Polski miliarder ujawnia, dlaczego "nie wchodzi" do Niemiec. "Kulturowa bariera"

Rafał Brzoska, założyciel i prezes InPostu, świetnie radzi sobie ze swoją firmą np. w Wielkiej Brytanii, ale nie zdecydował się na inwestycje w Niemczech. Biznesmen wyjaśnia powody. Mówi też, co może zmienić wygrana Donalda Trumpa, a także czy zamierza być polskim Elonem Muskiem.
Rafał Brzoska, właściciel i prezes InPostu
Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Zdaniem Rafała Brzoski nowy prezydent USA będzie miał pełne ręce roboty przede wszystkim w trzech obszarach: konfliktu w Ukrainie, napięć na Bliskim Wschodzie oraz rywalizacji między Chinami a Tajwanem. Założyciel InPostu podkreśla przy tym, że światowe turbulencje nie oddziałują może bezpośrednio na jego biznes, ale pośrednio już tak. Przede wszystkim to, jak będą zachowywały się waluty oraz jak będą kształtowały się inflacja i nastroje konsumenckie.

Zobacz wideo Donald Trump chce iść z Unią na noże. Czy powinniśmy się bać?

Rafał Brzoska jak Elon Musk? "Nie angażuję się w bieżące spory polityczne"

Prezes InPostu mówi także w rozmowie z portalem Strefa Biznesu, że nie ma zamiaru iść w ślady Elona Muska, który dość mocno postawił w ostatnich wyborach na Donalda Trumpa. Rafał Brzoska twierdzi, że nie planuje kandydować w jakichkolwiek wyborach politycznych.

- Nie angażuję się w bieżące spory polityczne, nie wspieram, ani nie finansuję żadnej partii ani projektów związanych z wyborami tymi czy innymi - podkreśla i dodaje, że politykę zostawia zawodowcom. - Jestem chłopakiem z niewielkiej gminy Nędza, wychowanym w tradycyjnej polskiej rodzinie - przypomina Brzoska, który zapewnia, że woli skupić się na rozwijaniu biznesu. 

Dlaczego InPostu nie ma w Niemczech? Dominujący gracz i "bariera kulturowa"

W Polsce sieć Paczkomatów InPostu obejmuje 24 tys. maszyn, w Wielkiej Brytanii jest to ok. 8 tys., we Francji 6 tys., ale próżno szukać ich w Niemczech. Rafał Brzoska wyjawia powody. - Pozycja sprywatyzowanej poczty niemieckiej, połączonej z DHL-em, jest tak silna, że nawet niemieckie podmioty konkurencyjne, takie jak Hermes, czy zagraniczne duże koncerny, takie jak GLS i DPD, nie są w stanie wykroić kawałka tego rynku bez dużego wysiłku i strat - mówi biznesmen. Podkreśla przy tym, że zamiast "wchodzić na pole minowe", woli konkurować na rynkach, na których nie ma tak dominującego gracza. Ale to nie wszystko.

- Do tego dochodzi kulturowa bariera - niemieckie społeczeństwo, które działa dość konserwatywnie. Chętniej wybiera producentów niemieckich, dostawców niemieckich, widzimy to w przypadku sprzedaży samochodów, sprzedaży maszyn, elektroniki. Tego my, Polacy, moglibyśmy się od nich uczyć - ocenia prezes InPostu. W rozmowie wspomniał też o ogromnych podatkach, które płaci jego firma. Jego zdaniem, patrząc na to, jakie podatki płaci w Polsce InPost, a ile płacą koncerny zagraniczne, niemiecki DHL czy francuskie DPD, to "widać dysproporcję, która jest nawet kilkusetkrotna". We wrześniu pisał w mediach społecznościowych, że InPost zapłacił w 2023 r. CIT w wysokości 250 mln zł, a wszystkie inne firmy kurierskie działające w Polsce łącznie 97,9 mln zł CIT. 

Rafał Brzoska został też spytany o to, czy miał zamiar kupić zakłady Rafako, przeżywające ogromne kłopoty finansowe. Właściciel InPostu przyznaje, że nie chciał kupić tej spółki, ale "ze smutkiem" obserwował to, co dzieje się z Rafako, ponieważ tam pracowali wcześniej jego rodzice. - Patrząc na firmę, która była światowym liderem energetyki, a dziś się zamyka, zwalnia ludzi - niezależnie od pakietów pomocowych, które jako państwo staramy się na ratowanie tej firmy przeznaczać - jest mi przykro - stwierdził Brzoska. 

Więcej o: