"Kiedyś tu był mój dom". "Śmierdzący turyści". "Wynoście się stąd do cholery". "Wracajcie do pieprz**ych domów" - to treści wlepek, które można zobaczyć w centrum Malagi na apartamentach turystycznych. Mieszkańcy mają dość, że domy, w których mieszkają od wielu lat, są przekształcane w pokoje dla odwiedzających - czytamy w diarosur.es.
Wszystko zaczęło się od Daniego Drunko, który prowadzi bar przy ul. Ramon Franquelo. Mężczyzna przez 10 lat wynajmował mieszkanie w Fuente Olletas, niedawno jednak nie przedłużono mu umowy. Nie mógł renegocjować czynszu, nie dostał możliwości odkupienia lokalu, dowiedział się jedynie, że jego mieszkanie zostanie przekształcone w apartamenty dla turystów. Wówczas wrzucił post na profil swojego lokalu, w którym zapraszał do zabawy, której celem było wymyślenie gier słownych skierowanych przeciwko gentryfikacji Malagi na rzecz turystów.
Problem jest na tyle duży, że pomysł Drunko momentalnie chwycił. Ludzie zaczęli wymyślać hasła, które potem trafiły na naklejki. W mieście się od nich zaroiło, zaczęły masowo pojawiać się na apartamentach turystycznych. Drunko mówi, że mieszkańcy Malagi już od dawna mają problem ze zmieniającym się charakterem miasta. Zniknęły na przykład sklepy z narzędziami. Jak trzeźwo zauważa Hiszpan, w końcu "turyści nie potrzebują śrubokrętów".
"Kiedyś było to centrum, jak czytamy na wlepkach przy apartamentach turystycznych. Dziś spacerujesz ulicami Malagi i praktycznie każdy budynek ma kłódkę i kod do wejścia" - napisał Dani Perez, polityk Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej na X. Perez oskarżył burmistrza miasta Paco de la Torre, który sprawuje tę funkcję od 24 lat, że nie kiwnął palcem, gdy z miasta wypędzano ludzi urodzonych w Maladze.
Nie mamy nic przeciwko turystom. Chcemy rozwiązać kwestię regulacji mieszkalnictwa. Każdy ma prawo żyć w przyzwoitym domu w przystępnych cenach
- mówi Dani Drunko.
Malaga wyróżnia się zastosowaniem naklejek, ale hasła wzywające przyjezdnych do opuszczenia turystycznych miast to nie jest nowy trend. Graffiti o treściach zbliżonych do tego, co znalazło się na wlepkach, pojawiają się już od dłuższego czasu na Teneryfie czy Gran Canarii. Z tym samym mierzy się Barcelona, gdzie doszło nawet do ataków na autobusy turystyczne - czytamy na inews.co.uk. W 2023 roku Hiszpania przyjęła rekordową liczbę turystów - 85,1 mln, czyli aż 17 proc. więcej niż rok wcześniej.
Niektóre regiony wprowadzają już regulacje, które mają ograniczyć liczbę turystów, w tym gronie znalazły się Madryt, Barcelona, Kanary czy Baleary. Macià Blázquez-Salom, profesor Uniwersytetu Balearów oskarża branżę turystyczną o szantażowanie lokalsów, poprzez wmawianie im, że stracą miejsca pracy, jeśli politycy ograniczą liczbę resortów. A szacuje się, że w 2024 roku padnie kolejny rekord pod względem liczby turystów w Hiszpanii, co podniesie udział sektora w PKB z 12,8 do 13,4 proc. Turystyka ma wypracować 200 miliardów euro przychodu.
Zwrot w polityce turystycznej widać na całym świecie. Kolejne miasta ograniczają najem krótkoterminowy i zakazują korzystania z Airbnb. Limity wprowadził już Paryż, Amsterdam, Londyn, Berlin czy Nowy Jork.