Produkcja przemysłowa niespodziewanie silnie wzrosła. To zwróciło uwagę przede wszystkim dlatego, że przez ostatnie nie tylko miesiące, ale i wręcz lata mieliśmy do czynienia ze stagnacją tej części gospodarki.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego za październik zaskoczył wszystkich ekonomistów. Zwiększenie produkcji o 4,7 proc. rok do roku można wprawdzie częściowo tłumaczyć większą liczbą dni roboczych (o dwa więcej niż we wrześniu i o jeden więcej niż w październiku zeszłego roku), ale to tylko fragment wyjaśnienia. Nawet jeśli wziąć pod uwagę czynniki sezonowe, produkcja i tak zanotowała mocny wzrost. Do tego optymizm rozlał szeroko po działach przemysłu (produkcja wzrosła w 30 z 34 z nich).
"Koniec stagnacji w przemyśle, choć z lekkim opóźnieniem, zaczyna być coraz bardziej widoczny" - skomentowali ekonomiści PKO BP. "Produkcję przemysłową w październiku wyrwało z butów - wystarczył jeden miesiąc, żeby zakończyć i przebić trzy lata (!) przemysłowej flauty. Odsezonowany indeks na nowym maksimum wszech czasów" - tak wyglądał z kolei fragment szybkiego komentarza ekspertów Pekao SA, opublikowany w serwisie X. Wszyscy podkreślali też to, co od dłuższego czasu jest powodem obaw - czyli wpływ słabej kondycji gospodarki niemieckiej (naszego głównego partnera handlowego) na Polskę.
Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański te komentarze chyba czytali, w każdym razie ich wpisy na X powtarzają część opinii ekspertów. "Nareszcie! W październiku według prognoz analityków produkcja miała wzrosnąć o 1,8 proc., a tymczasem mamy 4,7! I to mimo pogarszającej się wciąż sytuacji u naszych zachodnich sąsiadów" - napisał premier. "Produkcja przemysłowa w górę o 4,7 proc. r/r (wyraźnie powyżej oczekiwań analityków). Przetwórstwo przemysłowe rośnie aż o 5,0 proc. r/r. Odbija zdecydowana większość sektorów. Odsezonowany indeks produkcji najwyżej w historii! Przyspieszamy" - to z kolei słowa szefa resortu finansów.
Ekonomiści w pogłębionych komentarzach zwracają uwagę na kilka kwestii. Poza już wymienionym szerokim odbiciem oraz wpływem większej liczby dni kalendarzowych zauważają, że:
Rosnąca szybciej od oczekiwań produkcja ucieszyła rządzących, choć sercom (i kieszeniom) Polaków bliższe zapewne są inne dane z gospodarki, które dziś (w poniedziałek 25 listopada) także opublikował GUS. Przeciętne wynagrodzenie zwiększyło się o 10,2 proc. rok do roku i wzrosło do poziomu 8316,57 zł brutto. Niektórzy zastanawiali się, czy nie zobaczymy już dziewiątki z przodu (przy dynamice), ale ostatecznie odczyt, zgodnie ze średnią oczekiwań zresztą, pozostał dwucyfrowy. Pensje rosną w takim właśnie, dwucyfrowym, tempie już od blisko roku - ostatnim miesiącem z jednocyfrowym wzrostem był grudzień 2023.
W ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji, przeciętna płaca zwiększyła się o 5 proc. - wyliczają eksperci. Zwracają też uwagę, że w przyszłym roku tak dobrze już nie będzie. Przeciętne wynagrodzenia nadal będą się zwiększać, ale już w wolniejszym tempie. Przyczyni się do tego też zapewne mniejsza podwyżka płacy minimalnej.
Zatrudnienie spadło o 0,5 proc. i to już wielomiesięczny trend. Jest to przede wszystkim odbicie sytuacji w przetwórstwie przemysłowym, gdzie mają miejsce restrukturyzacje, wiążące się ze zwolnieniami w fabrykach. Do tego odchodzący na emeryturę pracownicy takich zakładów nie zawsze zastępowani są nowymi.
