Byłemu prezesowi PKO BP zarzucono popełnienie ośmiu przestępstw. Zarzuty dotyczą m.in. nadużycia zaufania przy zawieraniu w imieniu PKO BP S.A. umów o pracę oraz porozumień o rozwiązaniu umów o pracę z ustalonymi siedmioma pracownikami banku.
Śledczy zarzucają Zbigniewowi Jagielle, że przyznawał nieznajdujące uzasadnienia ekonomicznego ani prawnego odprawy i inne świadczenia pieniężne, czym wyrządził szkodę majątkową w mieniu PKO BP na 3,2 mln złotych. Inny z zarzutów postawionych przez Prokuraturę Regionalną w Lublinie dotyczy "zaniechania w okresie od września 2016 r. do czerwca 2017 r. podjęcia działań zmierzających do wyegzekwowania realizacji urlopów wypoczynkowych przez 7 Członków Zarządu PKO BP S.A. oraz swojego własnego urlopu przed rozwiązaniem stosunków pracy" - podała prokuratura w komunikacie. Do tego ostatniego zarzutu odniósł się na platformie X Krzysztof Pawiński, szef firmy Maspex. "To się naprawdę dzieje. Wyrządzenie szkody wielkich rozmiarów przez niewyegzekwowanie wykorzystania urlopów i konieczności wypłacania ekwiwalentów za niewykorzystany urlop zwalnianym… " - napisał.
"Drżyjcie pracoholicy. Zwłaszcza prezesi i managerowie. Usłużnie podpowiadam, żeby po urlopach zacząć skazywać za nadgodziny. To taka sama forma narażania firm na szkody dużych rozmiarów" - dodał Krzysztof Pawiński. Z powodu niewykorzystanego urlopu wypoczynkowego PKO BP musiało wypłacić ekwiwalenty pieniężne w wysokości 1,7 mln zł. Z tego aż 756 tys. zł wypłacano samemu prezesowi. Odpowiadało to 70 dniom niewykorzystanego urlopu.
Zbigniew Jagiełlo podczas pierwszego przesłuchania nie przyznał się do winy. Zastosowano wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 500 tys. zł. Zabezpieczono także "na poczet obowiązku naprawienia szkody w łącznej kwocie 4 921 144 zł i grożącej podejrzanemu kary grzywny w kwocie 500 000 zł poprzez ustanowienie hipotek przymusowych na trzech jego nieruchomościach". Obrońca byłego prezesa PKO BP złożył zażalenie na to postanowienie, sąd jednak utrzymał je w mocy. Zbigniew Jagiełło już w lutym wydał oświadczenie, w którym skomentował ciążące na nim zarzuty i zgodził się na podawanie jego pełnego imienia i nazwiska. "Od kilku lat różne 'służby PiS' szukały na mnie haków, zgodnie ze stalinowską zasadą dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie" - napisał między innymi.