmy energetyczne kontraktowały dostawy z wyprzedzeniem, po wyższej cenie.

Jeśli spółki obrotu kupowały energię na 2024 r. średnio po te około 70 groszy, to obniżanie im taryfy w połowie roku oznaczałoby dla nich duże straty. Co z tego, że dziś można kupić energię po niższej cenę, skoro one zabezpieczyły sobie dostawy po wyższej

- mówi Dawid Czopek. Ale z drugiej strony zauważa, że mimo wszystko są to spółki, na które decyzje polityczne mają kluczowy wpływ. Obniżek taryf na drugie półrocze więc jednak nie wyklucza. 

W warunkach spadających cen może być tak, że część spółek obrotu nie zakontraktowało się w stu procent na 2024 r., ale ma pewną otwartą pozycję, która dziś pozwala im na większą elastyczność cenową. Wydaje mi się też, że rząd nie będzie chciał mieć 'schodka' cenowego w lipcu i spadku w styczniu i raczej będzie się starał go wygładzić. Nawet takim kosztem, że w drugiej połowie roku branża energetyczna będzie miała trochę gorsze wyniki, ale za obietnicę jakiejś 'rekompensaty' w 2025 r.

- ekspert snuje scenariusz.

Sytuacja wygląda więc tak, że w drugiej połowie 2024 r. ceny energii w jakimś stopniu pewnie wzrosną - dużo zależy tu od decyzji rządu - ale w 2025 r. z powrotem spadną. Powstaje pytanie, czy ekipie Tuska nie opłacałoby się wobec tego politycznie przedłużyć mrożenia cen do końca 2024 r. Politycznie na pewno byłby to korzystny ruch, ale mrożenie cen to coraz większe obciążenie budżetowe, czego nie ukrywa choćby ministerka Hennig-Kloska. Koszty całej tarczy energetycznej to około 16,5 mld zł w skali pół roku. Na pierwsze półrocze te pieniądze zostały wzięte z Orlenu w formie podatku od nadmiarowych zysków. Na drugie trzeba by je skądś wziąć, a sytuacja budżetowa już jest napięta. 

Z drugiej strony, Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapewnia, że wzrost cen energii w drugiej połowie roku nie będzie szokowy. To, że pracuje nad przepisami na 2024 r. oznacza, że przynajmniej część gospodarstw domowych zachowa przywileje w postaci cen energii niższych niż wynika z taryf URE. Nowa "tarcza" na pewno będzie mniej hojna (czyli tańsza dla rządu), ale jakaś będzie. Możliwe, że osią albo częścią tego rozwiązania będzie właśnie obniżka taryf na drugą połowę roku.

Gaz też ostro tanieje

De facto bardzo podobnie jak z energią sytuacja wygląda na rynku gazu. Obecnie zamrożona cena to około 0,20 zł za kWh. Z kolei według taryfy zatwierdzonej przez URE dla PGNiG, powinna ona wynosić około 0,32 zł. To oznacza, że bez żadnych decyzji rządu, od lipca gaz dla gospodarstw domowych mocno by podrożał. Z drugiej strony, kontrakty na dostawy w 2025 r. "stoją" obecnie na Towarowej Giełdzie Energii po mniej niż 0,15 zł za kWh, a więc gdyby taka sytuacja się utrzymała, to gaz mógłby być w 2025 r. nawet tańszy niż dziś w zamrożonej cenie. Jest również duża szansa na obcięcie od 2025 r. taryf na ciepło, które na razie też są zamrożone.

Od decyzji rządu zależy nie tylko to, ile będziemy płacić w drugiej połowie roku za prąd, gaz i ciepło, ale możliwe, że też pośrednio to, czy Rada Polityki Pieniężnej będzie obniżała stopy. Dotychczas prezes NBP Adam Glapiński przekonywał, że jednym z głównych źródeł niepewności dla RPP są właśnie decyzje rządu w zakresie VAT-u na żywność (obniżka z 5 do 0 proc. obowiązuje na razie tylko do końca marca) i zamrożenia cen energii. Całkowita likwidacja tych tarcz oznaczałaby według prognoz NBP wzrost inflacji kolejno o około 1 i 4 punkty procentowe. W konsekwencji, jak pokazywał Glapiński na lutowej konferencji, inflacja w Polsce może w drugiej połowie roku wynosić 3 procent, a może nawet i 8 procent.

embed

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Mikołaj Fidziński
Więcej o: