"Na Kremlu widzą". Mówi, co naprawdę daje Polsce SAFE. "Szczególnie istotne"

Karol Nawrocki, komentując unijną pożyczkę w ramach programu SAFE (jeszcze przed podpisaniem zgody na jej zaciągnięcie), zwracał uwagę na długoterminowe zadłużenie. Zapytaliśmy ekspertów, czy to realna obawa i czy nie lepiej byłoby pozyskać kapitał na zbrojenia w inny sposób. Dowiedzieliśmy się też, dlaczego to niekoniecznie jest kluczowa kwestia.
Rada Bezpieczeństwa Narodowego
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

W piątek 27 lutego w Sejmie odbędą się głosowania nad poprawkami Senatu do ustawy wdrażającej program SAFE. Wokół europejskiej pożyczki zbrojeniowej rozgorzały dyskusje na różnych polach. Jedną z głównych osi sporu jest kwestia opłacalności finansowej. Jan Oleszczuk-Zygmuntowski z Polskiej Sieci Ekonomii uważa jednak, że ws. SAFE nie jest to najważniejsze. Dla niego bardziej istotne jest pokazanie światu, że mamy możliwości współpracy i mobilizowania sojuszników w Europie. Gdybyśmy byli sami, Rosji byłoby dużo łatwiej na nas wpływać, jak działo się to na przykład w Rumunii, gdzie próbowano przejąć prezydenturę, czy jak w Mołdawii, gdzie naciski Rosjan są bardzo duże. To szczególnie istotne, gdy Stany Zjednoczone nie tylko wymagają zwiększenia naszych nakładów na zbrojenia (co robił już Barack Obama), lecz także, od czasu drugiej kadencji Trumpa, zaczynają wycofywać się z Europy i ciągle ją obrażają, mówi Oleszczuk-Zygmuntowski.

Przy takim podejściu potrzebujemy innych sojuszników, co do których Rosjanie będą mieli poczucie, że wspólnie działamy szybko i sprawnie. Stany Zjednoczone dziś nie są takim sojusznikiem. To nie jest partner, który zapewnia Polsce bezpieczeństwo. Dobrym sojusznikiem są Szwedzi, Finowie, muszą być nim też Niemcy przez wzgląd na powiązania z naszym przemysłem

- mówi ekonomista.

Konsekwencją powyższego jest to, że naszym sojusznikiem musi być Unia Europejska. Kwestia finansowa jest więc, zdaniem eksperta, tylko jedną z wielu, które przemawiają za przyjęciem SAFE.

Jeśli na Kremlu widzą, że jesteśmy w stanie zmobilizować się finansowo, to można mniemać, że tak samo będzie, gdy Rosjanie wlecą w naszą przestrzeń powietrzną, że poderwą się wówczas nie tylko polskie myśliwce, ale przylecą też Szwedzi czy Rumuni

- mówi Oleszczuk-Zygmuntowski. Puentuje stwierdzeniem, że SAFE to płaszczyzna realnej współpracy, a nie tylko dyrektyw i traktatów. To jednak nie znaczy, że kwestie ekonomiczne i gospodarcze pozostają bez znaczenia. Bynajmniej.

Zobacz wideo PiS brał kredyt na 6 proc., a krytykuje o połowę tańszy z SAFE

Jak SAFE wpłynie na polską gospodarkę?

To, co widzimy w ostatnich latach i co SAFE jeszcze wzmocni, to tzw. wojenny keynesizm - mówi nam z kolei doktor Michał Możdżeń, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, również członek Polskiej Sieci Ekonomii. Keynesizm to doktryna wdrożona po wielkim kryzysie w USA, która ma na celu stymulowanie popytu w gospodarce przez państwo. Inaczej mówiąc, to po prostu fiskalny interwencjonizm państwowy, w którym państwo nie jest strażnikiem pilnującym przestrzegania prawa, ale aktywnym graczem na rynku. Obecnie widzimy to poprzez gwałtowne zwiększenie wydatków na zbrojenia.

W ten sposób państwo pobudza koniunkturę i w efekcie rośnie zatrudnienie oraz PKB kraju. Takie efekty nie są jednak konsekwencją samego SAFE, a polityki państwa. Dodatkowa pożyczka na zbrojenia to tylko jej element

- mówi dr Możdżeń. I tłumaczy, że to, czy SAFE wywoła taki efekt, zależy od decyzji rządu i tego, gdzie skierowane zostaną pieniądze. Tu do pewnego stopnia istotne są mechanizmy zapisane w programie, zgodnie z którymi 80 proc. z tych 43,7 mld euro musi zostać spożytkowane na zakupy krajowe.