Dane o przeciętnych wynagrodzeniach i zatrudnieniu dotyczą tylko części gospodarki (około 40 proc. rynku pracy): po pierwsze firm, a po drugie takich, które zatrudniają przynajmniej 10 osób.
Ekonomiści widzą też w raporcie płacowym GUS mniejszą chęć Polaków do wydawania pieniędzy, a większą do ich oszczędzania. Być może podbija to wzrost cen energii.
W ten sposób płynnie przechodzimy do danych, które dopiero przed nami - a w tym tygodniu jest ich sporo. We wtorek dowiemy się, czy Polacy nadal zaciskają pasa w sklepach. Dane o sprzedaży detalicznej za wrzesień były fatalne - spadła (w cenach stałych, czyli oczyszczona o efekt inflacji) o 3 proc. rok do roku (a spodziewano się wzrostu). Średnia oczekiwań ekspertów za październik to wzrost sprzedaży o 0,7 proc. Nadal niedużo, ale na portfelach ma ciążyć niepewność konsumentów.
W środę GUS poda stopę bezrobocia za październik. Według prognoz ma ona wynieść 5 proc. - czyli dokładnie tyle, ile we wrześniu i wciąż są to okolice rekordowo niskiego poziomu. To specyfika polskiego (a także niektórych krajów regionu) rynku pracy. Jest wręcz wydrenowany z potencjalnych pracowników, co powoduje pewne napięcia i bywa potężnym wyzwaniem w niektórych branżach.
Polska jest w UE najbardziej narażona na brak rąk do pracy. Mamy najmniejszy niewykorzystany potencjał rynku pracy w Unii Europejskiej - tak wynika z danych Eurostatu za 2023 rok. - W naszym kraju 863 tys. osób nie pracowało, lecz byłoby gotowych w sprzyjających okolicznościach do podjęcia pracy. Jeszcze w 2009 r. rezerwuar ten wynosił niemal 2,5 mln osób, a w 2021 r. nieznacznie przekraczał 1 mln - mówiła nam niedawno dr Paula Kukołowicz, kierowniczka zespołu zrównoważonego rozwoju w Polskim Instytucie Ekonomicznym. Więcej pisałam o tym w tekście: W tym zestawieniu Polska jest na pierwszym miejscu w Europie. Ale to nie do końca dobrze.
W czwartek 28 listopada poznamy szczegóły dynamiki PKB - to znaczy dowiemy się, co ciągnęło naszą gospodarkę w górę, a co w dół w trzecim kwartale tego roku. Wstępny odczyt GUS wskazywał, że rok do roku PKB urósł nam o 2,7 proc., ale kwartał do kwartału już - niespodziewanie - spadł. - Postawiliśmy nawet tezę, że polska gospodarka nie jest w stanie rozwijać się szybciej niż w tempie 3 proc., jeżeli Niemcy nie rosną - komentował dla nas wtedy Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao SA. Pisaliśmy o tym tutaj: Gospodarka nam hamuje, ale dlaczego? "Tempo odbudowy najwolniejsze od czasu transformacji".
Tydzień zamkniemy pierwszym, tzw. szybkim odczytem inflacji za listopad. W październiku widzieliśmy jej wzrost do 5 proc. (w ujęciu rocznym). Dane za obecny miesiąc mają pokazać delikatne hamowanie i zwiększenie cen o 4,9 proc. rok do roku. Przy tych wstępnych danych nie dostajemy pełnej tabelki z rozbiciem zmian cen na poszczególne kategorie towarów i usług. GUS poda tylko informacje o żywności, energii i paliwach.
Źródła: GUS, raporty ekonomistów Pekao SA, PKO BP, ING, Credit Agricole.