Adam Glapiński napisze list do Donalda Tuska w celu zakończenia narastającego napięcia, które - jak ostrzega - szkodzi międzynarodowej renomie Polski - czytamy w "Financial Timesie". Szef NBP powiedział gazecie, że "nie ma nic do ukrycia" i "oczywiście" jest gotowy bronić swoich działań przed Trybunałem Stanu, jeśli jego oferta rozejmu zostanie odrzucona.
"FT" przypomina, że kolacja rządząca, której przewodzi Donald Tusk, oskarża Glapińskiego o nadużycie uprawnień, by pomóc PiS w utrzymaniu władzy podczas zeszłorocznych wyborów. 73-latek zaczął swoją drugą sześcioletnią kadencję w NBP w 2022 roku i uważa Jarosława Kaczyńskiego za przyjaciela - czytamy.
Glapiński zaprzecza zarzutom wysuwanym przez rządzącą koalicję. - Rozumiem, że dla Tuska najłatwiejszym sposobem prowadzenia kampanii było oskarżanie rządu i banku centralnego o wywołanie inflacji, która była bardzo wysoka. Ale jesteśmy już po wyborach. Czas to skończyć. Nasze problemy są wspólne - powiedział Glapiński podczas niemal czterogodzinnego wywiadu przeprowadzonego w Warszawie.
Nie wierzę, że ktoś w Polsce może oskarżyć bank centralny o nieuczciwą politykę monetarną wobec inflacji czy o zakup obligacji
- mówił Glapiński, odpierając zarzuty o polityczną stronniczość. Dodał, że oskarżenia są "idiotyczne" i wielokrotnie się zmieniały.
Mam nadzieję, że pan Tusk zmieni zdanie. Nie jest ekonomistą. Inflacja zmierza do celu. Wyśle mu list, by powiedzieć, że narosło tak wiele nieporozumień i z obu stron padło tak wiele niepotrzebnych słów, że moim zdaniem czas się spotkać i porozmawiać
- powiedział szef NBP w rozmowie z "FT". Glapiński stwierdził ponadto, że Trybunał Stanu byłby "bardzo niekorzystny dla Polski" i dodał, że nie jest gotowy zrezygnować z funkcji prezesa NBP, co mogłoby zostać odebrane jako przyznanie się do winy.
Glapińskiemu obecnie rządzący zarzucają, że miesiąc przed wyborami obniżył stopy procentowe o 75 punktów bazowych (choć to decyzja Rady Polityki Pieniężnej, podejmowana w głosowaniu). Ponadto Tusk chce oskarżyć go o nieprawidłowości przy rzekomym nielegalnym zakupie rządowych obligacji i wprowadzeniu w błąd "księgowości". W drugim przypadku chodzi o szacowany zysk NBP, który w sierpniu miał wynosić 6 mld zł i taka kwota została zapisana w budżecie na 2024 rok (nadwyżki w NBP trafiają do Skarbu Państwa). Ostatecznie NBP wykazał 20,8 mld zł straty, która jednakże wynikała z umocnienia się złotego wobec głównych walut. Bank wyliczał, że sam wzrost kursu złotego (prowadzący do spadku równowartości w złotych aktywów walutowych NBP) obniżył wynik finansowy banku centralnego o ok. 31 mld zł.
Za Glapińskim wstawiła się szefowa Europejskiego Banku Centralnego. Christine Lagarde powiedziała, że może wnioskować do TSUE o sprawdzenie, czy oskarżenie prezesa banku centralnego jest w ogóle legalne.