Volkswagen w środę 25 września zaczyna negocjacje ze związkowcami na temat płac. Jak zauważa Agencja Reutera, rozmowy te powinny pokazać, "jak agresywnie największy europejski producent samochodów będzie dążył do zwolnień i potencjalnego zamykania fabryk w Niemczech". Bo koncern, "perła w koronie Niemiec", ma poważne kłopoty. Na to w każdym razie wskazują zapowiedzi, które wstrząsnęły Niemcami na początku września. Volkswagen ogłosił, że rozważa zamknięcie dwóch fabryk, bo jego samochody nie sprzedają się już tak dobrze jak w nie tak odległej przeszłości. To byłby pierwszy taki ruch w historii.
Volkswagen to nie tylko symbol ekonomiczny Niemiec, ale i ich lustro - to, co trapi giganta, trapi też cały kraj. - To jest jeden z filarów niemieckiej gospodarki, która się opiera na branży chemicznej, motoryzacyjnej i maszynowej. Tylko że chemiczna i maszynowa też tworzą produkty na rzecz motoryzacyjnej, która jest perłą w koronie Niemiec. Dlatego jej sytuacja determinuje sytuację całej gospodarki niemieckiej. Inaczej: motoryzacja to barometr niemieckiej gospodarki - mówił niedawno w rozmowie z Next.gazeta.pl dr Konrad Popławski z Ośrodka Studiów Wschodnich.
- Niemiecka gospodarka w ostatnich latach zmaga się z coraz większą liczbą egzystencjalnych zagrożeń - komentuje dla Next.gazeta.pl Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. I od razu wyjaśnia przyczyny leżące w niedalekiej (choć jeszcze sprzed czasów wojny w Ukrainie) przeszłości. Podkreśla, że problem zaczął się od wojen handlowych między USA a Chinami (to było mocno widoczne za prezydentury Donalda Trumpa). Poskutkowały one osłabieniem - trwałym - tempa wzrostu chińskiej gospodarki, a to z kolei ograniczyło chiński popyt na niemieckie dobra.
Stagnacja w chińskiej gospodarce trwa, co bije w niemiecki sektor eksportowy. Jednocześnie, Niemcy muszą częściej niż w przeszłości mierzyć się z chińską konkurencją. Chiny przestały być jedynie tanim dostawcą komponentów i półproduktów. Stały się wytwórcą zaawansowanych technologicznie i niezłych jakościowo dóbr konsumpcyjnych. Widać to szczególnie w przypadku samochodów elektrycznych, gdzie niemieccy i amerykańscy producenci przegrywają konkurencyjną batalię z koncernami z Państwa Środka. Szczególnie mocno odczuwa to VW
- zauważa Bujak.
Z największej gospodarki Europy co chwilę napływają niepokojące sygnały. Najnowszy dotyczy wskaźnika koniunktury Ifo. Odczyt indeksu za wrzesień spadł najszybciej od siedmiu miesięcy - do 85,4 pkt. z 86,6 pkt. w sierpniu. To negatywne zaskoczenie, bo eksperci spodziewali się mniejszego spadku, zresztą zgodnie z trendem widocznym od czerwca. Indeks Ifo, powstający w oparciu o ankiety wśród około 9000 menedżerów, wskazuje, jak wygląda aktywność w niemieckim biznesie.
Nastroje pogorszyły się we wszystkich sektorach poza budownictwem. W przypadku przetwórstwa przemysłowego odczyt jest najniżej od ponad czterech lat (od czerwca 2020 roku). Pesymistyczne oceny dotyczą zarówno obecnej sytuacji, jak i perspektyw na przyszłość. "Gospodarka niemiecka znajduje się pod coraz większą presją" - zauważa sam Instytut Ifo, publikując dane w mediach społecznościowych.
To kolejny z serii wskaźników sugerujących, że niemiecka gospodarka w trzecim kwartale się skurczy i kraj dotknie techniczna recesja. Wyznaczają ją dwa kwartały spadku PKB w ujęciu kwartał do kwartału z rzędu, w drugim kwartale spadek już był, na poziomie 0,1 proc. Podobnie ponure sygnały napłynęły w poniedziałek, kiedy poznaliśmy wstępne odczyty wskaźnika PMI - i zbiorczego, i w rozdziale na sektor przemysłu i usług.
Zgodnie z nimi, ogólna aktywność w niemieckim biznesie spadła najmocniej od siedmiu miesięcy, do 47,2 pkt z 48,4 pkt w sierpniu. Każdy odczyt poniżej 50 pkt sugeruje nastroje recesyjne. W Niemczech widoczne są one przede wszystkim w przemyśle, gdzie PMI spadł aż do 40,3 pkt. Usługi są jeszcze "na plusie", choć już ledwo ledwo (50,6 pkt). Wszystkie te odczyty są słabsze od spodziewanych.
Szef niemieckiego banku centralnego skrytykował skupianie się na negatywnych aspektach dotyczących kondycji gospodarki. Zdaniem Joachima Nagela, część z czynników ciążących PKB, takich jak inflacja czy wysokie stopy procentowe, jest tymczasowa. "Zakładamy zatem, że gospodarka niemiecka powoli odzyska trochę dynamiki" - powiedział. Tyle że nie chodzi wyłącznie o tymczasowe czynniki. Sam Nagel w tym samym wystąpieniu przyznał, że Niemcy borykają się z wieloma strukturalnymi wyzwaniami, takimi jak koszty paliw, biurokracja i brak wykwalifikowanych pracowników.
Podkreśla to na przykład główny ekonomista Commerzbanku. Joerg Kraemer komentując odczyt Ifo napisał na X tak: "Od 2018 roku przedsiębiorstwa generalnie oceniają swoją obecną sytuację biznesową jako coraz słabszą. To po raz kolejny pokazuje, jak wyraźne są problemy strukturalne".
Po latach polityki rządów w Berlinie, prowadzącej do uzależniania się firm nad Renem od taniego gazu ze wschodu, agresja Moskwy wobec Ukrainy i sankcje nałożone na Rosję odebrały Niemcom ważną konkurencyjną przewagę w postaci tańszej energii. W ten sposób upadł model wzrostu niemieckiej gospodarki polegający w dużej mierze na budowaniu konkurencyjności kosztowej na bazie tanich surowców energetycznych z Rosji i kierowaniu dużej części eksportu dóbr inwestycyjnych i konsumpcyjnych do Chin. Dostosowanie do nowej rzeczywistości jest teraz bolesne. Przebudowa modelu funkcjonowania niemieckiej gospodarki i zmiana jej struktury może potrwać kilka lat
- uważa Piotr Bujak z PKO BP.
Recesji w Niemczech, i to w całym roku, spodziewa się zresztą cała grupa ekonomistów. Jak podał Reuters, powołując się na źródła, główne niemieckie instytuty ekonomiczne obniżyły swoją prognozę na ten rok i obecnie spodziewają się spadku PKB w całym 2024 o 0,1 proc. Jeśli prognoza się potwierdzi, będzie to drugi pełny rok recesji w Niemczech. W 2023 r. największa gospodarka Europy skurczyła się o 0,3 proc.
Niemcy to nie tylko bardzo duża gospodarka, ale także kraj ważny dla Polski. Są kluczowym partnerem handlowym naszego kraju, zatem problemy niemieckie i spadek popytu wśród tamtejszych firm mogą się przełożyć na kłopoty polskich eksporterów. - Warto jednak podkreślić, że nasza gospodarka jest zdecydowanie największa w regionie, ma największy rynek wewnętrzny i jej wrażliwość na osłabienie niemieckiego popytu jest względnie mała - podkreśla Piotr Bujak. Akurat branża motoryzacyjna w Polsce jest mniej uzależniona od niemieckiej, niż ma to miejsce w innych krajach środkowoeuropejskich.
Obecność niemieckich producentów samochodów jest w naszej branży motoryzacyjnej mniejsza niż np. w Czechach, gdzie VW mocno dominuje. Czynnikiem, który daje Polsce względną niezależność od negatywnych tendencji w otoczeniu zewnętrznym jest napływ środków unijnych. To napędza polską gospodarkę niezależnie od koniunktury w Niemczech i całej globalnej gospodarce
- mówi główny ekonomista PKO BP.