Pensja minimalna nie zawsze jest minimalna. "Patologia" na polskim rynku pracy

Kacper Kolibabski
- Trudno znaleźć bardzo negatywne skutki podnoszenia pensji minimalnej z perspektywy całej gospodarki - mówi dr Jakub Rybacki. A jednak przedsiębiorcy od lat grzmią, że w ten sposób zniszczymy gospodarkę. Dlaczego? Rozprawiamy się z kontrowersjami.
Pensja minimalna, zdjęcie ilustracyjne
Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Wyborcza.pl

Od 1 stycznia płaca minimalna wzrośnie do 4666 zł brutto za pełny etat. Ale czy wiecie, że istnieją sposoby obchodzenia tego limitu? Do powyższej kwoty zalicza się bowiem premie oraz wyrównania. "Tak długo, jak ostateczna kwota składa się na wynagrodzenie minimalne, to państwo polskie jest zadowolone i szczęśliwe. Przykładowo Jasiek ma 3500 brutto na umowie, 500 zł premii uznaniowej i 300 zł wyrównania do minimalnej" - pisze posłanka Razem, Marcelina Zawisza. Co gorsza, taki model rozliczeń szczególnie dotyczy budżetówki, co polityczka nazywa "patologią". Posłanka wyśmiewa też to, że w polskim systemie w ogóle występuje coś takiego, jak wyrównanie do pensji minimalnej. 

Zobacz wideo Patryk Kuzior: Politycy podnoszą pensję minimalną, by zdobyć społeczne poparcie

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przygotowało projekt, który znosiłby powyższy problem. Zgody na reformę tej kwestii nie wyraziły jednak resorty finansów oraz rozwoju, które, jak uważa Zawisza, "zepsuły" nowelizację. Póki co zostajemy więc w systemie, w którym w ustawie są wymienione konkretne dodatki i premie, jakie nie wliczają się do pensji minimalnej. Ministerstwo Finansów chwaliło się, że ten katalog w ostatnich latach został rozszerzony i będzie dalej rozszerzany. Część dodatków ma być jednak wliczana aż do końca 2027 roku. System jest zatem coraz bardziej skomplikowany. 

Przedsiębiorcy od lat straszą pensją minimalną. Mają rację?

Polska należy do krajów, w których pensja minimalna rosła w ostatnich latach najszybciej. Przedsiębiorcy od wielu lat straszą, że tak szybkie podwyżki zabijają biznesy i wpływają negatywnie na gospodarkę. Od lat przewijają się te same argumenty, wśród nich to, że praca w Polsce jest droga i nie możemy pozwolić sobie na dalsze zwiększanie kosztów pracy, bo przestaniemy być atrakcyjnym kierunkiem inwestycyjnym, a z rynku zniknie mnóstwo firm. 

A jednak, mimo że pensja minimalna wzrosła niemal trzykrotnie w ciągu ostatniej dekady, wbrew tym czarnym wizjom nasza gospodarka cały czas idzie w górę, a bezrobocie jest najniższe od 25 lat. -

Trudno znaleźć bardzo negatywne skutki podnoszenia pensji minimalnej z perspektywy całej gospodarki. Podnoszenie niższych wynagrodzeń powoduje mocniejszy wzrost konsumpcji, silniejszy wzrost gospodarczy i to w Polsce dobrze widzieliśmy w ostatnich latach

- mówi nam dr Jakub Rybacki, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. Rozłóżmy jednak argumenty przedsiębiorców na czynniki pierwsze. 

Spójrzmy najpierw na koszty pracy. Jak mówi dr Rybacki, podnoszenie minimalnego wynagrodzenia oczywiście może mieć negatywne skutki. Ale w Polsce nadal mamy na podwyżki dużą przestrzeń, wbrew temu, co twierdzą przedsiębiorcy. Bowiem według danych Eurostatu z 2023 roku godzina pracy w Polsce kosztowała 14,50 euro i nadal należała do najniższych we Wspólnocie. Średnia w UE wynosiła według najnowszych danych 31,80 euro. W Niemczech godzina pracy kosztowała w ubiegłym roku 41,30 euro, we Francji 42,20 euro, w Irlandii 40,20 euro, we Włoszech 29,80 euro a w Hiszpanii - 24,60 euro. W Czechach było to 18 euro, w Słowacji 17,20 euro, w Grecji 15,70 euro, wyższe koszty pracy są nawet na Litwie - 14,7 euro. 

A więc, mimo tego, że Polska w ostatnich latach bardzo dynamicznie i zdecydowanie podnosiła minimalne wynagrodzenie, praca w 2023 roku była "tańsza" jedynie w pięciu na 27 krajów Wspólnoty: Węgrzech (12,80 euro), Rumunii (11 euro), Bułgarii (9,3 euro), Łotwie (13,5 euro) oraz Chorwacji (14,4 proc.).

Mimo podnoszenia pensji minimalnej nie widać też, aby liczba przedsiębiorstw w Polsce spadała. Bynajmniej. Jest ich coraz więcej. Oczywiście, każdy upadek firmy to często bardzo osobista tragedia właścicieli i pracowników, ale dla gospodarki w ujęciu makroekonomicznym niekoniecznie jest dotkliwy. Podnoszenie płacy minimalnej jest dużym kłopotem dla mikrofirm. W Polsce jest ich znacznie więcej niż w gospodarkach rozwiniętych. Na domiar złego polskie mikrofirmy cechują się aż 2,5-krotnie mniejsza produktywnością niż wynosi średnia unijna. I owszem, wzrost najniższych wynagrodzeń wymywa część takich przedsiębiorstw z rynku, ale jak mówi dr Rybacki, liczba firm, które planują z tego powodu zwolnienia jest stosunkowo mała. - Prawdą jest też, że konsolidacja rynku pomogłaby Polsce osiągać szybszy wzrost gospodarczy - dodał nasz rozmówca.

Czy może w takim razie podnoszenie pensji minimalnej sprawia, że Polska przestaje być atrakcyjnym kierunkiem dla inwestycji z zagranicy? Pytany o te kwestię dr Rybacki z PIE wyjaśnił, że Polska przyciąga inny kapitał niż kiedyś, co wiąże się właśnie z rosnącymi kosztami pracy. Ich wzrost nie musi być więc złym zjawiskiem, bo przestajemy być montownią prostego sprzętu AGD. Dr Rybacki zauważa, że mamy mniej fabryk prostych plastikowych narzędzi, a więcej inwestycji w chmury danych, w baterie litowo-jonowe czy w sektor energetyki odnawialnej. - Inwestycje skręcają raczej w kierunku bardziej wyrafinowanej działalności - mówi nasz rozmówca. A to prowadzi nas do kolejnych możliwości, jakie daje podnoszenie pensji minimalnej. 

Polska ma co nadrabiać. Płaca minimalna może pomóc

Na konieczność zmiany modelu rozwoju Polski wskazuje wielu ekonomistów, choćby Marcin Piątkowski. W zmianie tego modelu pomaga zwiększanie kosztów pracy (do czego pensja minimalna ze swojej natury jest idealnym narzędziem), jak wykazał wyżej dr Jakub Rybacki. Wyższe koszty pracy to jednak nie tylko przyciąganie inwestorów z bardziej zaawansowanych gałęzi gospodarki. To również impuls do modernizacji dla firm już teraz operujących w Polsce, jak przed rokiem wykazywał na X ekonomista Jan Oleszczuk-Zygmuntowski. Jego zdaniem Polska również potrzebuje nowego modelu rozwoju. "Nasz model gospodarczy od 30 lat jest oparty o niskie koszty pracy relatywnie dobrze wykształconej populacji, kult za******lu oraz inwestycje zagraniczne firm, które widzą w nas bezpiecznego, nieskorego do buntu czy innowacji podwykonawcę" - pisał ekonomista. Jego zdaniem powinniśmy między innymi poprawić poziom automatyzacji. 

Polska w tej kwestii pozostaje w ogonie Europy. Jak pisał w 2021 roku Filip Lamański na łamach Obserwatora Gospodarczego, robotyzacja w Polsce jest na "żałośnie niskim poziomie". W 2022 r. mieliśmy 71 robotów na 10 tys. pracowników przemysłu. Regionalni partnerzy, Czechy - 189. Niemcy, europejski lider - 415. Światowa średnia w 2022 roku wynosiła 151 robotów na 10 tys. pracowników.  To przekłada się też na produktywność pracy - polska pod tym względem jest czwarta od końca w UE. 

Ale w jaki sposób podwyższanie kosztów pracy (choćby przez podwyżkę płacy minimalnej) ma napędzać w Polsce automatyzację? Oleszczuk-Zygmuntowski argumentuje tak: otóż dopóki przedsiębiorca wypracowuje zysk dzięki taniej pracy, nie ma żadnej racjonalnej finansowej przesłanki aby kupować maszyny. Impuls do tego można mu zapewnić ograniczając jego zyski. A to można zrobić poprzez podwyższanie pensji pracowników. Na Zachodzie o podwyżki walczą związkowcy lub ustala się je w ramach układów zbiorowych. "Automatyzacja i wprowadzanie najnowszych osiągnięć techniki to zatem skutki wywieranej presji ekonomicznej ze strony pracowników" - pisał ekonomista. Polska nie ma jednak takich tradycji, toteż nasze pensje pozostają stosunkowo niskie. Każdy pracownik musi sam prosić o podwyżkę.

Jak więc zmusić pracodawców, aby inwestowali w rozwój, w słabo uzwiązkowionym kraju, jakim jest Polska? Państwo ma narzędzie, które poprzez wzrost kosztów pracy może zmusić firmy do automatyzacji - mianowicie podnoszenie pensji minimalnej. W ten sposób zysk pracodawcy trafia w większej części do osób, które go wypracowały - do pracowników. Jeśli pracodawca będzie chciał utrzymać swój poziom zysków, będzie musiał poszukać alternatywnych sposób rozwoju i kupić na przykład maszynę, która zwiększy produktywność pracy, a zarazem jego zyski. 

W danych jest też widoczna korelacja (co nie oznacza od razu, że te rzeczy są ze sobą związane) między pensją minimalną a automatyzacją. W 2018 roku pensja minimalna brutto wynosiła 2,1 tys. zł, a robotów mieliśmy 42 na każde 10 tys. pracowników. W 2022 roku minimalna wzrosła do 3,1 tys. zł, a liczba robotów do 71/10 tys. pracowników. Dr Jakub Rybacki zwraca uwagę, że to akurat zbiegło się z trendem rosnącej automatyzacji w całej Europie, więc trudno mówić o jakiejś konkretnej zależności. Dodaje jednak, że w Polsce w tej materii podnoszenie pensji minimalnej waży więcej niż w Hiszpanii czy we Włoszech. 

Nasz rozmówca podkreśla też, że samo podnoszenie pensji minimalnej to za mało, aby zmienić model rozwoju Polski i przejść na tory wyspecjalizowanej gospodarki. Tym działaniom muszą towarzyszyć inne, jak szukanie odpowiednich kontaktów biznesowych czy tworzenie zachęt do innowacyjności. - Natomiast na pewno podnoszenie płacy minimalnej sprawia, że w gospodarce przestaje być miejsce na powtarzalne, bardzo niskie jakościowe wytwórstwo - mówi dr Rybacki. 

Warto też pomyśleć o podwyższaniu pensji minimalnej jak o inwestycji. Na minimalnej pracuje wielu nauczycieli, policjantów, urzędników czy pracowników ochrony zdrowia. Jeśli nie będziemy jej podnosić, z tych zawodów będzie odchodzić coraz więcej osób, bo niestety wiele zarabia pensję minimalną. A już teraz mamy problemy z wakatami w policji czy z gwałtownie rosnącą średnią wieku nauczycieli. 

Pensja minimalna ustalana na oślep

Oczywiście pensję minimalną można też - jak wszystko - wdrożyć bez głowy. "Przez lata ta płaca była tak niska, że przeważały pozytywne skutki podwyżek. Ale kolejne podwyżki są szarżą na oślep i mogą się okazać przestrzelone, szczególnie że gospodarka jest w fazie spowolnienia" - mówił Money.pl ekonomista Piotr Lewandowski. Pojawia się też pomysł, by zróżnicować płacę minimalną w zależności od regionu. W takim modelu działają choćby Niemcy. To wymagałoby jednak odpowiedniego nadzoru, by nie dopuścić do nadużyć. System ten byłby jednak szalenie skomplikowany i może nieść za sobą wiele wad - pisała "Rzeczpospolita".

Pensja minimalna nie istnieje w końcu w próżni. Jedna ustawa nic nie załatwia, jeśli brakuje otoczenia, które respektuje i kontroluje wprowadzone zasady. Często też jedna reforma powinna za sobą pociągnąć kolejne, tak by prawo nadążało za rzeczywistością - a nie zawsze się tak dzieje. 

Kacper Kolibabski
Więcej o: