Gospodarka nam hamuje, ale dlaczego? "Tempo odbudowy najwolniejsze od czasu transformacji"

Maria Mazurek
- My postawiliśmy nawet tezę, że polska gospodarka nie jest w stanie rozwijać się szybciej niż w tempie 3 proc., jeżeli Niemcy nie rosną - mówi Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao SA. Dlaczego teraz spowalniamy?
Widok na centrum Warszawy - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

To było zimne lato w polskiej gospodarce - uważają eksperci Pekao SA. No i trudno się nie zgodzić. Niby dramatu nie ma, ale jednak pewne negatywne niespodzianki się pojawiły. PKB nie dość, że rósł wolniej w ujęciu rok do roku (co jeszcze było spodziewane), to w ujęciu kwartalnym jesteśmy na minusie (a tego już nie oczekiwano). 

Zobacz wideo Czy studia są konieczne, by znaleźć dobrą pracę? "To jest już trochę sztuczne"

Hamowanie PKB. Konsument wygląda słabo

W trzecim kwartale, czyli do lipca do września, PKB wzrósł o 2,7 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem 2023 roku. W porównaniu z drugim kwartałem PKB (wyrównany sezonowo) spadł o 0,2 proc. To tak zwany szybki odczyt Głównego Urzędu Statystycznego. Pełniejsze dane poznamy za dwa tygodnie. Na razie mamy tylko te liczby, no i jeszcze rewizję w dół w kilku niedawnych kwartałach (pojawiły się spadki kwartał do kwartału). 

Spowolnienia do +2,7 proc. rok do roku ekonomiści się spodziewali. To nie zmienia jednak faktu, że PKB rośnie znacznie wolniej, niż zakładano na początku roku.

Nie ma silnego rozpędu. Tempo odbudowy po ubiegłorocznej stagnacji jest najwolniejsze od czasu transformacji

- mówi nam Karol Pogorzelski z Pekao SA.

Mieliśmy mieć odbicie, część ekspertów na progu 2024 r. liczyła, że to konsumenci będą ciągnąć gospodarkę mocno w górę. Tak się nie do końca stało, w każdym razie w trzecim kwartale widać było wyraźnie słabnięcie tego silnika. Choć szczegółów struktury wzrostu PKB jeszcze nie znamy, można wyciągać wnioski na podstawie cząstkowych danych miesięcznych z różnych sektorów gospodarki.

O słabości konsumpcji świadczą dane o sprzedaży detalicznej. - Zwłaszcza za wrzesień, który był dramatycznie słaby. Polacy są ciągle w trybie oszczędnościowym, mają mało optymistyczne nastawienie, co wiemy z badań GUS o koniunkturze konsumentów. Konsumenci niechętnie chodzą do sklepów i niechętnie kupują, zwłaszcza "większe" towary, takie jak meble czy artykuły rtv i agd - zauważa Pogorzelski. Przypomnijmy: sprzedaż detaliczna we wrześniu spadła o 3 proc. rok do roku. Było to bardzo duże zaskoczenie, bo spodziewano się wzrostu o ponad 2 proc. Zdumieni tymi danymi byli wszyscy. 

Wygląda na to, że Polacy postawili w tym roku mocniej na odbudowywanie oszczędności, a do zakupów zapewne nie zachęcała ich też rosnąca inflacja (latem rosła w dużej mierze z powodu cen energii zresztą). Mimo wszystko wrzesień był zaskakująco słaby, szczególnie że wynagrodzenia wciąż rosną w dwucyfrowym tempie - we wrześniu 10,3 proc. rok do roku. Realny wzrost płac (czyli z uwzględnieniem inflacji) wprawdzie dwucyfrowy już nie jest - wyniósł około 5,1 proc. we wrześniu (to najnowsze dostępne dane). 

Polska na tle UE i słabych Niemiec

Na tle Unii Europejskiej wypadamy dość średnio. W trzecim kwartale tylko cztery kraje odnotowały spadek PKB w ujęciu kwartał do kwartału (poza nami Łotwa, Węgry i Szwecja). W ujęciu rocznym pięć państw zaraportowało wzrost wyższy niż my (ten nasz wyniósł 1,7 proc. - Eurostat, unijny urząd statystyczny, bierze pod uwagę realny PKB wyrównany sezonowo także w tym ujęciu). - Europa jest wprawdzie zróżnicowana jeśli chodzi o dynamikę wzrostu PKB, natomiast te kraje, które są najbliżej Polski i z którymi mamy największe relacje handlowe, rosną akurat wolniej. Najszybciej rosnącym krajem w tej chwili w Europie jest Hiszpania, Portugalia też sobie nieźle razi, nie najgorzej wyglądają Włochy i Grecja. Południe Europy, odwrotnie niż po poprzednim kryzysie zadłużenia z 2011 roku, radzi sobie lepiej - zauważa Karol Pogorzelski.

To, co się w Europie dzieje, ma oczywiście wpływ i na nas - szczególnie jeśli chodzi o Niemcy. Kraj ten przeżywa duże kłopoty gospodarcze. Co gorsza, wygląda na to, że są to problemy strukturalne, nie tymczasowe. Choć też i stamtąd potrafią napłynąć nieco radośniejsze informacje. Niemiecki PKB w trzecim kwartale zaskoczył na plus, rosnąc o 0,2 proc. (i rok do roku, i kwartał do kwartału). 

Słabość Niemiec spowolni polską gospodarkę. My postawiliśmy nawet tezę, że polska gospodarka nie jest w stanie rozwijać się szybciej niż w tempie 3 proc., jeżeli Niemcy nie rosną. Bylibyśmy w stanie rosnąć nawet powyżej 4 proc., ale to musi się dziać w sprzyjającym otoczeniu zewnętrznym. Mieliśmy taką sytuację całkiem niedawno, tuż przed pandemią, w latach 2017-2019. Teraz tego europejskiego silnika brakuje

- mówi Pogorzelski. 

Kondycja naszych partnerów handlowych na polskim eksporcie ciąży, nie oznacza to jednak, że polscy eksporterzy radzą sobie bardzo źle. Eksport ciągle rośnie, choć jednocześnie ma słabszą rentowność, co oznacza pogorszenie marż eksporterów - zarabiają mniej. - Co więcej, polski eksport rośnie szybciej niż gospodarki naszych głównych partnerów handlowych, co oznacza, że udział Polski w eksporcie europejskim cały czas się poprawia - dodaje ekonomista Pekao SA. 

Niemieckie kłopoty mogą okazać się przejściowe. Niemcy były już wcześniej "chorym człowiekiem Europy", pod koniec lat 90. XX wieku i na początku 2000. Potem udało im się jednak zreformować, w dużej mierze dzięki agendzie niesławnego teraz kanclerza Gerharda Schroedera. Teraz muszą przezwyciężyć jeszcze polityczny kryzys. Koalicja rządząca się rozpadła, a na początku przyszłego roku niewykluczone są przedterminowe wybory parlamentarne

Czytaj też: Wojciech Kostrzewa dla Gazeta.pl: Ja bym nie przesadzał z wkładaniem Niemiec do grobu.

A na horyzoncie - wcale nieodległym - rysuje się kolejne wyzwanie. Donald Trump, niedługo nowy prezydent Stanów Zjednoczonych w kampanii zapowiadał protekcjonistyczną politykę gospodarczą. Oznacza to nie tylko wyższe cła na towary z Chin (nawet 60-procentowe), ale i cła na wszystkie importowane do USA towary, także z UE (tutaj pojawił się poziom 10 proc.). 

Wojny handlowe są dla Europy dość niebezpieczne, bo UE ma nadwyżkę handlową z USA i to dość dużą, na poziomie około 1,5 proc. PKB europejskiego. Warto jednak pamiętać, że na stole jest umowa o wolnym handlu UE z Ameryką Płd. - krajami Mercosuru. Perspektywa wojen handlowych i ceł Trumpa może odmrożeniu rozmów sprzyjać. W razie podpisania tej umowy UE zyskałaby dużo. Byłby to pozytywny sygnał zwłaszcza dla europejskiego przemysłu, choć pewnie rolnicy musieliby przełknąć gorzką pigułkę

- zauważa Karol Pogorzelski. 

Optymistycznych sygnałów jest więcej. - Niemiecka gospodarka w trzecim kwartale zaskoczyła lekko po wyższej stronie, do tego spadają stopy procentowe w strefie euro i to zacznie pobudzać europejską gospodarkę. Jest szansa, że przyszły rok będzie nieco lepszy niż ten - mówi ekonomista Pekao SA. Także w Polsce na wiosnę (być może już w marcu) stopy procentowe powinny zacząć spadać. 

Maria Mazurek
Więcej o: