Chiny rozmawiają z UE. I co? "Moje oczekiwania wobec tego szczytu są zerowe"

Maria Mazurek
Miał być dwudniowy, a będzie trwał tylko jeden dzień. Miał odbyć się w Europie, a ma miejsce w Pekinie. Atmosfera na szczycie UE - Chiny może być lodowata. - De facto tego szczytu nie ma - mówi wręcz jeden z ekspertów. Dlaczego go zatem nie odwołano? Jest wyjaśnienie.
Szczyt UE - Chiny odbędzie się 24 lipca 2025 r.
Fot. REUTERS/Wang Zhao

- Ten szczyt to tak naprawdę dwa bankiety, tzw. lunche robocze. Jeden z Xi Jinpingiem i drugi, wieczorem, z premierem Li Qiangiem. Europejska delegacja jest zresztą w Azji z racji wizyty w Japonii, wracając stamtąd pojawi się w Pekinie - mówi dr Michał Bogusz, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich i autor bloga Za Wielkim Murem. 

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa są dziś (w czwartek 24 lipca) w Chinach. To spotkanie cykliczne, 25. taki szczyt, odbywający się w 50. rocznicę ustanowienia relacji dwustronnych UE - Chiny. Okrągłe liczby, tylko co z tego, skoro wiele wskazuje na to, że rozmowy do niczego nie doprowadzą albo dadzą bardzo niewiele. Już doniesienia o skróceniu szczytu i niejasności co do miejsca jego organizacji sugerują, że strony - a przynajmniej jedna z nich - nie są do spotkania nastawione mocno pozytywnie. Dlaczego Xi Jinping nie przyjechał do Brukseli, choć w teorii powinien? 

Zobacz wideo Trump naprawia bilans handlowy, ale nikt nie chce amerykańskich dóbr

Szczyt UE - Chiny. "Oczekiwania są zerowe"

- W zeszłym roku szczytu nie było, a według Chińczyków miał się on odbyć w Europie, więc ta lokalizacja "przepadła" i w tym roku spotkanie wypada w Chinach. Argumentowali, że Xi Jinping w związku z tym nie miał w planach wyjazdu poza kraj. Poza tym, normalnie nie bierze w tych szczytach udziału, Chiny reprezentuje na nich premier. Na ostatnim Xi wprawdzie był, ale była to wideokonferencja, spotkanie zdalne z racji pandemii - tak to tłumaczą. Dużo jest tutaj takiego dyplomatycznego tańca, który ma pokazać, że wszystko niby jest w porządku - wyjaśnia zamieszanie organizacyjne dr Bogusz. 

Odrzucenie przez Xi zaproszenia do Brukseli zostało przez Unię Europejską uznane za afront - donosił "Financial Times", dodając, że w reakcji UE zablokowała w ubiegłym miesiącu "flagowe spotkanie gospodarcze". Obecność chińskiego przywódcy Xi Jinpinga oficjalnie potwierdzono zresztą dopiero we wtorek, w zasadzie tuż przed planowanym spotkaniem, wcześniej pojawiały się nawet przecieki sugestii, że wcale nie musi się na nim pojawić. To pokazuje, jak Pekin nastawia się do rozmów.

A z czym UE tam pojechała? "Tematem szczytu będzie stan stosunków dwustronnych oraz globalne wyzwania geopolityczne, w tym agresja Rosji na Ukrainę. Przywódcy omówią sposoby zapewnienia bardziej zrównoważonych, wzajemnych i korzystnych dla obu stron stosunków handlowych, a także obszary wspólnego zainteresowania, takie jak zmiany klimatu, bioróżnorodność i rozwój zielonej transformacji. UE będzie również orędować na rzecz ochrony i utrzymania multilateralizmu oraz porządku międzynarodowego opartego na zasadach" - głosi oficjalny komunikat. 

Moje oczekiwania wobec tego szczytu są zerowe. De facto tego szczytu nie ma. Nie ma żadnych otwartych linii negocjacyjnych między UE a Chinami. Mamy jakieś rozmowy o zastąpieniu obecnego mechanizmu taryf na samochody elektryczne, ale nie widać tam szansy na porozumienie, choć negocjacje trwają od miesięcy. Do tego Pekin odpalił temat eksportu metali ziem rzadkich

- podkreśla Michał Bogusz. 

I rzeczywiście, oczekiwania co do efektów rozmów są tym razem bardzo nisko. Relacje na linii Pekin - Bruksela są napięte i bardzo chłodne, zarówno na poziomie gospodarczym, jak i politycznym - głównie z powodu starć handlowych oraz wątku rosyjskiej wojny w Ukrainie. Ursula von der Leyen pokazuje ostatnio twarde stanowisko wobec Chin, oskarżała je niedawno m.in. o "wspieranie rosyjskiej gospodarki wojennej" oraz o to, że zalewają świat swoimi nadwyżkami mocy produkcyjnych.

W zeszłym tygodniu UE ogłosiła sankcje, które uderzyły także w dwa małe chińskie banki współpracujące z rosyjskimi podmiotami. W efekcie Chiny zapowiedziały działania odwetowe. Przypomnijmy, że w zeszłym miesiącu szef chińskiej dyplomacji Wang Yi powiedział swojej odpowiedniczce z UE Kai Kallas, że Pekin nie chce, by Rosja przegrała wojnę w Ukrainie, ponieważ wtedy Stany Zjednoczone mogłyby skupić się na Azji i Chinach. 

Wcześniej, jesienią zeszłego roku, Unia nałożyła cła na chińskie samochody elektryczne - w reakcji Pekin rozważa wdrożenie ceł na nabiał lub mięso w UE. 

Po co Xi Jinping rozmawia z Ursulą von der Leyen? 

Dlaczego zatem to spotkanie w ogóle się odbywa, skoro nie ma nadziei, że uda się wypracować jakiekolwiek istotne konkrety? 

Tegoroczny szczyt był planowany w innej sytuacji niż mamy obecnie. Teraz jest on w zasadzie bezprzedmiotowy, ale jego odwołanie byłoby jeszcze gorsze - i dlatego do spotkania dojdzie

- mówi ekspert OSW w rozmowie z Next.gazeta.pl. - W styczniu, kiedy ustalano jego ramy, Europejczycy sądzili, że Chińczycy będą w stanie wojny handlowej z Amerykanami, a Europa w międzyczasie z USA się dogada i będzie mogła z Chinami rozmawiać z nieco silniejszej pozycji. Tymczasem okazało się, że Chiny zagwarantowały sobie handlowe zawieszenie broni z USA, zresztą postrzegają to jako swój taktyczny sukces. Donald Trump nie porozumiał się za to z UE, a nawet zaczyna ją dociskać coraz mocniej. Chiny poczuły się więc silniejsze, nie czują, że muszą iść na ustępstwa z Brukselą, a nawet że można Unię jeszcze mocniej docisnąć - dodaje dr Bogusz. 

Wspólnego komunikatu po szczycie, zwyczajowej formalności przy tego typu spotkaniach, nie ma się co spodziewać. Jak zaznacza rozmówca Next.gazeta.pl, ostatni taki komunikat ze szczytu UE - Chiny pojawił się w 2019 roku. Jedyne, czego można się spodziewać, to ogłoszenie jakiegoś kompromisu w dziedzinie walki ze zmianami klimatu. - Istnieje oczywiście możliwość, że Xi Jinping z jakiegoś strategicznego powodu podejmie decyzję, że jednak należy dokonać realnego ustępstwa wobec Europy. Powodem mógłby być aspekt wewnętrznej sytuacji Chin, którego my nie znamy, bo Chiny takich informacji bardzo pilnują - mówi ekspert OSW. 

Wygląda to wszystko tak, jakby do szczytu doszło tylko po to, by podtrzymać jakiekolwiek wzajemne relacje stron. "Wiemy, że w wielu kwestiach nie zgadzamy się z Chinami, ale wierzymy, że ważne jest prowadzenie tego rodzaju bezpośrednich, otwartych i konstruktywnych rozmów" - powiedział Agencji Reutera jeden z unijnych urzędników.

Relacje UE - Chiny przechodzą gwałtowną transformację, której podstawą jest urealnienie postrzegania drugiej strony, zwłaszcza przez UE. Nie wszyscy we Wspólnocie zmieniają postrzeganie Chin w tym samym tempie, ale to postępuje

- podsumowuje dr Bogusz. 

Czytaj też: Metan zaszyty w wiatrakach. Surowiec leży na polach albo się marnuje. Dlaczego?

Maria Mazurek
Więcej o: