5 proc. - o tyle w maju urosła sprzedaż detaliczna w Polsce w ujęciu rok do roku (czyli względem maja 2023 r.). Konsensus prognoz ekonomistów (według Refinitiv) wynosił 4,9 proc., a więc można powiedzieć, że odczyt nie zaskoczył.
Wzrost o 5 proc. to odczyt w cenach stałych, czyli bez efektu inflacji. Oznacza, że w maju kupiliśmy (m.in. w sklepach spożywczych, budowlanych, księgarniach, drogeriach oraz na stacjach paliw) o tyle więcej niż rok temu. W cenach bieżących GUS zaraportował wzrost o 5,4 proc. - a więc o tyle więcej wydaliśmy na zakupy niż rok temu.
W szczegółach majowe dane wygląda tak, że wciąż utrzymuje się bardzo wysoka dynamika w sprzedaży pojazdów i części do nich. Dwucyfrowy wzrost widać też w sprzedaży kosmetyków i farmaceutyków, a dziewięcioprocentowy w sprzedaży paliw. Wciąż rozczarowują dobra trwałe, czyli meble i sprzęt RTV/AGD: tu mamy rok do roku spadki sprzedaży o 8,4 proc. O 13,5 proc. rok do roku spadła sprzedaż w butikach. Na lekkim minusie jest sprzedaż żywności.
Dane o sprzedaży detalicznej są o tyle ważne, że od dawna to jeden z motorów napędowych polskiej gospodarki. Dane w ostatnich miesiącach nie wskazują na boom konsumpcyjny, ale mimo wszystko konsumpcja prywatna (a więc nie tylko zakupy towarów - o których dynamice mówią dane o sprzedaży detalicznej - ale także usług) ciągnęła polską gospodarkę w pierwszym kwartale i tak ma być w kolejnych miesiącach.
Wzmożonym wydatkom konsumpcyjnym sprzyja wysoki realny wzrost dochodów. Od stycznia płaca minimalna brutto urosła o blisko 18 proc. (względem grudnia 2023 r.), a do tego dochodzą m.in. podwyżki w budżetówki i edukacji, podwyżka 500 plus do 800 zł na dziecko i ponad 12-procentowa waloryzacja emerytur i rent. Ekonomiści Santander Banku szacowali łączny wzrost dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych w Polsce w 2024 r. na aż 250 mld zł. Słowem: jest co wydawać. Z drugiej strony, dane wskazują, że część wyższych dochodów do dyspozycji Polacy przeznaczają także na odbudowę oszczędności.
Dane o sprzedaży detalicznej to tylko jeden z elementów gospodarczego krajobrazu w Polsce w maju. W poniedziałek GUS poinformował też, że produkcja budowlano-montażowa tąpnęła w maju o 6,5 proc. rok rok do roku, sporo mocniej od prognoz (konsensus wskazywał na spadek o 3,8 proc.). Wiadomo, że te dane nie będą zachwycać - jesteśmy w inwestycyjnym dołku między zakończeniem środków z poprzedniej perspektywy unijnej a rozruchem dzięki nowym napływom (w tym z KPO) - ale mimo wszystko spadki są nieco mocniejsze od oczekiwań.
Winne są m.in. efekty kalendarzowe (dwa długie weekendy), ale także słabe nakłady związane z inwestycjami publicznymi i mieszkaniówką. Uruchamianie projektów z KPO i nowego budżetu UE przebiega wolno, a nowy program wsparcia rynku mieszkaniowego odsuwa się w czasie. Na wyraźniejsze odbicie w budownictwie prawdopodobnie poczekamy aż do 2025 r.
- oceniają ekonomiści ING Banku Śląskiego.
W minionym tygodniu GUS podał, że produkcja przemysłowa w minionym miesiącu spadła o 1,7 proc. rok do roku. Było to spore rozczarowanie.
W świetle tych danych ekonomiści są zgodni.
W tym roku ożywienie PKB będzie głównie polegało na popycie wewnętrznym
- piszą analitycy z ING Banku Śląskiego.
Jeśli na czymś ma się w tym roku trzymać wzrost, to na konsumencie
- wtórują eksperci z mBanku.