Wraz z końcem ubiegłego roku wygaszono pilotażowy program "Dobry posiłek w szpitalu", w którym uczestniczyły 582 placówki. Otrzymywały one wyższe finansowanie posiłków w wysokości 25,62 zł dziennie na każdą hospitalizowaną osobę. Wcześniej stawka ta nie przekraczała 10 zł. Od teraz nowa kwota będzie wynosić natomiast 21 zł lub 23,50 zł dla kobiet w ciąży - donosi "Dziennik Gazeta Prawna". Nowa stawka będzie obowiązywała od 1 stycznia z wyrównaniem.
Od momentu wprowadzenia pilotażu, pacjenci przestali skarżyć się na żywienie. Dziś już widać, że na talerzu jest mniej. Widzimy konieczność kontynuacji wprowadzonych standardów żywienia, ale oczekujemy wspomnianych zmian finansowych
- mówi portalowi RynekZdrowia.pl Marta Nowacka, prezeska Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, która jest też szefową Szpitala Miejskiego w Siemianowicach.
Dyrektorzy szpitali, z którymi rozmawiało DGP twierdzą natomiast, że nie da się utrzymać przy tej kwocie jakości posiłków. Bo choć pieniądze będą większe niż przed wprowadzeniem pilotażu, to trzeba pamiętać o dużej inflacji z ostatnich lat. Obniżka o 4,50 zł względem kwoty pilotażu odbije się więc na pacjentach, którym zbilansowane posiłki są potrzebne do zdrowienia.
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski informował w grudniu w wideo w social mediach resortu, że finansowanie na posiłki nie zniknie, ale nie podał wówczas, że kwota będzie niższe niż w programie "Dobry posiłek w szpitalach". - Dopytywaliśmy, ale jeszcze nie otrzymaliśmy odpowiedzi. W grudniowych aneksach umów na 2026 rok nie zostało to uwzględnione. Nie wiemy, kiedy i jakie pieniądze do nas trafią, i czy z wyrównaniem od stycznia - powiedziała Marta Nowacka.
Rząd tnie wydatki w ochronie zdrowia, m.in. po tym jak w 2025 roku obniżono przedsiębiorcom składkę zdrowotną, co zmniejszyło budżet NFZ o 4 mld zł (obniżka przestała obowiązywać w tym roku). W ubiegłym roku ostatecznie budżet NFZ ustalono o około 20 mld zł za mały względem potrzeb, co poskutkowało m.in. przekładaniem terminów operacji czy zamykaniem oddziałów. Rząd musiał dołożyć więc 31 mld zł, co jednak A w przyszłym roku dziura może być jeszcze większa.
Stawki żywieniowe poniżej 10 zł były właśnie skutkiem niedofinansowania ochrony zdrowia, które w stosunku do PKB jest w Polsce jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Szpitale musiały szukać oszczędności, a że o kwocie na posiłek decydowali dyrektorzy, to często właśnie ten element budżetu był w pierwszej kolejności typowany do cięć, co niestety odbijało się na pacjentach.
Niestety perspektyw na poprawę nie widać. W 2024 roku rząd chwalił się, że wydatki na ochronę zdrowia są rekordowe dużo. Niestety, chodziło tylko o ujęcie nominalne, a lepszą miarą jest tu stosunek do PKB. Od kilku lat na mocy tzw. ustawy nakładowej rząd musi zwiększać wydatki na ochronę zdrowia w relacji do PKB. Docelowo ma być to 7 proc., ale ustawa mówi o stosunku wydatków względem PKB sprzed dwóch lat (to kontrowersyjna zasada T-2). A w latach 2024-2025 wydatki na ochronę zdrowia po uwzględnieniu inflacji okazywały się niższe niż wcześniej, mimo przepisów, które miały je zwiększać. W 2025 spadły z 6,78 do 6,60 proc. W 2026 roku wydatki mają jednak wzrosnąć do 6,8 proc.
- My już w przyszłym roku przeznaczamy ponad 25 mld złotych więcej na zdrowie, ale dobrze wiemy, że potrzeby są większe. Przedstawialiśmy w przeszłości projekt dot. obniżenia składki zdrowotnej - on wtedy został przez obóz prezydencki zawetowany. Teraz takiej przestrzeni w budżecie najzwyczajniej nie ma - mówił w grudniu minister finansów Andrzej Domański.