Szok w Czechach. Prysnął mit o "demograficznym cudzie". "Za 400 lat nas nie będzie"

"Ach jo, co se to deje?" - mogli zakrzyknąć Czesi w ostatnich miesiącach, gdy spojrzeli na jeden z najważniejszych wskaźników, w którym przez lata przodowali w Europie. Jeszcze kilka lat temu nikt by w takie dane nie uwierzył.
Koniec 'cudu demograficznego' w Czechach
Ceský statistický urad // FOT. Damian Kramski / Agencja Wyborcza.pl

"Czesi wymrą za 400 lat" - brzmi szokująco, ale tak czeskie media alarmują o kryzysie demograficznym, który dopadł naszych południowych sąsiadów. Alarmy o "malejącej dzietności" i "starzeniu się społeczeństwa" w Polsce są dobrze znane. W końcu od tego zaczęła się historia 500+, które niejako ustawiło polską politykę w ostatniej dekadzie. Równolegle w Czechach na dzietność nie narzekano. Wielokrotnie Czechów braliśmy wręcz za przykład udanej polityki demograficznej.

Zobacz wideo Badania potwierdzają – najmłodsi są najbardziej podatni na radykalizację

Koniec "czeskiego cudu"? Zaskakująco złe dane

Mówiło się w kontekście Czech o "demograficznym cudzie". Nie tak dawno przecież, bo jeszcze w 2021 roku, współczynnik dzietności TFR (pokazujący, ile dzieci średnio urodziłaby kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego, gdyby intensywność urodzeń pozostałaby niezmienna na poziomie badanego roku) wynosił tam 1,83. W Polsce był wtedy na poziomie 1,33.

Tymczasem w ciągu dwóch lat spadł do poziomu 1,45, czym zbliżył się do średniej unijnej (1,38). W 2023 r. w Czechach urodziło się zaledwie 91,1 tys. dzieci. To o ponad 10 tys. mniej niż w 2022 r. Co więcej, ze wstępnych szacunków wynika, że 2024 r. był jeszcze gorszy. Prognozuje się, że na świat przyszło ok. 80 tys. Czechów. Jeśli się to potwierdzi, byłby to najniższy wynik w historii pomiarów od 1785 r. O żadnym "cudzie" nie może być więc już mowy.

Urodzenia i zgony w ziemiach czeskich od roku 1806
Urodzenia i zgony w ziemiach czeskich od roku 1806Ceský statistický urad
Zastanawiam się nad tym, dlaczego ten czeski cud demograficzny w pewnym momencie okazał się… no cóż, coraz bardziej przeszłością, a nie teraźniejszością

- zauważa dr Krzysztof Dębiec, który demografii w Czechach poświęcił swój najnowszy komentarz dla Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW).

To znaczy, sytuacja nie jest w tym momencie tragiczna. Jeśli spojrzymy na czeski współczynnik dzietności, to wciąż znajduje się on powyżej średniej Unii Europejskiej i jest znacznie wyższy niż w Polsce. Natomiast tempo, w jakim on spada, jest najszybsze w całej Unii Europejskiej - dodaje. 

Mogło się bowiem wydawać, że Czesi "zapobiegli" rozwinięciu się kryzysu demograficznego. Zasiłek macierzyński w wysokości 70 proc. wynagrodzenia wypłacany jest przez 28 tygodni po narodzinach dziecka, do tego zasiłek rodzicielski wynoszący w sumie ok. 59 tys. zł (wypłacany miesięcznie do 4. roku życia), dodatek na dziecko (nawet 280 zł miesięcznie, wypłacany do 26. roku życia dziecka, ale uzależniony od dochodów i wieku dziecka), ulgi podatkowe (dwu-czterokrotnie wyższe niż w Polsce) oraz urlop rodzicielski aż do 3. roku życia dziecka. To wszystko już jednak nie wystarcza. 

Młodzi ludzie nie chcą mieć dzieci. Dlaczego? 

Z najnowszego badania naukowców z Uniwersytetu Masaryka w Brnie i Uniwersytetu Karola w Pradze wynika, że między 2020 r. a 2022 r. odsetek osób w wieku 18-39 lat, które deklarują, że chcą mieć dzieci w dłuższej perspektywie, spadł z 39 proc. do 29 proc. (mowa o osobach bezdzietnych). Z kolei wśród wszystkich badanych (mających i niemających dzieci) odsetek osób, które w ciągu najbliższych trzech lat chcą mieć potomstwo, spadł z 42 proc. do 30 proc. W dramatycznym spadku dzietności widać potwierdzenie tych danych sondażowych. Należy więc postawić pytanie: co stało się z Czechami, że nie chcą już mieć dzieci?

