Deficyt budżetowy po czterech pierwszych miesiącach 2024 r., wyniósł 39,9 mld zł - podało Ministerstwo Finansów. To oczywiście bardzo dużo - bodaj nigdy po kwietniu nie mieliśmy takiej "dziury" w budżecie. Jednocześnie nie dzieje się w zasadzie nic niespodzianego. Wiadomo, że w tym roku zaplanowano rekordowy rozdźwięk między wydatkami a dochodami budżetowymi. Ustawa budżetowa na 2024 r. zakłada, że deficyt może sięgnąć nawet maksymalnie 184 mld zł. Z tej perspektywy wykonanie "tylko" nieco ponad jednej piątej planowanego budżetu po jednej trzeciej roku może wręcz wyglądać dobrze. Choć wiadomo, że wydatki i dochody państwa nie rozkładają się równomiernie w czasie, więc takie porównania mają ograniczony sens. Te 184 mld zł deficytu w 2024 r. to też maksymalna kwota, której nie można przekroczyć. W praktyce w trakcie roku pojawiają się jakieś oszczędności albo wpływy wyższe od założonych i w rzeczywistości deficyt jest niższy.
Pewną symboliczną ciekawostką jest to, że deficyt w kasie państwa za ostatnich dwanaście miesięcy (czyli różnica między wpływami a wydatkami między majem 2023 r. a kwietniem 2024 r.) pierwszy raz w historii przekroczył 100 mld zł i sięgnął około 115,4 mld zł.
Nie od dziś wiadomo, że ten i najbliższe lata będą bardzo wymagające dla finansów państwa. Prognoza Ministerstwa Finansów z niedawno przyjętego przez rząd "Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2024-2027" zakłada, że deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść w tym roku 5,1 proc. (czyli tyle, co w 2023 r.), w 2025 r. 4,4 proc., a w kolejnych dwóch latach 3,8 proc. i 3,3 proc. Taki akceptowalny poziom w świetle regulacji unijnych to 3 proc., dlatego najpewniej wkrótce zostaniemy objęci tzw. procedurą nadmiernego deficytu. Wysokie deficyty Polski to m.in. efekt wzmożonych wydatków na obronność i ochronę zdrowia, choć zdaniem Ministerstwa Finansów wynikają też z rozrzutności poprzedników. Komisja Europejska w niedawnych prognozach dla Polski w kontekście deficytu Polski, poza wydatkami na obronność, pisze m.in. o dalszych (choć już mniejszych) kosztach wsparcia dla odbiorców energii oraz podniesieniu 500 plus do 800 zł i podwyżkach płac nauczycielskich i w budżetówce. Na marginesie: konkretnie wynik budżetu w kwietniu rzeczywiście pogorszyła dotacja do ZUS na finansowanie "trzynastek" oraz dla samorządów na podwyżki dla nauczycieli.
Za rosnący deficyt budżetowy Polski w głównej mierze odpowiadają rosnące wydatki, które w okresie styczeń-kwiecień 2024 wyniosły 254 mld zł, czyli aż o 70 mld zł więcej niż rok temu (o ponad 38 proc. więcej). Dochody też rosną żwawo - ale nie aż tak jak wydatki. Wpływy z VAT w pierwszym czterech miesiącach roku to już prawie 100 mld zł (o ponad 18 proc. więcej niż przed rokiem), z akcyzy ponad 27 mld zł (wzrost o blisko 10 proc. rok do roku), a PIT 25 mld zł (o ponad 55 proc. więcej niż przed rokiem), a z CIT 35 mld zł (o 74 proc. więcej niż rok temu). Bardzo duże wzrosty rok do roku w przypadku PIT i CIT nie wynikają z jakichś rewolucyjnych zmian. W przypadku CIT dane za 2023 i 2024 r. są nieporównywalne ze względu na różny termin rozliczenia rocznego, w przypadku PIT warto natomiast pamiętać o rekordowych zwrotach podatku w rozliczeniu rocznym po reformie podatkowej w 2022 r.
Ministra finansów zapewne umiarkowanie cieszy też niemal 100 mld zł wpływów z VAT. Gdyby ekstrapolować ten wynik na cały rok, wyszłoby około 300 mld zł. Resort zakładał w ustawie budżetowej około 316 mld zł i ostrzega, że "ewentualne słabe odczyty dochodów z VAT w kolejnych miesiącach kreowałyby ryzyka dla realizacji prognozy dochodów zawartej w ustawie budżetowej". Z drugiej strony nawet te 300 mld zł to byłby przyzwoity wynik biorąc pod uwagę, że w 2023 r. do budżetu wpłynęło z tego tytułu nieco ponad 250 mld zł. A warto też pamiętać, że w kolejnych miesiącach 2024 r. do wpływów z VAT będzie mocniej "dokładała" się 5-procentowa stawka na żywność, której w okresie styczeń-marzec nie było. Z drugiej strony, w komentarzu do danych Ministerstwo Finansów ubolewało na wyjątkowo wysoki spadek produkcji przemysłowej w marcu, który z kolei negatywnie wpłynął na dochody budżetowe z VAT.