Do tej pory europejskie elity apelowały i potępiały. Niewiele zmieniała presja zszokowanych skalą izraelskiej przemocy obywateli i ich autorytetów. UE, która miała ambicje być globalnym imperium normatywnym i prymuską w dziedzinie praworządności, pozostawała bezczynna. W obliczu ignorowania przez Izrael orzeczeń międzynarodowych trybunałów i krytycznych opinii instytucji ONZ - kraje rozwijające się oskarżają Europejczyków o hipokryzję.
Poza tym, Unia Europejska jest coraz bardziej marginalizowana przez amerykańską administrację i okazuje się bezsilna w grze międzynarodowej. Jednak skala palestyńskiego cierpienia oraz sabotowanie przez rząd Izraela pomocy dla głodujących Palestyńczyków mobilizują rosnącą liczbę krajów do działania.
W maju - tradycyjnie przychylna Izraelowi - Holandia oficjalnie zwróciła się do Komisji Europejskiej o sprawdzenie, czy Izrael nie łamie reguł umowy stowarzyszeniowej z UE. Wcześniej o zawieszenie tego porozumienia występowały Hiszpania i Irlandia, ale bezskutecznie. Tym razem Holandię poparło 17 państw (m.in. Polska). I jak wynika z ostatnich nieoficjalnych informacji brukselskich mediów, Europejska Służba Działań Zewnętrznych, czyli unijna służba dyplomatyczna potwierdziła te zarzuty. "Istnieją przesłanki, aby uznać, że Izrael naruszył swoje zobowiązania w zakresie praw człowieka w ramach artykułu 2. Umowy o stowarzyszeniu UE-Izrael" – piszą brukselscy urzędnicy.
UE zawiera umowy stowarzyszeniowe z krajami z, którymi chce zacieśnić współpracę, ich celem jest uprzywilejowana wymiana handlowa z sąsiadami, sojusznikami lub chętnymi do członkostwa - w handlu i kluczowych dziedzinach gospodarczych. Podobnie jak w umowach z innymi krajami i w tej z Izraelem Bruksela zapisała też klauzulę "o ochronie praw człowieka i zasad demokracji". Głosi ona, że kraje mają obowiązek kierować się tymi wartościami w polityce wewnętrznej i zewnętrznej. O tym właśnie jest art. 2.
Najbardziej szanowane międzynarodowe organizacje prawnoczłowiecze od miesięcy oskarżają Izrael o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości, a nawet o ludobójstwo (Amnesty) lub akty ludobójcze (Human Rights Watch). Również instytucje Organizacji Narodów Zjednoczonych udokumentowały szereg potencjalnych naruszeń prawa międzynarodowego - od ataków z powietrza na gęsto zaludnione miasta przez zbrodnie wobec dzieci i przemoc seksualną po głodzenie Palestyńczyków. Międzynarodowy Trybunał Karny ściga nawet m.in. premiera Benjamina Netanjahu listem gończym (zarzuty dotyczą m.in. głodzenia). Również Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w ostatnich latach podjął szereg decyzji przeciwko Izraelowi, nakazał mu m.in. powstrzymać się od "działań mogących naruszać Konwencję o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa" w Gazie. Nakazy zaprzestania łamania prawa międzynarodowego dotyczą też Zachodniego Brzegu Jordanu.
Autorzy unijnego raportu również przywołują "bezprecedensowy poziom zabójstw i obrażeń cywilów", ataki na szpitale i przesiedlenie około 90 procent ludności Gazy. Podkreślają przy tym bezkarność sprawców. "Izrael ma prawo do samoobrony, ale to, co widzimy w praktyce w Izraelu, wykracza poza samoobronę" - podsumowała w Parlamencie Europejskim szefowa unijnej dyplomacji, Kaja Kallas.
"Choć to mile widziany pierwszy krok, to jednak jest on również druzgocąco spóźniony. (...) Ośmieleni bezczynnością UE – a nawet wspierani przez niektóre państwa UE – przywódcy Izraela obnosili się ze swoimi ludobójczymi celami. Nieoficjalna polityka appeasementu UE wobec Izraela jest sprzeczna z zobowiązaniami państw członkowskich i zostanie osądzona przez historię" - komentowała Amnesty International, która od dawna wzywa Unię Europejską, by przestała wspierać izraelską przemoc. Francesca Albanese, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. terenów okupowanych ocenia, że unijna bezczynność to współodpowiedzialność za zbrodnie - "wzywam do postawienia wysokim urzędnikom UE zarzutów współudziału w zbrodniach wojennych". Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem w Genewie (GIPRI) złożył w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości skargę przeciwko szefowej Komisji Europejskiej właśnie za współudział w zbrodniach wojennych.
Ministrowie spraw zagranicznych będą o wynikach przeglądu umowy stowarzyszeniowej dyskutować podczas dzisiejszego (poniedziałek) spotkania w Brukseli. Pod koniec tygodnia z tematem zmierzają się też na szczycie przywódcy państw członkowskich. Dojście do decyzji może jednak zająć słynącej z powolnej biurokracji Unii wiele miesięcy. Nie trudno przewidzieć, że "prawa do obrony" Izraela (na dotychczasowych zasadach) będą bronić najwierniejsi sojusznicy - Niemcy i Austria. Dystans wobec przeglądu manifestowały też rządzone przez Georgię Meloni Włochy oraz Węgry pod wodzą Viktora Orbana. Te ostatnie zablokowały wcześniej unijne sankcje wobec odpowiedzialnych za przemoc na Zachodnim Brzegu - żydowskich osadników.
Całkowite zerwanie umowy wymagałoby jednomyślności wszystkich 27 państw członkowskich, a na to nie ma szans. Bruksela rozważa więc półśrodki, które mogłyby zostać przyjęte kwalifikowaną większością głosów krajów. Jedną z opcji jest zawieszenie umowy handlowej. Wielka Brytania na razie poszła najdalej i zawiesiła już rozmowy o poszerzonej umowie handlowej z rządem Netanjahu.
Minister spraw zagranicznych Belgii Maxime Prevot poinformował natomiast, że wraz z ośmioma innymi państwami (w tym Polską) wystąpił do Komisji o zbadanie, w jaki sposób handel towarami z nielegalnych osiedli żydowskich na okupowanych przez Izrael palestyńskich terytoriach "zostanie podporządkowany reżimowi prawa międzynarodowego". Już w ubiegłym roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości przestrzegł przed wspieraniem działalności gospodarczej, "która pomaga utrzymać nielegalną sytuację na okupowanym terytorium palestyńskim". Belgia pyta, jak Unia Europejska zamierza się do tego orzeczenia dostosować.
UE jest największym partnerem handlowym Izraela - dwustronną wymianę wycenia się na ponad 42 miliardy dolarów (2024 r.). Krytycy zawieszenia umowy ostrzegają przed negatywnymi konsekwencjami gospodarczymi dla wszystkich stron oraz przekonują, że lepiej zachować dialog, by próbować na Izrael wpływać. "Eksperci ostrzegają przed efektem domina na inwestycje w Izraelu i ogólne środowisko biznesowe" - komentował europejskie inicjatywy "Times of Israel". Według gazety, szczególnie bolesna europejska decyzja może być dla eksporterów w dziedzinie najnowszych technologii i cyber usług.
Nie wydaje się jednak, by zdeterminowanego by utrzymać się u władzy i mającego poparcie Trumpa Benjamina Netanjahu poważniej obeszła decyzja UE. Jednak zawieszenie umowy handlowej zwiększy koszty prowadzenia przez Tel Awiw rzezi oraz wzmocni rosnącą izolację Izraela na świecie.