Do prokuratury zostały złożone zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę LPP SA i jej akcjonariuszy, inwestorów giełdowych, zagrażające bezpieczeństwu rynku finansowego. Podstawą zawiadomienia są nieprawdziwe bądź zmanipulowane informacje opublikowane w dniu dzisiejszym w materiale Hindenburg Research - poinformowało LPP w komunikacie.
To już trzecie oświadczenie firmy. Czytamy w nim, że "Spółka stanowczo i w całości zaprzecza i dementuje informacje znajdujące w materiale Hindenburg Research". LPP informuje, że:
"Spółka jednocześnie informuje, iż w ramach kompleksu umów dotyczących sprzedaży spółki rosyjskiej zobowiązała się w tzw. okresie przejściowym do wydania zamówionego uprzednio towaru (tzw. stary stock, zaprojektowany i zamówiony przed transakcją) i przekazania informacji o potencjalnych dostawcach towaru i podstawowych procesach operacyjnych, w tym w zakresie znakowania towarów kodami. Wbrew twierdzeniom zawartym w materiale Hindenburg Research postanowienia te nie odbiegają od standardów rynkowych przy tego typu i rozmiarze transakcji, szczególnie zawieranych w okolicznościach masowego exodusu międzynarodowego biznesu z terytorium Rosji i złych perspektyw tego rynku w okresie zawierania umów" - informuje dalej LPP.
Powyższe tłumaczenie odnosi się do zarzutów wobec LPP, które wg. Hindenburg Research, miało wycofać się z Rosji tylko "pozornie". Amerykańska spółka inwestycyjna podaje, że w grudniu 2023 r. wysłała do sklepów "Far East Services" w Moskwie i Petersburgu tzw. tajemniczych klientów, którzy mieli odkryć, że sprzedawano w nich odzież taką samą jak ubrania z kolekcji jesienno-zimowej prezentowane w katalogach internetowych LPP.
Był to już trzeci komunikat LPP w sprawie. W drugim spółka oświadczyła, że:
"Spółka analizuje szczegółowo opublikowany przez Hindenburg Research materiał. Z uwagi na jego obszerność Spółka potrzebuje czasu, żeby merytorycznie ustosunkować się do zawartych tam twierdzeń (co zrobiła częściowo w trzecim komunikacie - red.). Jednakże już pobieżna lektura materiału pokazuje, że zawiera on nieprawdziwe informacje na temat działalności LPP" - czytamy dalej w drugim komunikacie polskiej firmy.
Spółka z całą stanowczością potwierdza, że nie prowadzi działalności handlowej na terenie Rosji
- informuje LPP.
"LPP od kilku miesięcy monitoruje sytuację związaną z atakiem skierowanym przeciwko Spółce, mającym na celu manipulację kursem akcji. Z pozyskanych informacji wynika jednoznacznie, że atak jest inspirowany przez osoby, których celem jest uzyskanie korzyści na utracie wartości akcji LPP. Mechanizm działania polegający na ataku medialnym i jednoczesnym zajęciu krótkich pozycji na akcjach LPP jest podobny do tego przeprowadzonego kilka lat temu na międzynarodowy konglomerat Adani Group z udziałem tych samych podmiotów" - czytamy w oświadczeniu LPP.
Firma powtórzyła więc część informacji podanych w pierwszym komunikacie, z którego ponadto dowiedzieliśmy się, że "Spółka poinformowała wcześniej Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Szefa Krajowej Administracji Skarbowej". LPP przekazało również, że "nie jest pierwszą firmą, która stała się obiektem zainteresowania wywiadowni".
Wiemy jednocześnie, że wywiadownia działa na zlecenie podmiotów trzecich. Nie można wykluczyć, że tego typu działania mogą być próbą przejęcia wpływów w spółce LPP. Grupa ma pełną kontrolę nad sytuacją. Wszelkie dodatkowe wiadomości będziemy przekazywać na bieżąco
- przekazało LPP w swoim pierwszym oświadczeniu.
LPP tuż po pełnoskalowej rosyjskiej napaści na Ukrainę informowała, że podejmie działania zmierzające do zrezygnowania z działalności w Rosji. W maju 2022 roku firma podała - co dzisiaj powtórzyła - że podjęła decyzję o sprzedaży należącej do grupy i zarejestrowanej w Rosji spółki RE Trading OOO na rzecz chińskiego konsorcjum. I tym samym zakończyła działalność na terenie Rosji.
