Przywódcy G7 przygotowali projekt wspólnego oświadczenia wzywającego do deeskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego - dowiedziała się Agencja Reutera. W Kananakis w Kanadzie trwa szczyt najbardziej uprzemysłowionych państw świata. Zebrali się tam przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch, Francji. Kanady, Stanów Zjednoczonych, Japonii oraz Unii Europejskiej. Szczyt potrwa do wtorku 17 czerwca.
To na razie medialne przecieki, ale w oświadczeniu oprócz wezwań do deeskalacji miały znaleźć się zobowiązania państw uczestniczących w spotkaniu do ochrony stabilności rynków, w tym rynku energii. Przypomnijmy, że na świat ropy naftowej spory wpływ ma to co obecnie dzieje się wokół Iranu oraz przede wszystkim to, co dzieje się w Cieśninie Ormuz. Iran jest trzecim największym producentem ropy naftowej w OPEC, a przez wspominaną cieśninę przepływa blisko 20 proc. światowego morskiego transportu ropy naftowej. Oprócz tego w oświadczeniu ma znaleźć się zapis mówiący, że Iran "nigdy nie może zdobyć broni jądrowej", a Izrael "ma prawo do samoobrony".
O tym co znajdzie się w oświadczeniu, dużo mówią wypowiedzi najważniejszych polityków. Brytyjski premier Keir Starmer stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że wydaje mu się, iż istnieje zgoda co do deeskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron przed szczytem podkreślał, że nikt nie chce, żeby Iran wszedł w posiadanie broni nuklearnej. - Jesteśmy zjednoczeni. Wszyscy chcemy powrotu do negocjacji - mówił.
W tym roku gospodarze szczytu zrezygnowali z wydania obszernego, wspólnego komunikatu po zakończeniu szczytu. Jak informuje Reuters, przywódcy przygotowali zamiast tego kilka krótszych komunikatów, dotyczących między innymi deeskalacji konfliktu pomiędzy Iranem a Izraelem, kwestii migracji czy sztucznej inteligencji. Żaden z dokumentów nie został zaakceptowany przez Stany Zjednoczone. Niewykluczone, że powtórzy się scenariusz z poprzedniej kadencji Donalda Trumpa, gdy podczas szczytu w Kanadzie w 2018 r., wycofał poparcie USA dla wspólnego oświadczenia. Tak naraził się tym Grupie, że szczyt w 2019 r. był jego ostatnim, mimo że kadencję zakończył w 2021 r.
Teraz amerykański prezydent też już zdążył "podpaść" Grupie. Szczyt rozpoczął się od spotkania premiera Kanady Marka Carneya z prezydentem USA. Przywódca Kanady podkreślał ważną rolę, jaką w G7 odgrywają Stany Zjednoczone. W odpowiedzi Trump wyraził rozczarowanie nieobecnością Putina. - To była grupa G8, ale wyrzucili Rosję, co było wielkim błędem. Już wtedy to mówiłem. Tyle rozmawiamy od Rosji, a nie ma jej przy stole - ubolewał. Mimo że Rosja została wyrzucona z grupy G8 po aneksji Krymu, Trump powiedział, że nie było powodu do podejmowania takiej decyzji. - Nawet nie uważam, że Putin wówczas był naszym wrogiem - mówił prezydent USA.
Przeczytaj też: Coś dziwnego dzieje się nad Polską. "Zakłócenia sygnału GPS".
Źródła: G7, Reuters, IAR, CNBC