Dlaczego nad polskim Bałtykiem jest tak drogo? Pochodzi z Ustki i podała powody

Ceny nad polskim Bałtykiem są bardzo wysokie. "Samorządy są nastawione na zarobek z turystyki, nie troszczą się o inne miejsca pracy" - tłumaczy Daria Chibner, redaktorka "Rzeczpospolitej".
DLOSZ
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Sezon nad morzem trwa praktycznie dwa miesiące w roku. W tym czasie ludzie starają się zarobić na swoje całoroczne utrzymanie - wyjaśnia Daria Chibner, redaktorka "Rzeczpospolitej", która pochodzi z Ustki. "Nie jest tak, jak choćby w Grecji, że coś się dzieje od marca/kwietnia i jakoś to leci. Przed lipcem i sierpniem są tylko krótkie okresy, kiedy można zarobić: Majówka i Boże Ciało. Potem wszystko pustoszeje, aż do sezonu właściwego" - czytamy we wpisie na portalu X.

Zobacz wideo Nie chcesz być oszukany przez biuro podróży? Koniecznie sprawdź tę jedną rzecz, zanim kupisz wycieczkę

Skąd tak wysokie ceny nad morzem? "Trzeba sprowadzić z południowej Polski"

"Czy to jest sytuacja dobra? Nie, ale nie sądzę, aby w najbliższym czasie coś mogło się zmienić" - dodaje. Daria Chibner wyjaśnia, że na miejscu nie ma innych miejsc pracy. "Nie dla każdego starczy etatów w Lidlu i Biedronce. Nie wszystkich pomieści zakład przetwórstwa ryb. A jakoś te grosze trzeba ciułać. Samorządy są nastawione na zarobek z turystyki, nie troszczą się o inne miejsca pracy. A po co zresztą, skoro można podnieść opłaty za wynajem ziemi i inne urzędnicze warunki do postawienia budy z hot dogami" - podkreśla. Redaktorka zwróciła uwagę, że ceny są "naprawdę ogromne".

Daria Chibner zauważyła, że firmy, które otworzyły się na przykład w Słupsku, gdy przez jakiś czas był "małym rajem podatkowym", mają ograniczoną możliwość dawania etatów i często poszukują określonych specjalistów. "W okolicy Ustki nie da się za bardzo wymyślić innego, chwytliwego biznesu. Nie ten klimat, aby poza sezonem hodować oliwki. I tu kolejna przyczyna tego, dlaczego jest drogo" - wyjaśnia.

Jeśli jadąc ze Słupska do Ustki, widzieliście na polach truskawki, to one są takiej jakości, że nawet nie wiadomo, czy taki Hortex przyjmie je na soki. Truskawki, maliny, czereśnie bywają dwukrotnie czy trzykrotnie droższe, bo trzeba je sprowadzić z centralnej bądź południowej Polski, gdy przejdą już przez ręce pięciu pośredników. A te słynne 'kaszubskie', choć są blisko, to przechodzą przez jeszcze gęstszą sieć dystrybucji i koło się zamyka

- napisała redaktorka "Rzeczpospolitej".

Daria Chibner wskazała, że podobnie jest z rybami. W sezonie jest zazwyczaj okres ochronny, dlatego świeże ryby sprowadza z dalekich stron, a w gorszym przypadku ryby są zamrażane na długi czas. "Mimo że ta sytuacja jest patowa, to nad morzem nigdy nie będzie tak tanio, jak w innych częściach Polski. Bo mało co tutaj jest i wszystko trzeba sprowadzać. Nie kupi się towaru po takiej cenie, jak w Warszawie czy we Wrocławiu" - czytamy.

"Mam nadzieję, że zmieni się podejście turystów"

"Turysta ma prawo do głosowania swoim portfelem i wybierania tego, co jest dla niego tańsze. Ja mam nadzieję, że sytuacja nad morzem się zmieni. A także, że zmieni się podejście wielu turystów, którzy tych nadmorskich handlarzy traktują nieludzko" - napisała Daria Chibner. "Gdybym za każdym razem, jak stałam przy straganie, czy to pomagając rodzinie, czy odwiedzając znajomych, gdy jakaś matka wskazuje na mnie palcem i mówi do dziecka 'jak się nie będziesz uczyć, to tak skończysz' dostawała złotówkę, to już byłabym milionerką" - podsumowała.

Więcej o: