Dania jako pierwszy kraj na świecie zdecydowała się na wprowadzenie podatku od emisji gazów cieplarnianych z sektora rolniczego. Kraj zdołał już mocno ściąć emisje między innymi z produkcji energii i teraz rolnictwo jest największym źródeł gazów cieplarnianych. Odpowiada ono za aż jedną czwartą całkowitych emisji kraju, który jest dużym producentem nabiału i wieprzowiny.
Jak powiedział minister klimatu Lars Aagaard, świat musi ograniczyć źródła gazów cieplarnianych w każdym sektorze. W przypadku Danii najmniejszy postęp osiągnięto jak na razie w transporcie oraz rolnictwie. Dlatego zdecydowano o wprowadzeniu nowego podatku, który obejmie niezwiązane z energią źródła emisji w rolnictwie (nie chodzi więc m.in. o paliwo do maszyn rolniczych i ogrzewanie budynków).
Według najnowszych danych światowe emisje gazów cieplarnianych osiągnęły w tym roku rekordowy poziom. 2024 najprawdopodobniej będzie też najgorętszym rokiem w historii pomiarów. Jedyną szansą na ustabilizowanie klimatu jest szybkie ścięcie emisji gazów cieplarnianych z wszystkich źródeł - także z rolnictwa.
- Ani Dania, ani Unia Europejska nie spełnią swoich celów klimatycznych bez obniżenia emisji w rolnictwie - podkreślił Lars Aagaard podczas konferencji prasowej na szczycie klimatycznym COP29 w Baku. Bez dodatkowych działań do 2030 roku rolnictwo w Danii odpowiadałoby już za aż 40 procent wszystkich emisji. - Mamy nadzieję, że inne kraje pójdą w nasze ślady i że będzie to inspiracja dla UE do myślenia o przyszłości polityki rolnej i klimatycznej - dodał.
Chociaż gazy podgrzewające klimat pochodzą przede wszystkim ze spalania ropy, węgla i gazu, są też inne źródła związane z działalnością człowieka. W rolnictwie dużymi źródłami gazów cieplarnianych jest wylesianie i osuszanie mokradeł pod uprawy, emisje z "bekania krów" (w wyniku fermentacji w układzie pokarmowym przeżuwaczy powstaje metan) oraz gazy cieplarniane z nawozów sztucznych.
Niektóre źródła emisji są objęte opłatami - na przykład elektrownie na węgiel lub gaz oraz duże instalacje przemysłowe muszą kupować uprawnienia w europejskim systemie handlu emisjami (ETS). Podobne systemy mają między innymi Chiny oraz Kanada.
Duński podatek będzie działał na podobnej zasadzie. Od 2030 roku (kiedy podatek wejdzie w życie) każda tona emisji będzie obłożona podatkiem wysokości 120 koron (70 zł). Od 2035 roku ta kwota wzrośnie do 300 koron (175 zł). Poza wsparciem rolników i innowacji środki będą przeznaczone też na ochronę przyrody.
Co będzie oznaczać to w praktyce? Produkcja różnych rodzajów żywności różni się drastycznie pod względem emisyjności. Jeden kilogram groszku odpowiada za niespełna kilogram gazów cieplarnianych. W przypadku wieprzowiny to 12 kg, sera - 24 kg. Najbardziej emisyjna jest wołowina (ze względu na metan produkowany przez krowy), to nawet 100 kg na jeden kilogram mięsa.
Przyjmując te wartości, orientacyjnie można wnioskować, że od 2030 roku kilogram wołowiny będzie obarczony podatkiem o równowartości ok. siedmiu złotych, a kilogram wieprzowiny - mniej niż złotówkę. "Financial Times" wylicza zaś, że podatek będzie wynosił ok. 430 zł rocznie na krowę.
Konkretne wartości będą zależały od rzeczywistych emisji, a te mogą się różnić. Ci rolnicy, którym uda się obniżyć emisje, będą ponosić mniejszy koszt lub praktycznie uniknąć podatku, dzięki czemu będą bardziej konkurencyjni.
Duński minister Aagaard podkreślał, że nowe przepisy poparła "szeroka koalicja" partii politycznych, dlatego nie ma obaw, że prawo może zostać porzucone, kiedy zmieni się rząd. W skład obecnego rządu, który poparł podatek, wchodzi centroprawicowa partia (z tradycjami rolniczymi), partia centrowa oraz socjaldemokraci. Poparcie wyraziła większość duńskich partii politycznych.
Aagaard podkreślił, że przez kilka miesięcy politycy pracowali nad ostateczną formą podatku z sektorem rolniczym, związkami zawodowymi i organizacjami społecznymi.
- Gdy dany sektor gospodarki zdaje sobie sprawę, że emisje będą obciążone kosztem, to zaczyna zastanawiać się, jak sobie z tym poradzić. Sprawdzają, jakie mają rozwiązania, co można zrobić - powiedział minister. Zadeklarował, że rząd będzie wspierał rolników w transformacji i dotował rozwój technologii, które pomagają zmniejszać emisje. Fundusz innowacji będzie częściowo finansowany z nowego podatku.
Dr Paulina Sobiesiak-Penszko z Instytutu Spraw Publicznych zauważa, że nie tylko sam podatek jest "odważnym krokiem", lecz także proces jego wprowadzania jest wart uwagi ze względu na "systemowe podejście, budowanie konsensusu wśród różnych środowisk i stopniowe wprowadzanie zmian".
- W Polsce, gdzie rolnicy obawiają się nagłych zmian, takie podejście mogłoby pomóc w budowaniu akceptacji. Z kolei model przeznaczenia części dochodów z podatku na fundusz wspierający nowe technologie w rolnictwie daje szansę na rozwój rozwiązań ograniczających emisje - ocenia.
W ramach obniżania emisji związanych z rolnictwem i użytkowaniem terenu Dania zamierza też zalesić 250 tys. hektarów ziemi i przywrócić do naturalnego stanu 140 tys. hektarów mokradeł, które dziś są użytkowane rolniczo. Tylko 15 procent powierzchni Danii stanowią lasy, co jest jednym z najniższych wyników w UE. Jak powiedział minister Aagaard:
Dzięki temu porozumieniu zmieniamy mapę Danii. Tworzymy bardziej zielony kraj z bardziej przyjaznym dla klimatu rolnictwem, większą ilością lasów, natury i czystszych wód.