Kryzys demograficzny to jedno z największych wyzwań, przed którymi stoi światowa gospodarka. Polska, obok m.in. Włoch, Bułgarii, Litwy i Łotwy, ma - jak podaje ONZ - doświadczyć go najmocniej. Według najnowszej prognozy GUS liczba osób aktywnych zawodowo zmaleje o ok. 5,5 mln osób (ok. 17,3 proc.) do 2060 roku. W wariancie średnim ma zmniejszyć się z 22,17 do 15,1 mln lub do 13,31 mln w wariancie niskim.
Optymistyczny scenariusz zakłada, że do 2060 roku z rynku pracy będzie odpływać ok. 100 tysięcy osób rocznie. Z kolei pesymistyczny zakłada "kurczenie się" rynku o nawet 170 tysięcy rocznie. Mówimy o średniej na najbliższe kilkadziesiąt lat. Problem ten będzie z każdym rokiem się pogłębiał. Prognoza GUS przewiduje, że w latach 2040-2049 osób w wieku produkcyjnym będzie ubywać o średnio 300 tysięcy osób rocznie. To ponad 1000 osób mniej każdego dnia roboczego. To luka, którą będzie niezwykle ciężko zapełnić.
Nawet wśród osób, będących w wieku produkcyjnym będzie coraz więcej osób starszych. Liczba osób w wieku 18-44 lata skurczy się o ponad 37 proc., podczas gdy liczba osób w wieku 45-59/64 lata spadnie o niecałe 24 proc. Do tego rosnąć będzie liczba osób w wieku poprodukcyjnym. Odsetek osób 65+ zwiększy się o 45 proc., czyli do 4,3 mln w 2060 roku. Natomiast liczba osób 80+ urośnie o 176 proc., do 1,36 mln.
Deficyt pracowników jest już w 2024 roku jedną z najczęściej wymienianych barier dla rozwoju przedsiębiorstw w Polsce
- czytamy w raporcie "Imigracja: ratunek dla gospodarki i korzyści społeczne" Pracodawców RP. Według McKinsey do roku 2050 wyizolowany czynnik demograficzny doprowadzi do spadku polskiego PKB o 1/3. "Demograficzne tsunami uderzy nie tylko w przedsiębiorstwa: zagrozi konkurencyjności gospodarki, stworzy niedobory na rynku towarów i usług, zagrozi kontynuacji gospodarczego wzrostu, utrudni finansowanie systemu emerytalnego i opieki zdrowotnej, zdestabilizuje finanse publiczne, a pośrednio zagrozi nastrojom społecznym, stabilności politycznej, bezpieczeństwu narodowemu" - wymieniają autorzy raportu.
Podano nawet kilka rozwiązań, które mogłyby nieco zmniejszyć wpływ kryzysu demograficznego. "Konieczne wydaje się łagodzenie szoku, który polega na kurczeniu się liczby osób w wieku produkcyjnym: wydłużenie efektywnego wieku emerytalnego, wzrost aktywności zawodowej, głównie pań po 50. roku życia, realizowany m.in. poprzez upowszechnienie pracy na część etatu, usługi publiczne redukujące obciążenie obowiązkami opiekuńczymi, aktywizację seniorów, osób z niepełnosprawnościami i przewlekle chorych" - wymieniają autorzy raportu, jednak większą nadzieję pokładają w czym innym.
Mianowicie prawdziwą nadzieję widzą w migracji. Zakładając, że liczba pracujących wzrastałaby średnio rocznie od 46 tys. do 189 tys. do 2035 r. oraz od 115 do 190 tys. rocznie w latach 2035-2050 i od 136 do 138 tys. rocznie w latach 2050-2060, to udałoby się utrzymać zatrudnienie na obecnym poziomie. Powiedzenie, że jest to scenariusz "mało realny" byłoby dużym nadużyciem. To po prostu niemożliwe.
W kilku najbliższych latach liczba cudzoziemców w wieku produkcyjnym musiałaby corocznie przyrastać o 100-180 tys. Imigracje na tym poziomie doświadczyliśmy w ostatnich latach tylko dwa razy: w 2021 oraz 2022 roku, gdy ze względu na wojnę w Ukrainę liczba cudzoziemców zgłoszonych do ubezpieczeń społecznych wzrosła kolejno o 150 tys. oraz o 188 tys. osób. W 2023 roku było to jednak zaledwie 65 tys. osób, a projekcja z raportu zakłada, że średnioroczny napływ imigrantów zarobkowych w latach 2025-2030 realnie, może wynieść zaledwie 33 tys. osób rocznie.
"Uleganie atawistycznym lękom i wrogiej propagandzie to tchórzostwo, które miałoby fatalne skutki gospodarcze i społeczne. Nie fundujmy sobie panicznej ucieczki przed imigracją adekwatną do wyzwań demograficznych, bo wpadniemy wprost w objęcia pracy do 75. roku życia, deficytu podstawowych usług, frustracji w społeczeństwie i populizmu w polityce"- przestrzegają autorzy raportu.
Bo mimo że migracja nie sprawi, że Polska uniknie kryzysu demograficznego, to może sprawić, że przejdziemy przez niego nieco suchszą stopą. "Migracja nie musi przebiegać według negatywnych wzorców obserwowanych w Niemczech czy we Francji, gdzie słabo zintegrowane grupy imigrantów, pozbawione edukacji, znajomości języka, perspektyw i szacunku, radykalizowały się w drugim i trzecim pokoleniu, zagrażając integralności i bezpieczeństwu społeczeństw. Pod warunkiem udanej integracji imigracja może się także w długoterminowej perspektywie okazać korzyścią dla społeczeństwa i gospodarki" - przekonuje główny ekonomista Pracodawców RP Kamil Sobolewski.
Dlatego konieczna jest integracja społeczna osób już przebywających na terytorium Polski, a także stworzenie systemu zachęt do przyjazdu do naszego kraju zagranicznych pracowników, adekwatnie do potrzeb rynku pracy. W działania na rzecz lepszej integracji powinny być zaangażowane także związki zawodowe. "Brak długofalowej i wielopoziomowej polityki migracyjnej obniża atrakcyjność Polski jako miejsca lokowania inwestycji zarówno krajowych, jak i zagranicznych" - wskazują autorzy raportu.
Dobry rozwiązaniem byłoby wprowadzenie programów dokształcających w zawodach ważnych systemowo, opracowanie systemu wsparcia dla przedsiębiorców zatrudniających imigrantów oraz stworzenie programów remigracyjnych. Rozważyć należy także stworzenie systemu wsparcia dla przedsiębiorców zatrudniających imigrantów.
Ponadto autorzy raportu rekomendują opracowanie systemu punktowego na wzór Kanady lub Niemiec, który ułatwiałby przyznawanie wiz pracownikom, wprowadzenie przepisów prawnych usprawniających i upraszczających procedury wizowe oraz zastosowanie rozwiązań takich jak niemiecka karta możliwości poszukiwania pracy (Chancenkarte), która pozwala pracownikom z krajów spoza UE na przyjazd do Niemiec w celu poszukiwania pracy. "Obecna praktyka uzyskiwania prawa pobytu w urzędach wojewódzkich powoduje napięcia i może zniechęcać do stabilizacji pobytu i pracy w Polsce" - podkreślono w raporcie.