Tak popsują Glapińskiemu święta. "Szukanie paragrafu na człowieka" [GOSPODARCZY TGV]

Wakacje od składek ZUS przyjęte przez rząd, a w kolejce czeka duża obniżka składki zdrowotnej. Miniony tydzień mógłby się dla przedsiębiorców nie kończyć. Co w nowym? Najpewniej najniższa inflacja od pół dekady i wniosek o Trybunał Stanu dla prof. Glapińskiego. Zapraszam na Gospodarczy TGV.
Prezes NBP Adam Glapiński
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
  • W piątek 29 marca GUS poda szybki szacunek inflacji w marcu. 
  • W tym tygodniu do Sejmu ma trafić wniosek o Trybunał Stanu dla prezesa NBP Adama Glapińskiego.
  • Ministerstwo finansów planuje obniżkę składki zdrowotnej od przedsiębiorców.
  • Rząd przyjął projekt ustawy o "wakacjach od ZUS" dla przedsiębiorców.
  • Wzmożenie projektowe w ministerstwach z okazji "studniówki" rządu.
  • Realny wzrost płac w przedsiębiorstwach najwyższy od lat. 

Inflacja spadnie do najniższego poziomu od pięciu lat?

Najważniejszą liczbę w tym tygodniu poznamy w piątek 29 marca. GUS poda wtedy szybki szacunek inflacji w marcu. Prognozy wskazują, że powinniśmy zobaczyć jeszcze niższy odczyt niż za luty (2,8 proc. rok do roku), mediana prognoz z ankiety Bloomberga to 2,3 proc. Spadek będzie możliwy m.in. dzięki postępującej dezinflacji cen żywności, ale też ze względu na efekt bazy (z wyliczeń wypadnie marzec 2023 r., gdy ceny urosły aż o 1,1 proc. względem lutego 2023 r.).

Zobacz wideo Piotr Kuczyński o nieprzedłużeniu VAT-u 0% na żywność: Biedni odczują to najbardziej

Odczyt niższy niż 2,4 proc. będzie oznaczał, że mamy najniższą inflację od pięciu lat - marca lub kwietnia 2019 r. (gdy inflacja wynosiła kolejno 1,7 i 2,2 proc.). Odczyt niższy niż 2,5 proc. będzie z kolei oznaką, że pierwszy raz od lutego 2021 r. jesteśmy PONIŻEJ punktowego celu inflacyjnego NBP.

W kolejnych miesiącach inflacja w Polsce podrośnie. Jednym z czynników, które mogą ją podbić, będzie powrót stawki VAT na żywność z 0 do 5 proc. od 1 kwietnia, czyli przyszłego poniedziałku. Z drugiej strony, część sieci "wykorzystuje" tę okazję do podkręcenia wojny cenowej przekonując, że nie planują podnosić cen wielu towarów.

W poniedziałek GUS poda stopę bezrobocia rejestrowanego za luty. Wstępne dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazały, że wyniosła ona 5,4 proc. (tyle samo co w styczniu), a w urzędach pracy zarejestrowanych było 846,5 tys. osób.

Zgodnie z deklaracją posła PO, przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych Janusza Cichonia, we wtorek w Sejmie złożony zostanie wniosek o postawienie prezesa Narodowego Banku Polskiego prof. Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Cichoń jest też koordynatorem tego wniosku. Więcej o zarzutach wobec prezesa NBP w dalszej części tekstu.

W środę Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów ma zająć się cenami energii w drugiej połowie roku. Jak mówiła 22 marca ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, rozwiązania są już gotowe i mają polegać m.in. na obniżeniu taryf przez URE.

We wtorek decyzja w sprawie stóp procentowych na Węgrzech, w czwartek w USA finalny odczyt danych o PKB i inflacji w czwartym kwartale 2023 r. W piątek za oceanem z kolei dane o inflacji PCE w lutym oraz wystąpienie szefa Fedu Jerome'a Powella.

Składka zdrowotna od przedsiębiorców po nowemu?

W piątek 22 marca minęło sto dni rządu Donalda Tuska. Ta graniczna data motywowała część ministrów do przedstawienia jakichś szczegółów realizacji obietnic wyborczych. Zdecydowanie największym echem odbiła się czwartkowa konferencja ministrów finansów i zdrowia. Andrzej Domański i Izabela Leszczyna pokazali wówczas założenia zmian w składce zdrowotnej od przedsiębiorców. Był to jeden ze stu konkretów Koalicji Obywatelskiej. Również w umowie koalicyjnej zapisano, że "odejdziemy od opresyjnego systemu podatkowo-składkowego m.in. poprzez wprowadzenie korzystnych i czytelnych zasad naliczania składki zdrowotnej".

Szczegóły zmian opisujemy w tekście pod tym linkiem, natomiast kluczowe jest to, że składka zdrowotna spadłaby według wyliczeń Ministerstwa Finansów dla aż 93 proc. osób samozatrudnionych, w tym wszystkich na skali podatkowej, podatku liniowym i karcie podatkowej (straciłaby tylko część ryczałtowców z najwyższymi przychodami). Dziś składka zdrowotna zależy od dochodu (w przypadku skali podatkowej i podatku liniowego), po zmianach byłaby ryczałtowa (niezależna od dochodu) dla wszystkich na skali oraz dla części liniowców. 

Zmiany byłyby w niektórych przypadkach znaczące. Przykładowo na skali podatkowej przy dochodach 15 tys. zł składka zdrowotna spadłaby o około 900 zł miesięcznie - z ok. 1,2 tys. zł w okolice 300 zł. To oznaczałoby, że taki przedsiębiorca płaciłby niższą składkę niż osoba na etacie z płacą minimalną.

Propozycję jednak ciężko traktować jako ostateczną i pewną między innymi dlatego, że budzi opory w gronie koalicjantów. Głosy przeciw niej zapowiedziała już Lewica Razem, również szefowa całego sejmowego klubu Lewicy Anna Maria Żukowska mówiła w rozmowie z Gazeta.pl, że "na tę chwilę nie widzi poparcia dla tego projektu". Główny zarzut? Oczywiście ten, że przedsiębiorcy to często osoby dobrze albo po prostu rewelacyjnie zarabiający i fundowanie im tego typu preferencji w łożeniu na publiczną ochronę zdrowia, względem innych pracujących jest niedorzeczne. Tym bardziej, że reforma nie byłaby tania: oznaczałaby koszty dla budżetu rzędu 4-5 mld zł. Co ciekawe, jednocześnie z tą propozycją minister finansów orzekł, że "w związku z wydatkami na obronność i zdrowie przestrzeń fiskalna na wydatki w 2025 r. ulega zawężeniu".

Po drugiej stronie jest Trzecia Droga, która - za pośrednictwem Ryszarda Petru - proponuje obniżenie składki zdrowotnej także od pracowników i wprowadzenie trzech stawek zależnie od przychodu. 

Dodajmy, że w propozycji ministerstw finansów i zdrowia zapisano także uchylenie obowiązku uiszczania składki zdrowotnej od sprzedaży środka trwałego (np. maszyny). 

"Wakacje od ZUS" przyjęte przez Radę Ministrów

To nie koniec zapowiedzi "dobrej zmiany" dla przedsiębiorców z minionego tygodnia. Podczas wtorkowego posiedzenia Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy dotyczący tzw. wakacji od ZUS. Chodzi o możliwość nieopłacenia składek społecznych w jednym, wybranym miesiącu w roku. W 2024 r. wynoszą one około 1600 zł miesięcznie. W trakcie "wakacji" składki ZUS za przedsiębiorcę zostałyby pokryte z budżetu państwa. Rząd tłumaczy pomysł chęcią wsparcia przedsiębiorców, którzy robiąc sobie wolne przestają osiągając dochody, a jednak muszą wciąż opłacać składki do ZUS. 

Rozwiązanie ma wejść w życie jeszcze w tym roku i kosztować budżet około 2 mld zł rocznie. Ma być dostępne dla osób samozatrudnionych opłacających składki za siebie i maksymalnie dziewięciu innych osób (choć oczywiście "wakacje" będą dotyczyć tylko składek przedsiębiorcy). Będzie też górny limit przychodów firmy: dwa miliony euro. Z rozwiązania nie będą mogli skorzystać przedsiębiorcy świadczący usługi dla obecnego lub byłego pracodawcy. "Wakacje od ZUS" będą stanowić pomoc de minimis (w największym skrócie: pomoc publiczną, której nie trzeba zgłaszać w UE)

Wniosek o TS dla prof. Glapińskiego w ośmiu punktach. Glapiński pozostanie prezesem NBP

Kolejną obietnicą wyborczą KO było postawienie prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. We wtorek 26 marca w Sejmie ma zostać złożony stosowny wniosek.

Dokument ujrzał już nieoficjalnie światło dzienne. Zawarto w nim osiem zarzutów: pośredniego finansowania deficytu budżetowego w "covidowych" latach 2020-2021 (oraz brak należytego upoważnienia od Rady Polityki Pieniężnej do tego), podejmowania interwencji walutowych bez upoważnienia Zarządu NBP (w tym osłabiającego złotego, co zdaniem wnioskodawców kłóci się z konstytucyjnym obowiązkiem odpowiedzialności za wartość polskiego pieniądza), działania wbrew założeniom polityki pieniężnej, utrudniania pracy części członków RPP i Zarządu NBP, wprowadzenia ministra finansów w błąd w kwestii prognozowanego wyniku NBP za 2023 r., akceptacji niezgodnych z przepisami zasad wynagradzania samego siebie oraz brak apolityczności i działania niedające się pogodzić z godnością urzędu.

Część zarzutów (np. te dotyczące upolitycznienia) spotkały się z większym zrozumieniem wśród komentariatu ekonomicznego, inne dużo mniejszym. Do tej drugiej grupy należą m.in. te dotyczące skupu obligacji przez NBP w czasie COVID-u. Po pierwsze, były to działania ratujące gospodarkę i wówczas akceptowane przez ówczesną opozycję. Po drugie, Konstytucja RP zakazuje zapisywania w ustawie budżetowej pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązań w NBP", a do tego akurat żadnym sposobem nie doszło. 

Gdy wniosek o Trybunał Stanu dla Glapińskiego trafi do Sejmu, zajmie się nim sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Będzie ona miała możliwość wezwania prezesa NBP (co z pewnością się stanie) i "grillowania" go. Wydaje się, że przynajmniej ze względów politycznych to na razie optymalna taktyka koalicji rządzącej dla "dziobania" Glapińskiego: zaczepna, ale dość bezpieczna. Kolejny krok, czyli postawienie prezesa NBP przez Trybunałem Stanu (i zawieszenie go w obowiązkach) bezwzględną większością głosów byłoby już bardziej ryzykowne. Groziłoby konfliktem konstytucyjnym (Trybunał Konstytucyjny w styczniu uznał, że przepisy w tym zakresie są sprzeczne z Konstytucją RP) oraz z instytucjami unijnymi (niezależności prezesa NBP na pewno broniłby Europejski Bank Centralny oraz Trybunał Sprawiedliwości UE). A poza tym, niewiele by to dało: Glapińskiego w obowiązkach zastąpiłaby jego stronniczka, pierwsza wiceprezes NBP Marta Kightley. Ewentualne powołanie nowego prezesa NBP wymagałoby zaś współpracy z Pałacem Prezydenckim, o której nie ma mowy dopóki rządzi tam Andrzej Duda.

Ze słów koordynatora wniosku ws. Trybunału Stanu Janusza Cichonia wynika, że chciałby dochodzeniem przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej wymusić na Glapińskim dymisję. Nadzieje posła w zarodku zgasiła Kightley, która w weekend zapowiedziała w RMF FM, że Glapiński nie odsunie się od obowiązków na czas procedury mającej postawić go przed Trybunałem Stanu. Oceniła, że "to jest szukanie paragrafu na człowieka" a zarzuty wobec Glapińskiego "nie mają żadnego związku z rzeczywistością".

Drugiej waloryzacji emerytur w tym roku nie będzie

"Studniówka" rządu była także okazją do pochwalenia się efektami swoich prac przez inne ministerstwa m.in. poprzez publikację informacji o projektach w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów. I tak, znalazł się tam m.in. projekt ustawy dotyczący drugiej waloryzacji rent i emerytur w roku. Ma zostać przyjęty przez rząd w drugim półroczu. Druga waloryzacja odbędzie się 1 września, jeśli w pierwszym półroczu inflacja przekroczy 5 proc. Ten warunek nie jest nowością, ale jego podtrzymanie oznacza, że z niemal stuprocentową pewnością można już powiedzieć, że do drugiej waloryzacji w tym roku nie dojdzie. Biorąc pod uwagę odczyty inflacji za styczeń i luty i prognozy na kolejne miesiące, jest to wykluczone. Musielibyśmy w okolicach maja/czerwca zobaczyć powrót inflacji w bliskie okolice 10 proc., żeby średnia inflacja za pierwsze półrocze wyniosła ponad 5 proc. Owszem, przy waloryzacji emerytur liczy się nie tylko "główna" inflacja, ale też emerycka (czyli w gospodarstwach domowych seniorów), która może być wyższa - ale trudno się spodziewać, żeby była wyższa aż tak. Dzięki dwukrotnej waloryzacji emerytury i renty mają być szybciej niż obecnie (raz do roku, w marcu) reagować na wysoką inflację. Ale akurat w pierwszym półroczu 2024 r. nie będzie tak wysoka, żeby planowany przez resort mechanizm zastosować.

Zgodnie z informacją, która pojawiła się w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów, w drugim kwartale rząd ma zająć się podwyżką zasiłku pogrzebowego z 4 do 7 tys. zł. W resorcie rodziny, pracy i polityki społecznej kończą się też prace nad projektem ustawy o wliczeniu okresu zatrudnienia na umowie cywilnoprawnej do stażu pracy. Również w ciągu najbliższych trzech miesięcy rząd ma przyjąć projekty ustaw o preferencyjnym kredycie "Na Start" (rząd zakłada udzielenie do 100 tys. kredytów w programie do końca 2025 r.!), wsparciu społecznych form rozwoju mieszkalnictwa oraz o deregulacji w prowadzeniu biznesu (między innymi działalności nierejestrowej). W trzecim kwartale rząd ma z kolei przyjąć projekt ustawy o bonie senioralnym, który ma wynieść maksymalnie 2150 zł pokrywać koszty wsparcia osób w wieku 75+ w ramach usług o charakterze opiekuńczym przez gminę. Gotowy jest już też podobno projekt tzw. babciowego (czyli 1500 zł na dziecko do trzech lat po powrocie mamy do pracy).

Do Sejmu trafił też projekt ustawy Trzeciej Drogi zakładający wprowadzenie dwóch handlowych niedziel w miesiącu (za podwójną stawkę dla pracowników). Argumentuje to badaniem, z którego wynika, że połowa Polaków chce zniesienia zakazu handlu, a druga połowa nie, a także przykładami arbitralnych wyłączeń w obecnym projekcie. Trzecim argumentem jest chęć wsparcia "małych, lokalnych sklepów".

Trwają też prace nad zmianami w KPO, rząd chce z niego usunąć m.in. warunek wprowadzenia podatku od samochodów spalinowych. Możliwe jest natomiast podniesienie opłaty rejestracyjnej dla SUV-ów.

Gospodarka rośnie m.in. dzięki konsumpcji, rekord realnego wzrostu wynagrodzeń

W minionym tygodniu poznaliśmy dane za luty z gospodarki Polski. Najlepiej wyglądał m.in. odczyt sprzedaży detalicznej - wzrost o 6,1 proc. rok do roku był wyższy od prognoz. Jednocześnie struktura tego wzrostu jest zagadkowa - według danych GUS "rzuciliśmy się" między innymi na nowe samochody, za to wciąż olewamy zakupy sprzętu RTV/AGD albo mebli. 

Według ekonomistów, zalążkach boomu konsumpcyjnego nie ma tutaj raczej mowy, ale wygląda to na stopniowe odbudowywanie optymizmu konsumenckiego. Ten kontekst pozwolę sobie uzupełnić dwoma innymi danymi od GUS z ostatnich dni. Po pierwsze, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw urosło w lutym rok do roku aż o 12,9 proc. (do niemal 8 tys. zł brutto), co po uwzględnieniu inflacji oznacza realny skok aż o 9,8 proc. Takiego nie było od przynajmniej kilkunastu lat. Skok był wiedziony m.in. efektem podwyżki płacy minimalnej od stycznia aż o 21,5 proc. rok do roku. To z kolei oznacza, że inflacyjne straty pracowników są odrabiane z opóźnieniem.

