Prezes CCC nie pobiera wynagrodzenia. Zdradził dlaczego. "To uczciwe"

Dariusz Miłek, prezes giganta odzieżowego CCC nie pobiera wynagrodzenia. W wystąpieniu podczas wydarzenia Impact'25 zdradził, dlaczego nie otrzymuje pensji oraz jak firma poradziła sobie z kryzysem finansowym.
Właściciel CCC Dariusz Miłek
Fot. materiały prasowe

- Nie wiedziałem, jaką pensję sobie ustalić. Za niska? Za wysoką? Byłby wstyd. Mamy więc taki program, skierowany do mnie i do mojej kadry menedżerskiej: jeżeli kurs akcji przekroczy określoną wartość, to wtedy zaczynają się premie - wyjaśnił Dariusz Miłek, prezes CCC podczas wystąpienia na Impact'25 w Poznaniu. - Uważam, że to bardzo uczciwy program. Został dobrze przyjęty na rynku. Małe wzrosty nas nie interesują - dodał jeden z najbogatszych Polaków i założyciel firmy. "Forbes" szacuje jego majątek na 1,5 mld dol. Można powiedzieć, że to także "nowy - stary" prezes, bo był na tym stanowisku od 2009 r. do 2016 r., a później wrócił dopiero w 2023 r., gdy firma wpadła w kłopoty finansowe m.in. z powodu pandemii. 

Zobacz wideo

Dariusz Miłek wziął sprawy w swoje ręce

Z punktu widzenia właściciela - oddanie sterów menedżerom zewnętrznym spowalnia procesy. Zdecydowanie, moim zdaniem. Tworzą się struktury, przynajmniej u mnie tak było, które komplikują zarządzanie. Nie chodziło o to, że "wyjechałem na wakacje", tylko zajmowałem się innymi rzeczami: ekspansją, pozyskiwaniem licencji, produktem. A cała organizacja i piony operacyjne działały osobno

- wyjaśniał.

- Każdy menedżer jest ambitny, a jeszcze jak to nie są jego pieniądze, to tym bardziej tworzy struktury: sieć dyrektorów, zastępców, specjalistów. W efekcie proces decyzyjny się wydłuża. Nikt nie ponosi jednoosobowej odpowiedzialności, decyzje są kolektywne. W pewnym momencie uznałem, że tak się nie da działać. Wracamy do modelu właścicielskiego, bliżej firmy rodzinnej - zarządzanej przeze mnie, ale przede wszystkim z szybkim podejmowaniem decyzji, że jak decyzja ma zapaść jutro, to zapada jutro - dodawał. 

Zamykano sklepy i wymyślono HalfPrice. Tak CCC zareagowało na pandemię

A tych decyzji w trudnym pandemicznym czasie było sporo. - Podjęliśmy decyzję, żeby zamknąć trzy kraje - Szwajcarię, Austrię, Niemcy. Blisko 500 sklepów. To była bardzo, bardzo trudna decyzja, ale widać, że słuszna - na tamten czas - wspomina Dariusz Miłek. Spółka wyemitowała także dwukrotnie akcje ratunkowe, by uratować płynność. Pandemiczny 2020 r. spółka zamknęła z 988,9 mln zł, a łącznie ze stratami z działalności zaprzestanej - 1,28 mld zł. - Blisko 6 miesięcy mieliśmy sklepy zamknięte. Produkcja jednak cały czas w naszych fabrykach działała. Był taki moment, że mieliśmy 35 milionów par butów na magazynie. I zamknięte sklepy, a trzeba było to przetrzymać i zacząć sprzedawać. Nie tylko szyć - dodaje prezes CCC. 

- My nie sprzedajemy tam po to, żeby "sprzedać cokolwiek". My mamy wiele kanałów: e-commerce  i HalfPrice, który wymyśliliśmy w pandemię. Bo co generuje ruch? W tamtym czasie mieliśmy duże, przeszacowane powierzchnie handlowe, często na elastycznych umowach. Od razu do dyspozycji było 3-40 punktów w Europie. To nam pozwoliło szybko zareagować - opwoaida dalej Dariusz Miłek. - Mieliśmy sklepy, mieliśmy zapas, mieliśmy końcówki z Modivo. Mieliśmy relacje z markami, dostęp do produktów. I byliśmy w stanie uruchomić taki koncept. Nikt w Europie nie otworzył skutecznie sieci off-price. Były próby, ale nieskuteczne. Dziś nie ma żadnej dużej sieci off-price, która by się utrzymała. A przecież - kto nie chce kupować za pół ceny? Samo hasło jest dobre, dostępność rewelacyjna, wszyscy rozumieją, o co chodzi - dodaje.

Więcej o: