Wielka kasa przy pracy na wiatrakach. Były górnik ujawnia: Zarobiłem dwa razy więcej, niż jako sztygar

Były górnik przekonuje, że praca przy wiatrakach opłaca się bardziej niż "kopalniana szychta". Mówi między innymi, iż w pierwszym miesiącu zarobił dwukrotnie więcej niż jako sztygar zmianowy.
Farma wiatrowa - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Zmiana zawodu: Jest mechanikiem turbin wiatrowych i byłym górnikiem. Bogdan Groborz mówi, że ponad trzy lata temu jedna ze spółek węglowych podjęła decyzję o rozwiązaniu zakładu górniczego, w którym pracował. Wówczas podjął zdecydował o zmianie zawodu. Nie pracował potem przez rok, jak podkreśla w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", robił "rozeznanie". 

Turbiny wiatrowe: Groborz przeczytał w tym czasie wiele artykułów o przebranżowieniu się górników. Jedną z podpowiedzi była praca przy turbinach wiatrowych. Ostatecznie spod ziemi, wylądował "w chmurach" i jak przekonuje, wiatraki mają bardzo dużo wspólnego z pracą w kopalni. Jego zdaniem i pod ziemią, i na górze człowiek musi się oswoić z ryzykiem i je ograniczać. - Praca na wysokościach grozi upadkiem z ponad stu metrów, co skutkuje pewną śmiercią, a w kopalni - zawaleniem i też nierzadko kończy się tragicznie - podkreśla. 

Zobacz wideo Marek Józefiak: Każda rodzina miesięcznie dopłacała około 30 złotych, by górnictwo funkcjonowało

Wysokie zarobki: Teraz, przy turbinach wiatrowych, były górnik pracuje od poniedziałku do soboty, po 10 godzin na dobę, rotacyjnie. - Przeważnie sześć tygodni spędzamy na wyjeździe, a później przez dwa odpoczywamy w domu - mówi. Turbiny, przy których pracuje Bogdan Groborz, zlokalizowane są w Skandynawii. Wcześniej była to Szwecja, obecnie Finlandia. - W pierwszym miesiącu pracy na turbinie zarobiłem dwa razy tyle, niż otrzymywałem miesiąc w miesiąc jako sztygar zmianowy pod ziemią w ciągu 24 lat - mówi były górnik i dodaje, że praca przy wiatrakach "bardziej się opłaca niż kopalniana szychta". Średnia stawka godzinowa "na turbinie" wynosi 74 zł. 

Na morzu jeszcze lepiej: Były górnik dodaje, że marzy mu się praca... na morzu, gdzie również instalowane są farmy wiatrowe. Jednak wymaga to dużego doświadczenia, więcej szkoleń i nowych certyfikatów. - Nie można przyjść z ulicy i wypłynąć w morze. Ale można lepiej zarobić. Wspomniana stawka 74 zł za godzinę 'na wodzie' nikogo nie satysfakcjonuje - podkreśla rozmówca "GW". W ubiegłym miesiącu informowaliśmy, że Orlen i Northland Power rozpoczęły budowę pierwszej farmy wiatrowej na polskim Bałtyku. Farma Baltic Power jest budowana na obszarze ok. 130 km2, porównywalnym do powierzchni Gdyni.

Nawet 50 tys. zł? Off-shore to nowe miejsca pracy i wysokie zarobki. Zdaniem ekspertów już w fazie inwestycyjnej pracę w off-shore znaleźć będzie mogło prawie 30 tys. osób. W kolejnej dekadzie, kiedy wyspy będą już produkowały energię elektryczną, na stałe będzie potrzeba przynajmniej 70 tys. pracowników. Docelowo może to być nawet 100 tys. osób - informował w ubiegłym roku portal bankier.pl. Według szacunków opartych na stawkach dostępnych przy podobnych europejskich projektach, najlepsi mogą zarobić nawet 50 tys. zł miesięcznie.

Zobacz także: Ogromne straty. Więcej na ten temat w tekście pt. "Miliardowe straty w górnictwie. Są najnowsze dane. 'Powiem Wam coś, co Wam rozwali głowę'"

Źródła:"Gazeta Wyborcza", bankier.pl

Więcej o: