Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia. Henryk Kania, były właściciel Zakładów Mięsnych Henryk Kania S.A., jest objęty trwającym od kilku lat śledztwem ws. upadku przedsiębiorstwa. W sprawie pojawiają się zarzuty wystawiania przez spółkę pustych faktur, wyłudzania podatku VAT, a także działania na szkodę Alior Banku.
Zarzuty (ponad 100) usłyszało już 40 osób, ale nie Henryk Kania, bo przebywa za granicą, w Argentynie. Przedsiębiorca utrzymuje, że to on jest poszkodowanym w tej sprawie i jako winnego problemów firmy wskazywał m.in. właściciela Biedronki. Sieć zapowiadała kroki prawne w celu ochrony dobrego imienia firmy.
Wiosną tego roku jego pełnomocnicy złożyli wniosek w sprawie listu żelaznego - chodziło o to, by Henryk Kania (za którym swego czasu wydano list gończy) mógł uczestniczyć w postępowaniu jako świadek i oskarżyciel posiłkowy. Pod koniec października Sąd Okręgowy w Katowicach zgodził się na wydanie listu żelaznego, ale pod warunkiem wpłaty 8 mln zł poręczenia do 30 czerwca 2026 roku. Od tej decyzji Kania się odwołał, argumentując, że jest to kwota zbyt wysoka i na takie poręczenie go po prostu nie stać. Prokuratura z kolei chciała, by postanowienie o zgodzie na list żelazny uchylono albo by podwyższono kwotę poręczenia do 30 mln zł.
Sąd Apelacyjny w Katowicach wydał właśnie nową decyzję w tej sprawie. Podtrzymał decyzję o wydaniu listu żelaznego ale jednocześnie podniósł wysokość poręczenia do 20 mln zł. Czas na wpłatę tych pieniędzy pozostał taki sam - koniec czerwca przyszłego roku. Według Henryka Kani ta decyzja jest niezrozumiała.
- Jestem bardzo rozczarowany faktem, że sądy obu instancji praktycznie nie zweryfikowały dowodów, a tym samym prawdziwości stawianych mi zarzutów. W tej sytuacji aż do złożenia aktu oskarżenia nie mam realnych możliwości obrony. Przy czym nie wiadomo, kiedy akt oskarżenia powstanie, bo moje postępowanie ekstradycyjne może trwać latami. Zatem wyznaczając olbrzymią kwotę poręczenia, której nie mam możliwości spełnić, sąd podtrzymał status quo, który trwa już ponad pięć lat. Ten stan nie służy już nikomu poza prokuratorem, który nie musi konfrontować swoich twierdzeń z moimi zeznaniami. W ten sposób sąd ratuje prokuratora, jak i cały wymiar sprawiedliwości przed kompromitacją. Tylko to w żaden sposób nie prowadzi tej sprawy do końca - stwierdził Henryk Kania w oświadczeniu.
Zapowiada, że będzie dalej walczyć, żeby oczyścić się z zarzutów. - Mam już zaplanowane kolejne inicjatywy w Polsce i za granicą - zmówi.
Zakłady Mięsne Henryk Kania powstały w 1990 roku w Pszczynie, na początku jako niewielka firma rodzinna. Założył je ojciec przedsiębiorcy, Henryk Kania senior. Z czasem stały się jednym z największych producentów wędlin w Polsce, zatrudniającym około 2000 osób i notowanym na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Problemy przedsiębiorstwa zaczęły się w 2017 roku, zadłużenie rosło, a trzy lata później sąd ogłosił upadłość firmy.