Kryzys goni kryzys. Niemiecka gospodarka się sypie tak jak rząd. "Ludzie się boją"

- Koniunktura jest fatalna, jest poczucie, że Niemcy stoją przed olbrzymimi problemami strukturalnymi. Rząd jest dosyć bezwładny - mówi dr Konrad Popławski i wskazuje, co było "gwoździem do trumny" dla niemieckiego rządu.
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz przygląda się, jak wygłasza oświadczenie po wyborach prezydenckich w USA w 2024 r. w Urzędzie Kanclerskim w Berli
Fot. REUTERS/Liesa Johannssen

Niemcy znalazły się na poważnym politycznym zakręcie. Tylko w ostatnich dniach Kanclerz Olaf Scholz zdymisjonował ministra finansów Christiana Lindnera i zapowiedział głosowanie ws. wotum zaufania dla rządu w Bundestagu. De facto oznacza to rozpad koalicji i przyspieszone wybory. Ryba psuje się od głowy, a niemiecki rząd od gospodarki. - Gospodarka jest bardzo istotną determinantą tego kryzysu. Koalicja od początku jest bardzo trudna, trójpartyjna, co nietypowe dla Niemiec - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl dr Konrad Popławski z Ośrodka Studiów Wschodnich. Przypomnijmy, że rząd Olafa Scholza został utworzony przez Socjaldemokratyczną Partię Niemiec (SPD), ugrupowanie Sojusz 90/Zieloni oraz Wolną Partię Demokratyczną. 

Zobacz wideo Höckenkreuz - Höcke może być nazywany faszystą

Kryzys gospodarczy Niemiec. "Rządzenie prawie niemożliwe"

Niemcy tkwią w stagnacji gospodarczej od 5 lat, mają prawie najniższy wskaźnik inwestycji publicznych w UE, są też liderem wsparcia dla pogrążonej w wojnie Ukrainy. "Tradycyjnie Niemcy są też istotnym źródłem popytu dla innych krajów UE - słaba koniunktura u nich przekłada się na ograniczenie popytu na produkcję partnerów gospodarczych, co widzimy teraz w Europie. Jednocześnie potencjał produkcyjny tego kraju jest bezkonkurencyjny w skali kontynentu, od wielu lat Niemcy notują nadwyżki handlowe na poziomie 5-6 proc. PKB" - pisze w komentarzu dla Next.gazeta.pl Michał Możdżeń, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i specjalistą Polskiej Sieci Ekonomii. 

- W przypadku kryzysu ekonomicznego i problemów, na które Niemcy wpadają, żądania poszczególnych partii już są zupełnie przeskalowane i różnice są wyostrzone. Gdyby koniunktura była dużo lepsza, gospodarka by zacierała różnice. Gdyby tych pieniędzy było więcej w budżecie, to też można byłoby przeznaczać je na różne programy. Natomiast w momencie, kiedy ta koniunktura jest fatalna, jest poczucie, że Niemcy stoją przed olbrzymimi problemami strukturalnymi. Rząd jest dosyć bezwładny, bo partie się non stop blokują, a w dodatku jeszcze rozwiązania kompromisowe zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny. Rządzenie staje się prawie niemożliwe - wyjaśnia w rozmowie z nami analityk OSW. 

Starcie pomysłów na odbudowę gospodarczą. "Niemcy bardzo potrzebują inwestycji"

Każdy z koalicjantów ma też inny pomysł na wyjście z kryzysu gospodarczego, co z kolei pogłębia kryzys polityczny. Symbolem tego stał się odwołany minister finansów Christian Lindner. "Dał się poznać jako prawdziwy jastrząb fiskalny przeciwny wszelkim działaniom utrudniającym zbilansowanie budżetu i szybką redukcję wskaźnika relacji długu publicznego do PKB. Była to postawa bardzo trudna do pogodzenia z wyzwaniami gospodarczymi, jakie stoją przed tym krajem wewnętrznie i przed całą Europą, gdzie Niemcy odgrywają pierwszoplanową rolę" - opisuje go Michał Możdżeń.

- Liberałowie, obecnie najmniej popularna z partii rządzących, chcą takiego swojego zobowiązania, żeby hamulec budżetowy w konstytucji niemieckiej został utrzymany. Co nie umożliwia zwiększenie limitów zadłużenia w bardziej odważne inwestycje, których między Bogiem a prawdą Niemcy bardzo potrzebują - opowiada nam dr Konrad Popławski. - Czasy Merkel to były czasy dużych zaniedbań inwestycyjnych. Duże środki zostały skanalizowane w transformacji energetycznej, a inne dziedziny zostały bardzo zaniedbane np. infrastruktura drogowa, kolejowa, rzeczna, porty - wymienia. 

Zieloni z kolei chcieliby poluzowania tej polityki i dosypania pieniędzy. Taka postawa jest bliższa Michałowi Możdżeniowi, według którego w ten sposób Niemcy powinny szukać wyjścia z kryzysu. "Nie ma powodów do trzymania się fiskalnej ortodoksji, a biorąc pod uwagę skalę potrzeb, jest to działanie dalece kontrproduktywne" - pisze w komentarzu. - Wybory są bardzo blisko i wyrzucenie z koalicji liberałów pozwala SPD pokazać się jako odpowiedzialna partia, która być może nie da rady wszystkiego przeforsować, ale przynajmniej będzie dążyła, żeby pewne postulaty ogłaszać i tworzyć wrażenie, że po dobrej kampanii wyborczej i lepszej koalicji będzie w stanie je zrealizować - dodaje dr Konrad Popławski.

Volkswagen "gwoździem do trumny". Tego Niemcy nie wybaczą

W tle tych wydarzeń jest kryzys w branży motoryzacyjnej, który jeszcze bardziej pogłębia wszelkie problemy Niemiec. Volkswagen, który był dumą tego kraju, po raz pierwszy w swojej historii z powodu złych wyników finansowych może zamknąć fabryki w Niemczech i zwolnić tysiące pracowników. Także BWM ma swoje problemy. Marża zysku koncernu motoryzacyjnego spadła w trzecim kwartale bieżącego roku do najniższego poziomu od ponad czterech lat. - To zbiera Niemcom bardzo dużą część poczucia pewności siebie. Duma z branży motoryzacyjnej była produktem flagowym niemieckiej gospodarki. To generowało takie poczucie sprawczości i siły w Europie - mówi nam dr Konrad Popławski. 

Kluczowa dla Niemiec branża nie radzi sobie jednak z rewolucją, której doświadcza przemysł samochodowy. - Chińczycy lub Amerykanie są już dużo bardziej zaawansowani. Niemcy nie mają kluczowych kompetencji w tym segmencie. Ich kluczową kompetencją to jest zdolność produkcji silników spalinowych, które w przypadku elektromobilności są bezużyteczne - opowiada analityk OSW.

- Społeczeństwo zaczyna się zastanawiać, czy to jest to dobra polityka. Tym bardziej rząd jest na cenzurowanym. Ludzie obawiają się o swoją przyszłość. Fabryki zagraniczne miały być uzupełnieniem niemieckich. Tymczasem Volkswagen wciąż ma bardzo dużo fabryk w Chinach, a zaczyna zamykać niemieckie. To jest uderzenie w umowę społeczną w sprawie globalizacji. Niemieccy robotnicy mogą czuć się oszukani, bo mieli na niej korzystać, a stali się ofiarami. To może być gwóźdź do trumny - przewiduje dr Konrad Popławski. 

Więcej o: