- Zgodnie z przepisami przez trzy miesiące, do 17 września, prowadzimy ponowną fizyczną i osobistą weryfikację kierowców, którzy już wcześniej działali na naszej platformie - zapewniał w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Michał Konowrocki z Uber Polska. Kierowcy przewozów na aplikację od czerwca muszą mieć polskie prawo jazdy. Dotychczas policja często nie była w stanie zweryfikować dokumentów kierowców z innych państw. Na te przepisy żali się Uber, który uważa, że przez to kursów jest mniej, a przejazdy droższe.
Michał Konowrocki tłumaczył, że na skutek nowych regulacji od połowy czerwca zniknęło z polskiego rynku (prawdopodobnie) 20-30 tys. kierowców. Z aplikacji Uber z powodu nowych regulacji miało odpłynąć ok. 30 proc. kierowców, a firma spodziewa się, że będzie ich więcej.
Ponadto od 1 lipca weszło kolejne prawo, zgodnie z którym przedsiębiorcy posiadający licencje na przewozy osób, muszą potwierdzić, że spełniają wymagania określone przepisami ustawy o transporcie drogowym w organach licencyjnych w urzędach miast. 10 proc. licencji tzw. partnerów flotowych Uber nie zostało zweryfikowanych pozytywnie. To kolejne straty kadrowe, które odbijają się na firmie.
- Po stronie podażowej jest problem, o czym świadczy fakt, że liczba odwołanych kursów, a więc takich, kiedy klient, widząc czas oczekiwania na przyjazd taksówki, rezygnuje z zamówienia, dotyczy już co piątego kursu. Przypuszczam, że w konsekwencji tylko ciągu trzech ostatnich tygodni około miliona kursów nie zostało zrealizowanych właśnie przez zbyt długi czas oczekiwania - mówił w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Za przykład podaje Poznań, gdzie czas oczekiwania na kurs wydłużył się o 60 proc.
Według Ubera skoczyły również ceny. W zależności od lokalizacji wzrosły o kilkanaście, a nawet ponad 20 proc. Wynika to w dużej mierze z mniejszego popytu. Do tego Uber sam musi ponosić koszta weryfikacji swoich kierowców.
- Zamiast koncentrować się na rozwoju i nowych produktach, skupiamy się nieustannie na dostosowywaniu do zmieniającego się otoczenia prawnego. To rodzi konkretne koszty. Sam zakup profesjonalnych urządzeń służących do weryfikowania kierowców kosztował nas ok. 4 mln zł. Teraz na sam proces weryfikacji będziemy w skali roku przeznaczać ponad kolejny milion złotych - skarżył się w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Michał Konowrocki.