Po drugie, tzw. bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej okazał się w marcu według badania GUS najwyższy od wybuchu pandemii, a wskaźnik wyprzedzający nieco lepszy był tylko przed dwoma miesiącami. Nasze nastroje konsumenckie pomału się polepszają. 

embed

Niestety, dobre dane o sprzedaży detalicznej nieco "skontrowały" statystyki produkcji budowlano-montażowej. GUS poinformował, że spadła ona w lutym rok do roku o 4,9 proc., dużo mocniej od konsensusu prognoz (-2 proc.). Z kolei produkcja przemysłowa urosła o przyzwoite 3,3 proc. rok do roku, najmocniej od ponad roku. Zdaniem bodaj większości ekonomistów, polski przemysł najgorsze ma już za sobą.

Już teraz analitycy Pekao prognozują, że polska gospodarka rośnie w pierwszym kwartale w około 2-2,5-procentowym tempie rok do roku. Zgodnie z prognozami, kolejne kwartały powinny być jeszcze silniejsze, np. najnowsza projekcja NBP zakłada, że na przełomie 2024 i 2025 r. PKB Polski będzie rosnąć o około 4-5 proc. rok do roku.

W minionym tygodniu poznaliśmy też najnowsze dane o inflacji bazowej (czyli bez cen żywności i energii). Wyniosła w lutym 5,4 proc. rok do roku. Choć wciąż jest wyraźnie podwyższona (i jeszcze długo taka pozostanie - według prognoz), to i tak jest najniższa od grudnia 2021 r. Z kolei Eurostat podał dane o inflacji HICP w krajach UE. To wskaźnik inflacji, który można porównywać między państwami wspólnoty. W lutym ta miara wyniosła w Polsce 3,7 proc., co było szóstym wynikiem w Unii. Na czele jest Rumunia z inflacją 7,1 proc. W strefie euro inflacja wyniosła 2,6 proc., średnio w UE 2,8 proc.

W piątek 22 marca agencja Moody's potwierdziła rating Polski dla długoterminowych zobowiązań na poziomie A2 z perspektywą stabilną

Rynek między młotem a kowadłem w sprawie LPP w Rosji

Akcje LPP odrobiły w minionym tygodniu mniej więcej jedną trzecią strat po krachu z 15 marca. Przypomnijmy, że wtedy kurs właściciela marek odzieżowych m.in. Cropp, House i Reserved runął o ponad 35 proc., bo firma badawcza Hindenburg Research zarzuciła w swoim raporcie, że sposób wycofania się LPP z rosyjskiego rynku był pozorowany. Zdaniem Hindenburg Research, "rzekome zbycie działalności w Rosji było całkowitą fikcją". Zarzuty dalece wykraczały poza wizerunkowe. Oznaczałaby także, że spółka LPP nakłamała w raportach dla inwestorów oraz bankowi PKO BP, który ją kredytuje. 

Wtedy 15 marca inwestorzy raczej wierzyli Hindenburgowi niż LPP - polska spółka wydawała kolejne oświadczenia, a kurs reagował mizernie. Zmieniło się to mocniej dopiero w miniony poniedziałek 18 marca, gdy gdańska firma wyjaśniała wszystko na konferencji prasowej ustami m.in. swojego prezesa Marka Piechockiego. Piechocki stroni od mediów, jest uznawany za "tajemniczego", dlatego sam fakt, że sprawę wyjaśniał osobiście, jest wart uwagi. 

embed
LPP nie wróci do Rosji. Biznes rosyjski został sprzedany w 2022 r. do niepowiązanego inwestora. LPP nie posiada możliwości odkupu biznesu

- mówił Piechocki. Wyjaśniano, że LPP nie prowadzi w Rosji działalności operacyjnej i handlowej od maja 2022 r., nie traktuje też Kazachstanu jako kraju tranzytowego. Główne wątpliwości i zarzuty dotyczące pozostania w Rosji spółka tłumaczyła okresem przejściowym po transakcji. Pokazywano dane na dowód, że firma nie zarabiała na tej aktywności. To pozwoliło akcjom LPP nieco się odbić. Tym, co dodatkowo mogło pchnąć je ku górze, była zapowiedź rozważenia skupu akcji własnych. 

Decyzje ws. stóp procentowych m.in. w USA, Szwajcarii, Japonii i Czechach

Miniony tydzień obfitował w decyzje ws. stóp procentowych w różnych miejscach świata. Dość niespodziewanie dla rynku cięcie o 25 punktów bazowych zaordynował Szwajcarski Bank Narodowy. To dobra wiadomość dla frankowiczów - za około trzy miesiące oprocentowanie ich kredytów powinno spaść. A za kolejnych kilka miesięcy znowu, bo Szwajcarzy w czerwcu pewnie znów zetną stopy. W czwartek, gdy zapadła decyzja o pierwszej obniżce, można było się cieszyć także z osłabienia franka w okolice 4,40 zł - najniższe od dwóch lat - ale w piątek szwajcarska waluta odrobiła wszystkie straty i jej kurs wylądował na poziomie 4,46 zł. Szwajcaria może sobie pozwolić na cięcie stóp, bo inflacja jest tam już od dziewięciu miesięcy w celu inflacyjnym (poniżej 2 procent).

Jeszcze bardziej historyczna sprawa wydarzyła się w Japonii, gdzie tamtejszy bank centralny podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od 17 lat i zakończył ośmioletni czas ujemnej stawki. Główna stopa procentowa urosła z przedziału -0,1-0 proc. do 0-0,1 proc. Bank Japonii zakończył też skup jednostek funduszy. 

Kolejne, już trzecie z rzędu cięcie stóp od grudnia 2023 r. (łącznie już o 125 punktów bazowych), zaordynował także czeski bank centralny. Główna stopa jest tam obecnie taka sama jak w Polsce, czyli 5,75 proc., ale perspektywy zupełnie inne. O ile w Polsce, według prognoz, stopy mają pozostać na tym poziomie jeszcze długo (pewnie przynajmniej do końcówki 2024 r., a może i dużo dłużej), o tyle nasi południowi sąsiedzi będą pewnie je dalej ciąć. Inflacja w Czechach po trzech latach spadła w lutym do celu inflacyjnego Czeskiego Banku Narodowego (2 proc.) i prognozy wskazują, że jest to raczej trwały spadek (inaczej niż w Polsce, gdy po wiosennym dołku inflacja znów odbije). Jednocześnie gospodarka przędzie bardzo słabo - nie odrobiła jeszcze strat pandemicznych, w 2023 r. PKB Czech spadł o 0,5 proc. rok do roku. 

Żadnego cięcia stóp nie zaordynował za to amerykański Fed (bo i nikt się tego nie spodziewał), ale i tu jest o czym opowiadać. Po serii gorszych od oczekiwań danych o inflacji o PKB wiara inwestorów w pierwszą obniżkę w czerwcu topniała. W minionym tygodniu jednak jej prawdopodobieństwo, według narzędzia CME FedWatch Tool, ponownie urosło w okolice 74 proc. (z 55 proc. przed tygodniem). Członkowie FOMC (odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej) mimo ciut wyższych prognoz inflacji i wyraźnie wyższych prognoz wzrostu PKB podtrzymali plan trzech obniżek stóp w tym roku.

Posiedzenie ugruntowało czerwiec jako moment, kiedy rozpoczną się cięcia stóp. Oczywiście, to może jeszcze się zmienić pod wpływem danych, ale ujawniony brak wrażliwości na zaskoczenia w danych z rynku pracy i inflacji sugeruje, że tę datę trzeba traktować serio. Fed wydaje się mocno przekonany o słuszności swojego podejścia - jak dotąd udało mu się wysterować gospodarkę do niemal idealnego stanu. Aby trwał dłużej, potrzebne będą cięcia stóp, wiara w które pomogła gospodarce przetrzymać ostatni rok

- komentują ekonomiści Pekao.

Z kolei w Turcji stopy procentowe poszły w górę aż o 500 punktów bazowych, do równych 50 proc. "Największym wyzwaniem stojącym przed tureckimi decydentami jest konieczność ustabilizowania waluty. Jak dotąd się to nie powiodło, a deprecjacja liry jest jedną z głównych przyczyn uporczywości inflacji" - wyjaśniają eksperci z Pekao.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: