Pan Krzysztof (ze względów procesowych nie podaje swojego nazwiska) z Gdańska postanowił zainstalować fotowoltaikę na balkonie. W marcu 2023 roku kupił przez internet gotowy fotowoltaiczny zestaw balkonowy, za który zapłacił 3,5 tys. zł. W skład zestawu wchodzą dwa panele o mocy 400 W. Po czasie kupił trzeci taki sam panel za 1,2 tys. zł.
- Ponieważ instalacja przekracza moc 800 W, musiałem poinformować o jej uruchomieniu zakład energetyczny. Przyszedł monter, wymienił licznik na dwukierunkowy, a ja uzyskałem status prosumenta - mówi pan Krzysztof w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Wcześniej mężczyzna zwrócił się do spółdzielni o zgodę na montaż. - Odpowiedź była krótka i dosadna: nie, bo nie - tłumaczy.
Właściciel balkonowej fotowoltaiki twierdzi, że uzyskał pozytywną opinię rzeczoznawcy. Chodzi o to, czy balkon wytrzyma takie obciążenie (instalacja waży ok. 60 kg). - Wcześniej na tym balkonie stały wielkie, ciężkie, drewniane donice wypełnione ziemią - ważyły mniej więcej tyle samo albo i więcej. W związku z tym nie rozumiem, dlaczego donice mogły stać na balustradzie, a fotowoltaika nie - żali się mężczyzna.
Pan Krzysztof uzyskał również pozytywną opinię bezstronnego architekta. Następnie zebrał ponad 500 podpisów od mieszkańców spółdzielni i właścicieli lokali z poparciem dla jego instalacji fotowoltaicznej. Ale jak twierdzi, wysłał dokumenty i podpisy do spółdzielni, a ta nie zareagowała. Ostatecznie mężczyzna postanowił zamontować panele fotowoltaiczne na balkonie.
Po fakcie pan Krzysztof dostał nakaz rozbiórki paneli słonecznych i pozew do sądu cywilnego. - Czekam na wyznaczenie terminu rozprawy. Nie odpuszczę, nie zamierzam demontować paneli, mam poparcie mieszkańców i ekspertyzy - zaznacza mężczyzna. - Problem podstawowy, który jest nie do przeskoczenia dla mnie i dla innych entuzjastów balkonowej fotowoltaiki, to brak zainteresowania spółdzielni i wspólnot tym tematem. Po prostu, gdy ktoś nie widzi korzyści dla siebie, nie jest zainteresowany zmianą - dodaje.