Poseł zobaczył cenę masła i złapał się za głowę. Producenci: To już scenariusze spiskowe

Kacper Kolibabski
Zdaniem posła Marka Jakubiaka za tak wysokie ceny masła odpowiedzialna jest spekulacja rynkowa. Zapytaliśmy więc producentów mleka, co uważają na ten temat. Opowiedzieli nam też, jak wygląda polski rynek mleczarski, który zdaniem posła nie jest kontrolowany przez Polaków.
Masło (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Giełdowe ceny masła są jednymi z najwyższych w historii. Wciąż jednak kostkę można kupić w promocji za 4-5 zł. Ale tylko w dyskontach, które w ten sposób próbują ściągać klientów. Natomiast w osiedlowych sklepach ceny kostki masła dobijają już do 10 zł, a niekiedy nawet przebijają ten poziom. 

Widziałem kostkę masła za 12,80 zł. To jest wariactwo. To są ceny spekulacyjne. Tu nie mam cienia wątpliwości, że ktoś tu odstawia spekulację

- powiedział "Faktowi" poseł Marek Jakubiak z koła Wolni Republikanie, zaznaczając jednocześnie, że chodziło o Warszawę. 

Zobacz wideo Za twarde masło? Dzięki temu trikowi już nie będziesz musiał czekać

Marek Jakubiak nie gryzł się w język i w kolejnej wypowiedzi powtórzył swoje zarzuty o spekulacjach. - Nie wynika to z braku mleka tylko po prostu z czystej spekulacji. A ponieważ większość mleczarni nie jest już w naszych rękach, no to nie mamy na to żadnego wpływu - powiedział. Spytaliśmy więc stowarzyszenia mleczarzy, co uważają na temat słów posła. 

Poseł mówi o spekulacji na rynku mleczarskim. Co na to producenci? 

Marcin Hydzik, prezes zarządu Związku Polskich Przetwórców Mleka (ZPPM) zwraca na początek uwagę, że rosnące od dłuższego czasu ceny masła to nie jest problem wyłącznie polskiego rynku. Podobnie wygląda sprawa i w Unii Europejskiej, i na globalnych rynkach, gdzie masła zwyczajnie brakuje. Również Arkadiusz Pisarek, prezes zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich  - Związek Rewizyjny (KZSM) zwracał uwagę na to, że problemy z masłem są globalne. Pisarek zaprzeczył, że mogło dojść do spekulacji, która tak drastycznie podniosła ceny mleka. 

- Działały tu jedynie mechanizmy rynkowe. Za nami upalne lato z paszą, która nie była pełnowartościowa. Miała mniejszą zawartość tłuszczu, co automatycznie przełożyło się na problemy z zawartością tłuszczu w mleku. Zbiegło się to z wysokim zapotrzebowaniem na produkty mleczne w zachodniej Europie i Polsce, na co wpływ miało choćby długie lato, gdy kupujemy więcej lodów. Na to wszystko nałożył się jeszcze spadek produkcji mleka w Niemczech czy Holandii. W Polsce natomiast mleka wytwarzamy coraz więcej, co przy tych wszystkich czynnikach było i jest okazją do tego, by sprzedawać więcej na Zachód. To dlatego ceny masła wzrosły - wyjaśnia Pisarek. 

Marcin Hydzik wylicza, że "zgodnie z danymi Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, średnia hurtowa cena masła konfekcjonowanego wynosiła we wrześniu br. 35 zł/kg - co oznacza, że 200-gramowa kostka masła w hurcie kosztowała ok. 7,10 zł". Dodał, że "cen detalicznych nie wyznaczają jednak mleczarnie, a sklepy, w tym także sieci handlowe, do których masło jest dostarczane" 

- Nie wykluczam, że w tym przypadku - podobnie jak w innych branżach - zadziałały mechanizmy spekulacyjne, które przyczyniły się jakoś do wyższych cen masła. Między producentem a końcowym odbiorcą jest przecież kilka poziomów pośredników, którzy mogą narzucać swoje marże. Natomiast to jest za mało, by wywołać aż taki wzrost cen, jaki obserwujemy. Zatem nie jest prawdą, że to spekulacje aż tak bardzo podniosły ceny masła, na to wpływ miały inne czynniki - uwarunkowania klimatyczne, popyt oraz spadek produkcji na Zachodzie, które Polska uzupełnia - podsumował Arkadiusz Pisarek. 

Nic nie wskazuje na spekulację na rynku masła, zwłaszcza że musiałaby się ona odbywać na globalną skalę, a to już są scenariusze spiskowe

- stwierdził Marcin Hydzik. 

Polski rynek mleka nie jest w zagranicznych rękach. W większości należy do Polaków

Arkadiusz Pisarek był zaskoczony stwierdzeniem posła Marka Jakubiaka, że krajowe mleczarnie nie znajdują się w polskich rękach. - To nie do końca jest prawdą. Owszem, na rynku jest kilka zagranicznych przedsiębiorstw, ale w 75 proc. są to polskie podmioty. To są spółdzielnie mleczarskie, w których rolnicy mają udziały - wyjaśniał. Marcin Hydzik wylicza natomiast, że na polskim rynku funkcjonuje ok. 130 podmiotów zajmujących się przetwórstwem mleka, nie licząc przydomowych przetwórni produkujących np. sery lub masło na bardzo małą skalę.

"Zdecydowana większość przetwórców mleka w Polsce to spółdzielnie mleczarskie, należące do polskich rolników. Pozostałe podmioty działające w formie spółek prawa handlowego w zdecydowanej większości również należą do polskiego kapitału. Trzech największych przetwórców mleka w Polsce, co ważne z polskim kapitałem, tj. Grupa Mlekovita (spółdzielnia), SM Mlekpol (spółdzielnia) i Grupa Polmlek (spółki prawa handlowego) łącznie skupują ok. 30 proc. mleka produkowanego w naszym kraju. Zatem stwierdzenie, że większość mleczarni nie jest w naszych rękach (domyślnie w polskich), jest niezgodne z rzeczywistością" - wylicza Hydzik. 

Kwestia zmów cenowych? Nie ma czegoś takiego, gdyż jesteśmy na rynku unijnym z wolnym przepływem towarów, a zatem można wybierać dostawy nie tylko z rynku polskiego, ale także z innych krajów UE, gdzie produkty mogą być tańsze

- podsumował prezes ZPPM. 

Kacper Kolibabski
Więcej o: