Ten straszny Mercosur. Jest się czego bać? "Obawy rolników są uzasadnione"

Maria Mazurek
- Rodzi się pytanie: po co podpisywać taką umowę, czy ona naprawdę jest do końca przemyślana?- mówi Andrzej Gantner. Gdy jedni liczą na korzyści, inni boją się strat. Porozumienie UE z krajami Mercosur zostało wynegocjowane. Warszawa łączy się w sprzeciwie z Paryżem. O co tutaj chodzi?
Prezydent Urugwaju Luis Lacalle Pou, szefowa KE Ursula von der Leyen i prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva.
Fot. REUTERS/Mariana Greif

Wstępne porozumienie zawarto wprawdzie jeszcze przed pandemią (w 2019 roku), ale zostało ono zamrożone na kilka lat, nigdy nie ratyfikowano traktatu. W zeszłym roku rozmowy wznowiono i właśnie - w piątek 6 grudnia - w stolicy Urugwaju, Montevideo, podpisano umowę. W imieniu UE zrobiła to Ursula von der Leyen. No i co teraz?

Zobacz wideo Czy polscy rolnicy powinni obawiać się Ukrainy?

Umowa negocjowana przez ćwierć wieku

Na zakończenie sprawy w tym roku liczy mocno na przykład Lula da Silva, prezydent Brazylii. Bruksela ma nadzieję, że podpisanie umowy o wolnym handlu z Mercosurem pomoże unijnemu przemysłowi. To szczególnie ważne w kontekście napięć w globalnym handlu, które po objęciu stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa jeszcze się nasilą. Tyle że państwa Mercosuru nie będą tylko biorcami europejskiego eksportu. Same mają do zaoferowania dużo w innym sektorze gospodarki. Być może za dużo, o czym za chwilę. 

Na razie widać zarysowany już wyraźnie podział w Unii Europejskiej. Porozumienie popierają m.in. Niemcy - nic dziwnego, bo może ono wspomóc europejski (zatem także niemiecki) przemysł. Przeciwne za to są "rolnicze" państwa - głównie Francja i Polska. 

Czym w ogóle jest Mercosur?

Mercosur to organizacja gospodarcza zrzeszająca kraje Ameryki Południowej: Argentynę, Boliwię (nowy członek, od sierpnia tego roku), Brazylię, Paragwaj i Urugwaj (Wenezuela jest od kilku lat zawieszona). 

- Kraje Mercosur mają ogromny potencjał w produkcji rolnej wspierany przez korzystne warunki klimatyczne i wciąż bardzo niskie koszty pracy. Rolnictwo w tych państwach korzysta ze znacznie mniej rygorystycznych przepisów dotyczących ochrony środowiska i bezpieczeństwa żywności - komentuje dla nas Jakub Olipra, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Ekspert podaje statystyki, z których wynika, że Brazylia ma największy udział w globalnym eksporcie wołowiny, drobiu, cukru i soi. W przypadku kukurydzy jest zaś na miejscu drugim (po USA), wyprzedzając innego członka Mercosuru, Argentynę. 

Zgodnie z zapewnieniami Komisji Europejskiej, w umowie zapisano mechanizmy ochronne, które mają zabezpieczyć unijne rynki. 

Rolnicy protestują. Czy mają rację? 

- Unijni rolnicy widzą niewielkie korzyści z porozumienia. Głównie tańszą soję, gdzie UE jest uzależniona od importu. Tymczasem istnieje wiele zagrożeń związanych z napływem znacznie tańszych produktów rolno-spożywczych stanowiących konkurencję dla unijnej produkcji - mówi Olipra. I francuscy rolnicy wychodzili w ostatnich tygodniach na ulice w proteście przeciwko umowie. Swój przeciw demonstrowali też rolnicy z Polski, choć oni dorzucali dodatkowe postulaty (dotyczące m.in. Zielonego Ładu i tzw. piątki dla zwierząt).

Moim zdaniem obawy rolników są uzasadnione. Niektóre umowy o wolnym handlu podpisane przez UE, takie jak umowa o wolnym handlu między UE a Japonią, nieoficjalnie znana jako 'ser za samochody', były niewątpliwie korzystne dla rolników. W tym przypadku mamy do czynienia z odwrotną sytuacją: UE idzie na ustępstwa w kwestii rolnictwa, szukając jednocześnie możliwości dla sektora przemysłowego

- zauważa ekspert Credit Agricole.

Nie jest tak, że argumentów za traktatem nie widać i są one szczególnie ważne w obliczu toczących się zmian w globalnej polityce i gospodarce. 

Wojny handlowe są dla Europy dość niebezpieczne, bo UE ma nadwyżkę handlową z USA i to dość dużą, na poziomie około 1,5 proc. PKB europejskiego. Warto jednak pamiętać, że na stole jest umowa o wolnym handlu UE z Ameryką Południową - krajami Mercosuru. Perspektywa wojen handlowych i ceł Trumpa może odmrożeniu rozmów sprzyjać. W razie podpisania tej umowy UE zyskałaby dużo. Byłby to pozytywny sygnał zwłaszcza dla europejskiego przemysłu, choć pewnie rolnicy musieliby przełknąć gorzką pigułkę

- mówił nam przed miesiącem Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao SA. 

To, że umowa z Mercosurem ma pozytywne aspekty, przyznaje także przedstawiciel producentów żywności. - Wiadomo, że bez handlu z krajami trzecimi UE stanie się zaściankiem gospodarczym świata, a Mercosur to olbrzymi rynek - w tym kontekście umowa o wolnym handlu z tym obszarem akurat byłaby dla Unii korzystna - mówił nam jeszcze przed podpisaniem porozumienia Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). Ale to tylko jedna strona medalu. Unia Europejska ma ujemny bilans w handlu produktami spożywczymi z krajami Mercosuru.

- Patrząc na to, co się może dziać, w jakich obszarach konkurujemy z Mercosurem w produkcji żywności, wygląda na to, że rolnictwo europejskie byłoby bardzo mocno poszkodowane taką umową. I chyba nikt temu nie zaprzecza, bo nawet oficjalne komentarze ze strony KE wskazują na konieczność zapewnienia rolnictwu ewentualnych odszkodowań. Rodzi się pytanie: po co podpisywać taką umowę, czy ona naprawdę jest do końca przemyślana? Szczególnie że dopiero co przeżyliśmy falę poważnych protestów rolników, związaną m.in. z otwarciem rynku dla towarów z Ukrainy. To nie wydaje mi się dobrym pomysłem - podkreśla Gantner. 

Rolnictwo i produkcja żywności jest jednak obszarem strategicznym UE. Samowystarczalność żywnościowa w dobie zawirowań na świecie jest wartością bezcenną, bez niej nie ma bezpieczeństwa żywnościowego. Wszystko, co pogarsza warunki funkcjonowania europejskiego rolnictwa, temu bezpieczeństwu nie służy 

- dodaje. 

Polska przeciwna

Francuski Pałac Elizejski w piątek przekazał w stanowisku, że umowa UE-Mercosur "w obecnej formie jest nie do zaakceptowania". Równie twardy sprzeciw prezentuje Polska. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wymienia trzy główne powody tego sprzeciwu:

  1. Zbyt duża redukcja unijnych ceł i/lub zbyt wysokie kontyngenty taryfowe.
  2. Brak rozwiązania kwestii importu towarów rolnych wytwarzanych w innych niż unijne standardach produkcji. 
  3. Brak zapisów zapewniających skuteczność klauzuli ochronnej (czyli możliwości czasowego przywrócenia ceł, gdyby na rynku pojawiły się zakłócenia z powodu nadmiernego importu). 

Także premier Donald Tusk potwierdzał brak zgody, a w piątek mówił dziennikarzom o pracach nad budowaniem mniejszości blokującej w UE, do której mogłyby jego zdaniem dołączyć np. Włochy. Nie jest to wykluczone, pojawiły się już doniesienia (na razie nieoficjalne) o negatywnym stanowisku premierki Georgii Meloni. Do mniejszości blokującej w Radzie UE potrzeba czterech państw, w których mieszka przynajmniej 35 proc. ludności UE. Przekonanie mniejszych krajów, jak Austria (co jest na tapecie) nie wystarczy, stąd ważna rola większego państwa, jak Włochy. 

Co dalej z umową?

- To, co wydarzyło się w piątek nie oznacza, że umowa została przyjęta. Tekst wynegocjowany przez KE, ale KE nie stanowi prawa. Nie sądzę, by ta umowa została przyjęta w perspektywie czasu, którą możemy sobie wyobrazić - zwrócił uwagę w poniedziałek 9 grudnia Adam Szłapka, minister ds. UE w rozmowie z Radiem ZET. - Ta umowa zostanie jeszcze poddana dyskusji na Radzie. Zawsze można zmienić zapisy. Można jej nie przyjąć i rozmawiać dalej na ten temat. Jeśli są państwa, którym się to nie podoba, to umowa nie będzie mogła wejść w życie - dodał. 

Na razie Komisja Europejska musi złożyć formalny wniosek o zatwierdzenie umowy z Mercosurem do Parlamentu Europejskiego i Rady UE wraz z pełnym tekstem porozumienia. Potem kraje unijne musiałyby ją zatwierdzić. Według doniesień Komisja Europejska skłania się, by część handlową wydzielić z porozumienia - w takiej sytuacji wystarczyłoby poparcie większości krajów. Stąd temat mniejszości blokującej, o którym mówił premier Donald Tusk. 

Maria Mazurek
Więcej o: