"Po raz pierwszy od powstania Republiki Federalnej Niemiec nie możemy dłużej dotrzymywać obietnicy dobrobytu i awansu, tego, że następne pokolenie będzie miało lepiej niż obecne" - ostrzegła Katherina Reiche w wywiadzie dla portalu t-online.
Stwierdziła, że gospodarka Niemiec znajduje się w "bardzo poważnej" sytuacji. Ta sytuacja to ciągnąca się już od lat stagnacja. Wzrost PKB jest mizerny - o ile w ogóle jest. Prognozy na najbliższe miesiące dość ponure. Ministerka widzi jeden ratunek dla kraju.
Według Reiche, Niemcy potrzebują "naprawdę kompleksowego programu reform", by kolejne pokolenie nie żyło w gorszej sytuacji ekonomicznej niż obecne i poziom jego życia nie spadł. Jako rozwiązania wskazała podniesienie wieku emerytalnego i zwiększenie wymiaru pracy. W tym pierwszym przypadku popiera program reform emerytalnych, w tym powołanie specjalnej komisji, która miałaby przedstawić analizy i proponowane rozwiązania. Uważa też za niekorzystne ułatwienia dla wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, bo firmy tracą wykwalifikowanych pracowników, a o nowych trudno.
Ministerka wskazuje też na konieczność wydłużenia czasu pracy. Zwróciła uwagę, że roczny czas pracy jest w Niemczech o jedną czwartą niższy niż w USA. Do tego, by rodzice pracujący obecnie w niepełnym wymiarze godzin, mogli przejść na pełne etaty, potrzebne byłoby wprowadzenie nowych ulg podatkowych i szerszych możliwości opieki nad dziećmi.
Wątek demograficzny przewija się zresztą w analizach problemów niemieckiej gospodarki, największej w Europie i jednej z największych na świecie. Bo to, co dzieje się w tym kraju, nie jest pojedynczym potknięciem, czkawką po pandemii. Niemcy mają potężne problemy strukturalne, a demografia to jedna z ich przyczyn, obok pogarszającej się sytuacji rynku pracy, drogiej energii i wyzwań eksportowych. Według Katheriny Reiche, inne państwa zajmują miejsce Niemiec na eksportowej mapie świata. Tymczasem jej kraj pogrąża się we wspomnianych problemach.
Niemcy przez lata były krajem typowo eksportowym i na tym właśnie zbudowały swoją potęgę gospodarczą. Tyle że w ostatnim czasie obrywają z dwóch stron: od Chin i Stanów Zjednoczonych, eksport do obu tych kierunków spada. I ta podwójna presja może być już zbyt trudna do udźwignięcia. Deficyt handlowy z Chinami sięgnął rekordowego poziomu blisko 90 miliardów euro. Według prognoz eksport do tego kraju spadnie w tym roku o 10 proc., a Chiny wypadną poza pierwszą piątkę głównych niemieckich kierunków eksportowych - pierwszy raz od 2010 roku.
Podobnie jest w przypadku handlu z USA, gdzie niemiecki eksport w ciągu pierwszych trzech kwartałów zmniejszył się o 7,8 proc. rok do roku. To nietypowe, bo w od 2016 aż do 2024 roku średni roczny wzrost eksportu wynosił 5 proc. "Bliska transatlantycka współpraca handlowa znajduje się pod znaczną presją z -powodu polityki taryfowej prezydenta USA Trumpa" - pisze Niemiecki Instytut Ekonomiczny.
PKB Niemiec ma powrócić do wzrostów, ale nie będzie to dynamiczne odbicie. W opublikowanych kilka dni temu przez niemiecki bank centralny prognozach widać, że ma zacząć się ożywienie. Po tegorocznym mizernym wzroście, szacowanym na 0,2 proc., w 2026 roku gospodarka ma urosnąć o 0,6 proc., w 2027 wzrost PKB ma wynieść 1,3 proc., a w 2028 roku o 1,1 proc. Pomóc w tym mają inwestycje w obronność infrastrukturę - rząd planuje potężne programy z ogromnymi nakładami finansowymi państwa (bilion euro). Jak na takie plany jednak spodziewane ożywienie nie wygląda na bardzo duże.
Zwraca na to uwagę między innymi Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu". Przypomina jednocześnie, że "Bundesbank systematycznie rewiduje prognozy w dół". I podkreśla jeszcze jeden ważny aspekt tej sprawy. "Według Bundesbanku w długim okresie Niemcy mają potencjał do rozwoju w tempie 0,4 proc. Dla porównania, średnie tempo rozwoju w ostatnich 20 latach to 1,1 proc. A biorąc pod uwagę systematyczne przecenianie możliwości tamtejszej gospodarki, nie należy wykluczyć scenariusza, w którym Niemcy całkowicie tracą zdolność do rozwoju. To byłoby dla nas oczywiście negatywne, ponieważ może prowadzić nie tylko do niższego rozwoju całej europejskiej gospodarki, ale też narastających napięć politycznych w Niemczech i w końcu dojścia do władzy nieprzyjaznej Polsce partii AfD" - pisze Morawski w swojej analizie.