Urząd wspomniał, że w ostatnim czasie można obserwować dużą zmienność cen na rynkach paliw i energii. Jednak firmy energetycznie niekoniecznie reagują na to zgodnie z oczekiwaniami klientów. "W przypadku udokumentowanych i opisanych zmian warunków wykonywania przez przedsiębiorstwo energetyczne działalności gospodarczej, uzasadniających obniżenie cen stosowanych na podstawie obowiązującej taryfy, przedsiębiorstwa nie są zainteresowane wystąpieniem z wnioskiem o zmianę taryfy (uzyskanie niższych przychodów z działalności obrotu nie leży w interesie przedsiębiorstw)" - napisało URE, cytowane przez PAP Biznes.
Przy możliwych obniżkach cen energii pojawia się konflikt interesów. Pomimo że Prezes URE może wezwać przedsiębiorstwo do złożenia wniosku o zmianę taryfy, to operator może chcieć utrzymać aktualne, korzystne dla niego wyższe ceny. Tym samym postępowanie nie zostanie rozstrzygnięte w okresie obowiązywania taryfy lub zostanie wydana decyzja odmawiająca jej zmiany.
Zdaniem Urzędu Prezes URE powinien posiadać możliwości zmiany taryfy, aby chronić odbiorców przed wysokimi cenami. Jednym z proponowanych rozwiązań jest możliwość skrócenia okresu obowiązywania taryfy, gdy jest to uzasadnione koniecznością obniżenia cen lub stawek zawartych w obowiązującej taryfie oraz wynika z udokumentowanych i opisanych zmian warunków wykonywania przez przedsiębiorstwo energetyczne działalności gospodarczej. Tak działoby się w przypadku, gdyby firma energetyczna nie złożyła wniosku o zmianę taryfy lub z innych powodów opóźniała tę zmianę mimo wezwania.
Tymczasem o obniżce cen energii elektrycznej wspomina zarówno strona rządowa, jak i prezydent. W listopadzie Karol Nawrocki przedstawił plan obniżki cen prądu aż o 33 proc. Z kolei minister energii Miłosz Motyka planował powołanie zespołu ds. poprawy efektywności kształtowania taryf sieciowych energii elektrycznej. Miał on pracować nad obniżką taryf dystrybucyjnych, czyli dodatkowych opłat wliczanych w rachunki za prąd. Wielu specjalistów uważa jednak, że 33 proc. to zbyt radykalna propozycja, która nadmiernie odbiłaby się na operatorach i spowodowała wyhamowanie ich inwestycji w modernizację sieci, a skutkiem byłyby większe opłaty za energię importowaną.
- Ważne, byśmy nie przesadzili z tego typu propozycjami i znaleźli trwały kompromis, bo propozycja pana prezydenta jest z pewnością daleko idąca. Mogłaby spowodować spadek stopy zwrotu z kapitału z obecnych 11-12 proc. do około 6-7 proc. Wydaje mi się, że rozwiązanie pośrednie - w okolicach 10 proc., o których była mowa wcześniej w porozumieniu OSD i URE, może być jakimś rozsądnym rozwiązaniem - powiedział w rozmowie z Next.gazeta.pl Michał Hetmański, prezes zarządu Fundacji Instrat.
Czytaj też:Rząd i Nawrocki wzięli się za kluczową sprawę dla Polaków. "33 proc. mniej na rachunku jest przesadzone"
Źródło:PAP Biznes