Kasjerki i kasjerzy coraz częściej skarżą się na zachowanie klientów sklepów - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Sytuacja jest na tyle napięta, że pracownicy przygotowali manifest skierowany do klientów:
Drogi kliencie:
Powyższa lista odzwierciedla to, jak do kasjerów zwracają się klienci. "GW" skontaktowała się z kilkoma pracownikami sklepów, którzy podzielili się swoimi historiami. - Jesteś od obsługiwania niczym d*pa od... Rusz cztery litery, bo stracisz pracę! - wykrzyczał jeden z klientów do osoby pracującej na sklepie. Z równowagi wyprowadziła go tylko jedna otwarta kasa.
Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z tego, jak traktowani są pracownicy sklepów, normalnie jak jacyś podludzie
- powiedziała kolejna kasjerka.
Inni pracownicy zwracają uwagę, że na to, że klienci są niegrzeczni i roszczeniowi. Nie mówią "dzień dobry", nie żegnają się, zamiast tego od razu podają numer telefonu, by upewnić się, że dostaną promocje przysługującą uczestnikom programów lojalnościowych. Klienci potrafią upomnieć kasjerki, by wydawały resztę co do grosza, bo napiwków w sklepie nie dają.
19 marca do zarządu właściciela Biedronki trafiła petycja w sprawie warunków zatrudnienia. Podpisało ją 4 tys. pracowników, czyli około 5 proc. załogi. Związkowcy domagają się podwyżek, dodatków za pracę przy ladach mięsnych oraz zwiększenia liczby etatów i zatrudnienia dodatkowych pracowników.
Jeronimo Martins długo nie odnosiło się do postulatów działaczy. A gdy już to zrobiła, zarzuciła im kłamstwo. Związkowcy twierdzą natomiast, że pracodawca ich nie słucha i tylko "pozoruje dialog społeczny".