Wsparcie dla Ukrainy w ostatnich tygodniach wyraźnie wyhamowało. Unia Europejska nie zdołała wypełnić zobowiązania dostarczenia Kijowowi miliona własnych pocisków artyleryjskich, a amerykański pakiet pomocowy utknął w Kongresie. Tymczasem Ukraińcom kończy się broń i amunicja. Potrzebują pilnych dostaw. W dramatyczne apele wsłuchali się Czesi. Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa prezydent kraju, Petr Pavel zapowiedział zrzutkę na broń dla Ukrainy, która właśnie się zakończyła.
Czeska inicjatywa polegała na tym, że firmy z tego kraju szukały w różnych miejscach na świecie pół miliona pocisków natowskiego kalibru 155 milimetrów oraz trzysta tysięcy pocisków kalibru 122 wykorzystywanego w sprzęcie posowieckim. Amunicja miała zostać wyprodukowana poza państwa Wspólnoty. Media sugerowały, że może pochodzić z Korei Południowej, Republiki Południowej Afryki i Turcji. Jednocześnie czeska dyplomacja przekonywała kolejne kraje, aby sfinansowały część tych zakupów.
Petr Pavel przekazał w czwartek, że do zainicjowanego przez Czechy projektu przyłączyło się 18 państw. W ostatnich tygodniach wsparcie zapowiedziały między innymi Polska, Niemcy, Francja, Holandia i Litwa, a nawet Kanada. Nie chciał zdradzić jednak, jakie kwoty zadeklarowały poszczególne państwa. Przekazał jedynie, że brakującą sumę wpłaciła Norwegia. Za to "Politico" podaje, że Norwegowie dołożyli 140 mln euro. Otwarcie wysokość swojego wsparcia podali Niemcy, którzy dorzucili na zakup broni 100 mln euro.
- Cieszę się, że możemy współpracować z tak wieloma partnerami na całym świecie, aby zapewnić niezbędną pomoc. Gwarantuję, że w tym roku Ukrainie zostaną dostarczone setki tysięcy sztuk amunicji - mówił w czeskiej telewizji premier Czech Petr Fiala. Czeski rząd ma teraz przygotować odpowiednie dokumenty i poinformować partnerów o kolejnych krokach. Petr Pavel zadeklarował już, że amunicja może dotrzeć na Ukrainę w najbliższych tygodniach. - Teraz przyspieszenie całego procesu będzie zależeć tylko od umiejętności naszych firm i Ministerstwa Obrony - mówił.
Co ciekawe, w Czechach pojawiła się wątpliwość, czy Petr Pavel nie wyszedł przed szereg i nie ogłosił sukcesu, zanim on nastąpił. Według doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Tomáša Pojara całkowite koszty nie zostały pokryte, a prezydent miał na myśli jedynie pierwszą dostawę w ramach inicjatywy. Pojara w rozmowie z czeskimi mediami przyznawał, że wątpi w zebranie wszystkich potrzebnych środków. Oficjalnie nie zadeklarowano, ile miałoby kosztować 800 tysięcy sztuk amunicji, ale "Financial Times" informował wcześniej, że chodzi o kwotę półtora miliarda dolarów.