Restauracja w Gdyni, magazyn palet pod Warszawą, fabryka farb we Wrocławiu i centrum budowlane w Gdańsku - to seria usiłowań i podpaleń na zlecenie GRU - podaje "Rzeczpospolita". Okazuje się, że Rosja ludzi do podpaleń ma werbować na Telegramie i oferować za to duże stawki.
Rosjanie za podpalenia mają oferować od 10 do 15 tys. euro. W ubiegłym tygodniu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała pięć osób w sprawie podpalenia pod Warszawą, w tym Ukraińców i Rosjanina z kanadyjskim paszportem. W ostatnią środę dwóch Białorusinów i 40-letniego Polaka za wywołanie pożaru m.in. na Pomorzu. Z ustaleń śledczych wynika, że ta dwójka ma na swoim koncie podpalenie w ubiegłym roku włoskiej restauracji w Gdyni, a w tym roku, w kwietniu, wzniecili pożar w magazynie europalet w Markach pod Warszawą. Podpalacze mieli działać na zlecenie rosyjskiego GRU, czyli Głównego Zarządu Wywiadu.
Wiele wskazuje także na to, że to Rosjanie mogli stać za pożarem hali Marywilska 44 w Warszawie. Sprawę prowadzi mazowiecki wydział przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Źródła "Rz" sugerują, że mogły to być "ładunki uruchamiane zapalnikami radiowymi". Nieoficjalnie wiadomo, że wśród pięciu zatrzymanych mają być m.in. trzej mężczyźni z Kramatorska z ukraińskimi paszportami i Kanadyjczyk z rosyjskim paszportem. Mają oni także stać za próbą podpalenia innego obiektu handlowego w stolicy. Ale nie tylko, bo zdaniem śledczych oraz służb innych krajów, podobne działania mieli prowadzić także na Litwie, Łotwie i Estonii. Przypomnijmy, że do pożaru hali przy Marywilskiej 44 w stolicy doszło 12 maja. Spłonęło wówczas blisko 90 proc. powierzchni centrum handlowego. Działało w nim ponad 1400 sklepów i punktów usługowych. - Trudno nie mieć takiego podejrzenia, takiej obawy, że pożary mogą nie mieć charakteru przypadkowego i że to mogą być po prostu podpalenia. A w istocie, że może to być próba destabilizacji sytuacji w Polsce przez działania czynników zewnętrznych - skomentował w połowie maja serię pożarów prezydent Andrzej Duda.