- Bardzo często pojawia się ten zarzut, że ukraińskie zboże, ukraińskie produkty żywnościowe nie muszą przestrzegać tych samych norm, co produkty unijne - wskazuje Miłosz Wiatrowski-Bujacz. - To, przynajmniej w teorii, nie jest prawda. Wszystkie produkty wwożone do Unii Europejskiej muszą przestrzegać tych samych standardów bezpieczeństwa żywności. Czyli właśnie tego, czy nas trują, czy nie. Tu prawo jest jednoznaczne - dodaje.
Przytacza wyniki badania, w ramach którego skontrolowano żywność wjeżdżającą z Ukrainy do Polski. - W 2022 w ramach granicznych kontroli sanitarnych pobrano 266 próbek i - co może być kontrowersyjne dla niektórych osób - tylko w 12 z nich stwierdzono nieprawidłowości, czyli np. pestycydy, szkodniki i zapleśnienia. Czyli zakwestionowano jedynie 4,5 proc. próbek. - mówi.
Dla porównania przytacza też badania dotyczące polskich produktów. - W 2019 r. sanepid przebadał 51 kategorii produktów spożywczych na obecność pestycydów i około 5 proc. przekraczało normy europejskie. Więc można powiedzieć, że dużej różnicy między polskimi a ukraińskimi produktami nie ma - wskazuje.
Prowadzący zwrócili jednak uwagę, że w Ukrainie można na etapie produkcji stosować substancje niedopuszczane do użytku w Unii. A tego już na granicy nie badamy. "Nie interesuje nas proces produkcji w tych krajach, z których importujemy, interesuje nas tylko finalny produkt. A to powoduje, że w tych innych krajach koszty produkcji są znacznie niższe niż u nas - podsumowuje Miłosz Wiatrowski-Bujacz.
Zapraszamy do odsłuchania całego odcinka: