Dopiero od 2008 r. w Polsce istnieje prawo, które zobowiązuje przedsiębiorców do wypłaty wynagrodzenia w zamian za możliwość korzystania z gruntów pod infrastrukturę przesyłową taką jak np. linie energetyczne, gazociągi i wodociągi. Obecność instalacji ogranicza możliwości zabudowy, obniża wartość działki i wymaga zapewnienia dostępu dla ekip technicznych. Przed tym rokiem instalacje nie były objęte żadną formalną procedurą, a właściciele działek nie otrzymali za nie wynagrodzenia. Zmiana przepisów z 2008 r. nieco tę sprawę unormowała, ale wciąż jej nie naprawiła.
Powstała bowiem luka prawna. W całym kraju jest ok. 20 mln nieruchomości, na których jest infrastruktura przesyłowa, i znaczna część tych instalacji została zamontowana na działkach jeszcze przed 2008 r. Formalnie nie były one więc obciążane żadną dodatkową rekompensatą. "Brak regulacji dotyczących urządzeń wybudowanych przed 2008 r. doprowadził do licznych sporów. Przedsiębiorcy powoływali się w nich na zasiedzenie, a właściciele działek - na naruszenie prawa własności" - wyjaśnia Kancelaria Łebek, Madej i Wspólnicy. "Właściciele takich nieruchomości byli dotąd traktowani w różny sposób, zależnie od tego, kiedy powstała infrastruktura. Instalacje wzniesione w czasach PRL często nie były objęte żadną formalną procedurą, a właściciele działek nie otrzymali za nie wynagrodzenia" - dodają.
Trybunał Konstytucyjny uznał więc, że "żadne chronione konstytucyjnie wartości nie uzasadniają uprzywilejowania przedsiębiorstw przesyłowych kosztem właścicieli nieruchomości, co dzieje się na skutek dopuszczenia możliwości zasiedzenia służebności gruntowej odpowiadającej treścią służebności przesyłu w okresie, gdy instytucja służebności przesyłu była w Polsce nieznana". Innymi słowy, zdecydował, że praktyka korzystania przez firmy zajmujące się przesyłem energii elektrycznej z prywatnych gruntów bez umów i bez wynagrodzenia jest niezgodna z konstytucją.
"Wyrok TK wzmacnia pozycję właścicieli nieruchomości i wymusza bardziej przejrzyste działania przedsiębiorstw przesyłowych. Może prowadzić do uregulowania sytuacji tysięcy działek, na których infrastruktura znajduje się od dziesięcioleci bez formalnych podstaw prawnych. Dla właścicieli oznacza to realną możliwość odzyskania należnych rekompensat. Dla przedsiębiorstw - konieczność weryfikacji dotychczas stosowanych praktyk" - piszą prawnicy Kancelarii Łebek, Madej i Wspólnicy. Prawnicy spodziewają się, że taki wyrok TK wywoła falę procesów o odszkodowania. Orzeczenie jest bowiem ostateczne i wiążące zarówno dla sądów powszechnych, jak i Sądu Najwyższego. Roszczenia mogą dotyczyć m.in. wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z gruntu, ustanowienie służebności przesyłu za opłatą oraz odszkodowanie za spadek wartości nieruchomości.
"Otwiera się droga do uzyskania wysokich rekompensat przez właścicieli gruntów za ograniczenie ich prawa własności" - pisze radca prawny Emil Mędrecki. "To może być przełom dla milionów właścicieli nieruchomości - koniec stawiania urządzeń bez zgody i zapłaty" - wtóruje mu adwokatka Barbara Krajewska. Także sędzia Kamila Borszowska-Moszowska zauważa, że "to daje właścicielom nieruchomości, na których są posadowione słupy energetyczne, narzędzia do dochodzenia swoich praw".
"Jednak pytanie, czy rząd opublikuje ten wyrok, jest kluczowe. Brak publikacji oznacza, że sądy będą działać w rozbieżny sposób, podobnie jak to ma miejsce w przypadku wcześniejszych emerytur. W efekcie czeka nas fala nowych spraw o wznowienie postępowań albo zupełnie nowych wniosków, a sądy rejonowe już i tak przeciążone będą musiały radzić sobie z jeszcze większym chaosem. To pokazuje, jak istotne jest oficjalne ogłoszenie wyroku, aby zapewnić spójność orzecznictwa" - pisze w mediach społecznościowych Kamila Borszowska-Moszowska. Tymczasem rząd Donalda Tuska już na początku swojej kadencji zdecydował, że nie będzie publikować wyroków TK.
Przeczytaj też: Idą prawdziwe żniwa dla deweloperów. "To tylko kwestia czasu". Zaskakujące zjawisko.