Określenie "szok" to nie przesada. W takich słowach we Francji komentowana jest decyzja prezydenta Emmanuela Macrona o rozwiązaniu izby niższej tamtejszego parlamentu oraz ogłoszeniu przedterminowych wyborów. Konserwatywny dziennik "Le Figaro" to słowo właśnie - "le choc" - zamieścił na okładce poniedziałkowego wydania.
"Ta niesłychana decyzja jest dla kraju skokiem w nieznane, którego konsekwencje są nieobliczalne" - pisze gazeta (na zdjęciu okładki obok Emmanuela Macrona stoi Jordan Bardella, przewodniczący skrajnie prawicowej partii Zjednoczenie Narodowe - to partia Marine le Pen).
W innych mediach reakcje wyrażają podobne zdumienie. Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, biznesowy "Les Echos" zarzuca Macronowi pychę, pisząc, że jego decyzja "to szalony krok". "Macron igra z ogniem" - takie słowa padają w centrowym dzienniku "L’Opinon", w lewicowym "Libération" jest o "pokerowej zagrywce", w ramach której prezydent Francji ma dopuścić do władzy narodowców tylko po to, by udowodnić, że są niezdolni do jej sprawowania.
Ale ci narodowcy ze Zjednoczenia Narodowego (RN, od fr. Rassemblement national) zebrali blisko 32 proc. głosów w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego - historycznie wysoki wynik - a ich liderka, Marine Le Pen, zapewnia, że są gotowi do rządzenia. Przedterminowe wybory we Francji odbędą się w zasadzie już za chwilę - pierwsza tura 30 czerwca.
"To prawdopodobnie zła wiadomość dla rynków" - uważa główny ekonomista Berenberga, Holger Schmieding, którego cytuje Agencja Reutera. "Wprowadza nieoczekiwany element niepewności - dodaje. "Perspektywy zwycięstwa skrajnej prawicy w przedterminowych wyborach we Francji mogą w najbliższej perspektywie utrzymywać euro pod presją" - stwierdził z kolei Mansoor Mohi-Uddin, główny ekonomista Bank Of Singapore. Zaznaczył jednocześnie, że na euro przede wszystkim wciąż wpływać będą dane z gospodarki i polityka Stanów Zjednoczonych (w ostatnim czasie rynkami chwiała niepewność co do perspektywy obniżek stóp procentowych w USA).
Reakcja na rynku walutowym już jest. Wcześnie rano w poniedziałek euro było najsłabsze wobec dolara od miesiąca, tracąc ponad 0,4 proc. Odbiło się to na złotym. Niemal w takim samym tempie polska waluta osłabiała się wobec amerykańskiej.
"PLN ostatnio nie ma szczęścia do wyborów. Meksyk, Indie, a teraz Francja. USDPLN 4,00" - pisał jeszcze w nocy analityk Daniel Kostecki.
Na czerwono zapowiadała się też sesja giełdowa w Europie. Kontrakty terminowe na ogólnoeuropejski indeks EuroSTOXX 50 traciły 0,4 proc. Start regularnych notowań o 9:00.