Hindenburg Resarch stwierdził jednak, że "rzekome zbycie działalności w Rosji było całkowitą fikcją". Chińskim konsorcjum okazała się zarejestrowana w Dubaju nieznana firma "Far East Services". Hindenburg Resarch powołuje się też na informacje od byłego menedżera LPP, który twierdzi, że cała operacja była mistyfikacją i LPP wciąż prowadzi działalność w Rosji. "LPP planowało otwarcie setek kolejnych sklepów w Rosji. To był największy rynek, na którym chcieliśmy się rozwijać" - miał powiedzieć cytowany przez Hindenburga były dyrektor z LPP.
Z pewnością globalna renoma Hindenburg Research sprawia, że wiadomości o ‘praktykach’ LPP znajdą szeroki rozgłos na świecie finansowym, nawet jeśli firma podważy zarzuty krótkiego sprzedawcy, odnosząc się do nich
- komentuje analityk rynków finansowych w XTB Polska, Eryk Szmyd.
Hindenburg ma długą historię współpracy z organami regulacyjnymi, przy tworzeniu raportów. W Stanach Zjednoczonych fundusz często odpłatnie przekazuje własne ustalenia do regulatora SEC, w ramach tzw. programu informacyjnego. Fundusz prawdopodobnie wziął na celownik spółki w jakiś sposób powiązane z Rosją
- dodaje ekspert.
Hindenburg jednocześnie z wypuszczeniem raportu zapowiedział, że będzie grał na spadki LPP. Spółka, która gra "szorty", jednocześnie upublicznia informacje, które do tego spadku mogą doprowadzić? To wzbudziło wątpliwości ekspertów co do legalności takich operacji.
- Hindenburg Research podobno zajmuje się śledczą działalnością dotyczącą aktywów finansowych i jednocześnie obstawia "szorty". Jeśli chodzi o etykę, to mamy tu olbrzymi znak zapytania. Czy to jest zgodne z prawem? Na to niech sobie spojrzy KNF. Jak oni zawarli krótkie pozycje kiedyś tam, bo przecież nie wiemy kiedy, i informują o tym przed sesją, to niewątpliwie na tych krótkich pozycjach od razu zarobili. I to mnóstwo, nawet gdyby je dzisiaj zamknęli - mówił w piątek rozmowie z Next.gazeta.pl Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona. KNF przekazała już, że zajmują się tą sprawą.
Granie na spadki (tzw. shortsy) polega na pożyczeniu od maklera akcji, które należy potem mu oddać (akcje, nie pieniądze, za które je kupiliśmy). Jeśli więc pożyczymy 10 tys. akcji, w momencie pożyczki wartych 20 zł każda i sprzedajemy je wszystkie tuż przed spadkiem ceny, to zarabiamy na tym 20 tys. dolarów. Jeśli dobrze przewidzieliśmy spadek akcji, który wyniósł dajmy na to połowę, to te same 10 tys. akcji odkupimy po chwili za 10 tys. zł. Wszystkie akcje oddajemy wówczas maklerowi, a nam zostaje 10 tys. zł zysku na czysto. Choć to legalna strategia inwestycyjna na większości giełd, wzbudza etyczne wątpliwości, bo zakłada obstawianie upadku danej firmy. Właśnie tego dotyczyło zamieszanie sprzed paru lat z graniem na spadki amerykańskiej firmy GameStop. Wówczas mali inwestorzy z forum reddit kupowali masowo akcje spółki, przez co powstrzymali ich spadek. Inwestor, który grał na spadki, nie mógł więc odkupić ich po zaniżonej cenie i stracił sporą kwotę.
Podobnie ma się sytuacja z LPP. Hindenburg zagrał shorty na akcje LPP, które rzeczywiście spadły po ich informacjach. Z samego rana spadek wyniósł 25 proc., a po 15.00 cena akcji polskiej spółki spadła do 11,5 tys. zł. To aż 35,5 proc. mniej niż podczas otwarcia. Piotr Kuczyński zwraca też uwagę na termin całego zamieszania. - Dzisiaj wygasają kontrakty na WIG20. Spadek akcji o ok. 25 proc. to daje ok. 1,7 - 1,8 pp. na WIG-u w dół. Jeśli zatem ta firma miała nie tylko "krótkie", ale zagrała także na "kontrakty", to wiadomo, że zgarnęła olbrzymią kasę. Tu musi włączyć się nadzorca i sprawdzić, czy wszystko było tak, jak powinno być - stwierdził ekspert.