- Wytypowałem dwie kwestie, które mogą odgrywać tu istotną rolę, z czego jedna faktycznie odróżnia Czechy od Polski - mówi ekspert OSW.

Mam na myśli kryzys spadku siły nabywczej płac, czyli realny spadek poziomu życia. Czeski rząd w relatywnie niewielkim stopniu kompensował szoki związane z inflacją, w tym wzrostem cen energii

- Według ostatnich danych Eurostatu, jeśli uwzględnimy parytet siły nabywczej, to Czesi wciąż płacą za prąd najwięcej w całej Unii Europejskiej. A jeśli spojrzymy na dane dotyczące siły nabywczej płac, to w każdym kolejnym kwartale lat 2022-2023 w ujęciu rocznym (czyli np. pierwszy kwartał 2022 względem pierwszego kwartału 2021 itd.) ta siła nabywcza spadała. To zdecydowanie odróżnia Czechy od Polski - tłumaczy w rozmowie z Next.gazeta.pl dr Krzysztof Dębiec. 

Mieszkania to nie tylko problem Polski. I tak mamy lepiej niż Czesi

O sytuacji ekonomicznej piszą także czeskie media. We wspomnianym już badaniu uwzględniono pewną pochodną problemów finansowych. Wynika z niego jednoznacznie, że posiadanie mieszkania nawet tylko na wynajem sprawia, że Czesi są bardziej skorzy do planowania przyszłości z dziećmi. Podkreślmy to wyraźnie: nawet wynajmowane mieszkanie daje Czechom poczucie jakieś niezależności, bo sytuacja na tamtejszym rynku mieszkaniowym jest dramatyczna. 

Czechy znajdują się w absolutnej czołówce państw europejskich, jeśli przeliczymy, ile średnich pensji musi wyłożyć mieszkaniec danego kraju, aby zakupić mieszkanie o określonym standardzie. Według badania firmy doradczej Deloitte opublikowanego w ub.r. na mieszkanie o powierzchni 70 m2 trzeba przeznaczyć ponad 13 rocznych wynagrodzeń. To najwięcej z 18 analizowanych państw. Polska jest w połowie stawki z wynikiem 7,9

- tłumaczy analityk OSW.

- W szczególności Praga, będąca niekwestionowanym centrum kraju, od lat boryka się z problemem niedostatku mieszkań. Powstają one w zdecydowanie niewystarczającej liczbie, a jeśli już są dostępne, to bardzo drogie - zauważa. - Dodatkowo istotną kwestią jest sposób wykorzystywania mieszkań. Wiele z nich przeznaczonych jest na wynajem krótkoterminowy dla turystów. W Polsce to zjawisko nie jest aż tak powszechne, ale w Czechach ma znaczny wpływ na rynek mieszkaniowy, co odbija się negatywnie na osobach poszukujących wynajmu długoterminowego - dodaje. 

Kryzys demograficzny pogrąża Unię Europejską. W tle wojna w Ukrainie

Problem z demografią to jednak problem nie tylko Czechów, ale całej Unii Europejskiej. Tak naprawdę, jak zauważa dr Dębiec, tylko trzy państwa stanowią wyjątek: Portugalia, Bułgaria i Cypr. To, co łączy te kraje, to ich stosunkowo duża odległość od największego konfliktu zbrojnego w Europie od czasów II wojny światowej, czyli wojny Rosji z Ukrainą. I tu upatruje drugi główny powód spadku dzietności w Czechach.

- Czechy nie są państwem flanki wschodniej i nie graniczą ani z Rosją, ani z Ukrainą, a jednak w przestrzeni medialnej ten temat jest szeroko dyskutowany. Wyniki sondaży pokazują, że Czesi mocno utożsamiają się z Ukraińcami i w ogóle silnie przeżywają ten konflikt, odczuwając wzrost obaw związanych z wojną. Widać to na przykładzie danych: w latach 2021-2023 odsetek Czechów, którzy wyrażają obawy z powodu wojny, wzrósł z 11 proc. do 43 proc. - podaje analityk OSW.

Wskazuje, że jest jeszcze jeden czynnik wyróżniający Czechy na tle Europy. To największa w przeliczeniu na mieszkańca liczba przyjętych uchodźców z Ukrainy. Polska znajduje się pod tym względem na drugim miejscu, ale Czesi wyraźnie przodują. Według danych z końca stycznia u naszych południowych sąsiadów jest 36 uchodźców na 1000 mieszkańców. - Obecność tak dużej liczby Ukraińców może w pewnym stopniu wpływać na społeczne postrzeganie konfliktu i uświadamiać Czechom, że wojna wcale nie jest tak odległa - zauważa dr Krzysztof Dębiec. Zauważa także, że ich obecność mimo "argumentów moralnych" jeszcze pogorszyła sytuację na rynku mieszkaniowym. 

Czesi nie są też wolni od powodów kulturowych, które są trochę trudniej mierzalne, ale występują tak naprawdę całej Europie. - Chodzi m.in. o dekompozycję tradycyjnego modelu rodziny i zmianę podejścia do związków. Znacząco przesunął się też moment, w którym kobiety rodzą pierwsze dziecko: w Czechach od 1990 do 2023 roku średni wiek matki przy pierwszym porodzie wzrósł aż o 5 lat. Wszystkie te procesy wpływają na sytuację demograficzną. Ostatecznie widzimy jedynie efekt końcowy złożonej interakcji czynników kulturowych, ekonomicznych i społecznych - zauważa dr Krzysztof Dębiec. Do tej listy dorzucić można skupienie bardziej na karierze, niż rodzicielstwie, o czym wspominali młodzi Czesi w przytaczanym już badaniu. 

Czy Czesi obudzili się za późno? "Nic nie jest dane na zawsze"

Mimo to Czesi zachłyśnięci swoimi sukcesami demograficznymi ostatnich lat (chociaż wciąż był to wynik poniżej zastępowalności pokoleń, wynoszącej między 2,10 a 2,15), przespali moment, gdy demografia zaczęła się im wymykać spod kontroli.

Temat ten w Czechach zaczął wybrzmiewać dopiero w ostatnim roku, co sprawia, że są one w pewnym sensie dwa kroki do tyłu w porównaniu do krajów, które wcześniej zaczęły podejmować działania w tym zakresie

- zauważa analityk OSW.

- W Czechach nie ma odpowiednika polskiego programu 500+, a istniejące świadczenia rodzinne są przyznawane na nieco innych zasadach i w znacznie mniejszej wysokości. Dyskusja na ten temat dopiero się rozwija. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że nowy czeski rząd, który zostanie wyłoniony po jesiennych wyborach do Izby Poselskiej, uwzględni w swoim programie kwestie związane ze wspieraniem dzietności i polityką prorodzinną. Można więc powiedzieć, że Czesi dopiero się budzą ze świadomością tego problemu i pozostaje nam czekać, w jaki sposób podejdą do jego rozwiązania - dodaje. 

Współczynnik dzietności w Czechach
Współczynnik dzietności w CzechachCeský statistický urad

Dlatego dr Krzysztof Dębiec z lekkim dystansem, ale jednak przykład Czech nazywa "przestrogą". -Współczynnik dzietności wykazuje spore fluktuacje. Nie można bowiem powiedzieć, że przez całe lata 90. i większość XXI wieku w Czechach był on wyższy niż w Polsce. Jeśli spojrzymy na dane z lat 90., to aż do 2003 roku Polska miała wyższy współczynnik dzietności niż Czechy. W pewnym momencie spadł on w Czechach nawet do poziomu 1,1 - przypomina. - To można powiązać z okresem reform i transformacji systemowej lat 90., która wiązała się ze spadkiem poziomu życia i poczucia bezpieczeństwa. W momencie, gdy te czynniki zaczęły się w pewien sposób stabilizować, nastąpiło odbicie - dodaje. 

- Nie chciałbym jednak popadać w skrajności, ponieważ mimo wszystko istnieją również czynniki kulturowe, które przyczyniły się do tego, że przez pewien czas Czesi byli "prymusami" w tej dziedzinie. Następnie przyszedł 2021 r., kiedy różne czynniki złożyły się na to, że w Czechach nastąpiło pewne odbicie. W pewnym sensie Czechy mogą być dziś przestrogą: głównie w tym kontekście, że kwestie związane zarówno z demografią, jak i migracjami nigdy nie są dane raz na zawsze. Zmiany w tych obszarach mogą być bardzo dynamiczne, co pokazały lata 2022-2023 - puentuje dr Krzysztof Dębiec. 

Źródła: OSW, Novinky.cz, Forum24, Seznam Zpravy, Český statistický úrad

Więcej o: