Małgorzata Sadurska od lat jest związana z Prawem i Sprawiedliwością. W latach 2005-2015 była posłanką na Sejm V, VI i VII kadencji z ramienia tej partii. Gdy zakończyła pracę w Sejmie, dostała angaż jako szefowa Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Przy Andrzeju Dudzie pracowała w latach 2015-2017. Od 2017 roku zaczęła brylować w spółkach Skarbu Państwa, gdzie dorobiła się grubych milionów.
Do 2024 roku zasiadała w zarządzie PZU. Onet podaje, że przez ten czas zarobiła łącznie ok. 11,8 mln zł. Stanowisko to pełniła do lutego tego roku, gdy nowa władza odwołała cały zarząd ubezpieczeniowego giganta. Ponadto w ostatnich dniach odwołano ją także z funkcji wiceprzewodniczącej rady nadzorczej Banku Pekao. Gdy Sadurska zaczynała swoją karierę w państwowych spółkach, Marek Suski mówił, że "w spółkach powinny być osoby kompetentne, do których mamy zaufanie". "A do Małgorzaty mamy" - podkreślał.
Obecny rząd takiego zaufania jednak nie ma i dlatego Małgorzata Sadurska została odsunięta od najważniejszych stanowisk. Była posłanka szukała nowej pracy, ale i ta misja nie zakończyła się dla niej sukcesem. Onet opisuje, że w lutym, gdy usunięto ją z zarządu PZU, Sadurska zgłosiła się do Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie, gdzie w latach 2000-2002 pracowała jako kierowniczka działu prawnego.
Od 2002 roku miała przebywać na bezpłatnym urlopie. Małgorzata Sadurska zawnioskowała o jego przedłużenie. MUP w Lublinie przychylił się do tego wniosku i przedłużył jej urlop do 6 marca. Na nic więcej nie mogła jednak liczyć. Po zakończeniu tego urlopu rozwiązano umowę o pracę z Sadruską. Polityczka została więc bezrobotna.