Pierwsza elektrownia atomowa w Polsce ma powstać w gminie Choczewo na Pomorzu. We wrześniu ubiegłego roku podpisano umowę na projekt elektrowni pomiędzy Polskimi Elektrowniami Jądrowymi oraz amerykańskim konsorcjum Westinghouse i Bechtel. Zgodnie z planem prąd z pierwszej polskiej elektrowni jądrowej miałby popłynąć w 2033 roku, ale już dziś wiadomo, że to mało realny termin. W kwietniu tego roku ministerka przemysłu Marzena Czarnecka powiedziała, że inwestycja warta 150 mld zł zostanie uruchomiona dopiero w okolicach 2040 r. - Nasi poprzednicy zakładali lata 2032-2033 zbyt optymistycznie. My jesteśmy realistami - stwierdziła. Eksperci z działu ekonomicznego mBanku przyjrzeli się zaletom i wadom budowy elektrowni jądrowej w Polsce w raporcie pt. "Atom. Za, a nawet przeciw".
Niewątpliwą zaletą elektrowni atomowych jest to, że produkują prąd nieustannie, przez całą dobę, niezależnie od warunków pogodowych - podkreślają analitycy z mBanku. "Są przy tym wyjątkowo stabilne i przewidywalne, co sprawia, że są bardzo odpowiednie do pracy w tzw. podstawie systemu, czyli czegoś, co dostarcza do sieci non-stop mniej więcej taką samą dawkę energii elektrycznej. Z tego powodu można nimi po prostu zastąpić elektrownie węglowe i wpiąć w obecny system. Bezpośrednia zamiana węgla na atom pozwoliłaby teoretycznie na dalsze funkcjonowanie w obecnej, scentralizowanej sieci przy znaczącym ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych" - podkreślają.
Ponadto z 1 tony wzbogaconego uranu (U235) można otrzymać do 1000GWh energii w najbardziej zaawansowanych technologicznie konstrukcjach. Dla porównania z 1 tony węgla można otrzymać ledwie do 10MWh energii elektrycznej. "Z grubsza rzecz biorąc, 300 000 ton dobrej jakości węgla da tyle samo energii, co 1 tona wzbogaconego uranu" - czytamy.
Dodatkowo technologia używana w elektrowniach atomowych jest sprawdzona i używana od lat. Awarie są rzadkie, a elektrownie posiadają rozbudowane systemy bezpieczeństwa. Eksperci dodają, że dotychczasowe, spektakularne awarie, takie jak w Czarnobylu czy Fukushimie, były "połączeniem błędów ludzkich, niedbalstwa i nadmiernej pewności siebie. Nie zawiniła technologia, lecz człowiek". Podsumowując, główne zalety to: stabilność, bezpieczeństwo, długowieczność. Specjaliści z mBanku podają, że co prawda lista wad jest dłuższa, ale wymieniają je "nieco z przekory". Bo, jak tłumaczą, lista minusów zawiera "argumenty polemiczne do wymienionych wcześniej zalet".
Wysokie koszty budowy, opóźnienia, przekroczenie budżetów - to główne wady takiej inwestycji. "Koszty budowy w polskim przypadku pójdą w setki miliardów złotych, a nie mówimy tu o dużym programie. A wszystko to tylko plan. Praktyka pokazuje, że w ostateczności budżet może zostać przekroczony choćby dwukrotnie" - czytamy w analizie. Budowy potrafią trwać latami i ostateczny moment przyłączenia do sieci przekracza plan 3-4 krotnie. Eksperci podają konkretne przykłady:
Zdaniem specjalistów jeśli elektrownia atomowa ma domknąć lukę po elektrowniach węglowych i "pracować w podstawie dla źródeł odnawialnych, to musimy mieć pewność, że nie odpali za późno". Autorzy raportu podkreślają, że nie wolno w tym przypadku zapominać o polskim doświadczeniu w prowadzeniu dużych i skomplikowanych budów. "Eufemistycznie pisząc jest co najwyżej średnie, a przykład choćby Zakopianki niech służy za wskazówkę, jak przebiegał będzie projekt daleko bardziej skomplikowany" - czytamy.
Analitycy podkreślają, że paliwa (U235), które jest powszechnie wykorzystywane, wystarczy jeszcze na ok. 100 lat przy obecnym poziomie pozyskania energii z atomu. "Braki wymuszą przejście na inne, do tej pory niedziałające komercyjnie technologie. W tym momencie to skok w nieznane. 100 lat to jednak niby krótko, ale jednak też dość długo. W przeciągu 100 lat dysponować będziemy z pewnością technologią ze słońca i wiatru, która wyprze atom jako źródło" - czytamy w raporcie. Autorzy wymieniają też kwestię dotyczącą odpadów radioaktywnych. "Niby wiadomo, co z nimi robić i jak je przerabiać (nawet w kierunku cennych pierwiastków o znaczeniu medycznym), ale nadal najprostsze jest składowanie, co wymaga odpowiednich zabezpieczeń, terenu i cierpliwości - to musi przetrwać tysiące lat i lepiej, aby nikt tego nie wyjmował". Inną sprawą jest temat bezpieczeństwa.
Bloki atomowe mają bardzo duże zapotrzebowanie na chłodzenie i m.in. dlatego najlepiej lokować je przy rzekach lub zbiornikach wodnych. Jest tylko jedno "ale". "Ocieplanie klimatu i osuszanie tych zbiorników może być problemem, bo nie da się w zasadzie prognozować, co stanie się w zbiornikach wodnych lokowanych przy elektrowniach, a ich napełnianie trwa latami. Woda morska też ma pewne mankamenty jako chłodziwo, a niepewność linii brzegowych nie rokuje najlepiej lokalizacjom przymorskim / przyoceanicznym. Rozwiązaniem są inne technologie (np. chłodnie kominowe), ale zwiększa to koszt inwestycji" - oceniają eksperci. Przypominają przy tym, że za wschodnią granicą trwa wojna, "liczba cyberataków rośnie, a elektrownie to łakomy kąsek".
W końcowych wnioskach czytamy, że jeśli tym razem wszystko się uda, terminy zostaną dotrzymane, a kultura użytkowania elektrowni będzie na super-bezpiecznym poziomie, to "idźmy w atom". "Jeśli mamy co do tego wątpliwości, nie idźmy. Gdybyśmy podejmowali decyzję o tym, czy odpalić elektrownię atomową tu i teraz, mogłaby być ona jedna: odpalać i to już. Niestety podejmujemy decyzję o odpaleniu za kilkanaście lat. Nie ukrywamy przy tym, że mamy więcej wątpliwości niż entuzjazmu" - podsumowują eksperci mBanku.