Nasz rozmówca w związku z powyższym chciałby, by lista projektów, na które zostaną skierowane środki, była jawna, choć zaznacza, że nie jest przekonany, czy powyższe argumenty są wystarczające, by uczynić program całkowicie transparentnym. Utajnienie ma swoje wady, bo nie wiemy, do kogo i ile pieniędzy trafia i czy rzeczywiście są przeznaczone na zwiększenie naszego bezpieczeństwa. - Z drugiej strony ujawnianie tych informacji może nie być rozsądne, bo w ten sposób potencjalni wrogowie dowiedzą się, jakie zdolności bojowe ma Polska. Nie jestem więc w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, czy projekty dofinansowane w ramach SAFE powinny być jawne, to już kompetencje innych osób - mówi dr Michał Możdżeń.

Żeby udowodnić, że SAFE będzie programem stymulującym polską gospodarkę, trzeba by uzasadnić, że bez programu nie byłoby tych wydatków lub że dzięki dodatkowej pożyczce politycy są bardziej skłonni słuchać grup interesów, którym zależy na zwiększaniu wydatków zbrojeniowych. Więc raz jeszcze, niezależnie od zabezpieczeń, gospodarka, łańcuchy dostaw i produkcji bywają na tyle skomplikowane, że bez wglądu w listę projektów i ich analizy nie da się z góry przewidzieć, w jakim stopniu program SAFE będzie stymulował polską gospodarkę.

Dr Michał Możdżeń zwraca też uwagę, że zbrojenia to forma ubezpieczenia, co oznacza, że te wydatki nie budują bezpośrednio dobrobytu ludności, tylko mają zminimalizować ryzyko, że ten dobrobyt zostanie zagrożony w wypadku agresji. Pomijając dyskusję, czy poziom wydatków na obronność jest zbyt wysoki czy zbyt niski, znamienne jest, że gdy rządzący potrzebują pieniędzy, czy to na zbrojenia, czy na ratowanie biznesu (jak w pandemii), zawsze jest w stanie je znaleźć. Gdy jednak chodzi o kwestie socjalne, ciągle słyszymy, że ich brakuje, choć przecież to również kwestia bezpieczeństwa, wpływająca na stabilność władzy państwowej.

Oleszczuk-Zygmuntowski zwraca natomiast uwagę na ważny aspekt, jakim jest uzyskanie środków na spłatę pożyczki i jej kosztów. - To już musimy sami sobie wymyślić. Ja stoję twardo na stanowisku, że ponieważ Polska już jest gospodarką wysoko rozwiniętą, jest wśród bogatszych krajów, to jedyny podatek zbrojeniowy, jaki sobie wyobrażam, to podatek od majątków - mówi ekonomista. I dodaje, że nie zgadza się na obciążenie ludzi, którzy pracują i przedsiębiorców. Tłumaczy jednak, że musi to być stricte podatek majątkowy.

Czy to od dużych majątków trzymanych w funduszach, czy progresywny od zysków kapitałowych, czy podatek katastralny od dużej liczby mieszkań, to już jest obojętne. To logiczne, skoro te czołgi i rakiety bronią tego majątku przed bombami. Więc właściciele majątku muszą za to zapłacić, a nie ludzie, którzy codziennie zarabiają na chleb

- twierdzi ekspert.

Czy SAFE się nam opłaca finansowo?

Rozstrzygnięcie dyskusji wokół tego, czy SAFE jest opłacalny, czy lepiej byłoby wziąć - tak jak inne kraje - pożyczki na rynkach kapitałowych, zależy od kilku rzeczy. Ranking polski to A-, podczas gdy gospodarki, które odrzuciły tę pożyczkę, są oceniane na AAA. Toteż SAFE w przypadku wydatków realizowanych bezpośrednio za granicą, na które potrzebujemy euro, wychodzi taniej (oprocentowanie pożyczki wyniesie ok. 3 proc.). Polska mogłaby wypuścić obligacje, bo popyt na nie jest olbrzymi, ale to zawsze siłowanie się z ministerstwem finansów o to, ile tych obligacji można wyemitować, mówi dr Michał Możdżeń.

Ponadto SAFE to pożyczka na 45 lat (pierwsze 10 lat to karencja w spłacie kapitału), podczas gdy obligacje mają krótszy okres zapadalności - w Polsce do 30 lat (dla przykładu, na rynku rentowność tych 10-letnich wynosi obecnie ok. 5 proc.), co oznaczałoby konieczność rolowania długu (emisji kolejnych obligacji na spłatę starych) w porównaniu do SAFE. W dużej mierze to, czy SAFE jest dla nas korzystne, znów jest decyzją polityczną, na której wyniki wpływa wiele innych rzeczy, niż tylko kwestie ekonomiczne.

Aby rozstrzygnąć, czy alternatywa w postaci pozyskania pieniędzy przez emisję polskich obligacji (na które popyt jest w zasadzie zawsze większy niż podaż) byłaby lepsza, można skorzystać z mechanizmu arbitrażu długowego, który przy okazji pandemii i KPO proponowała właśnie Polska Sieć Ekonomii. Pod względem finansowym SAFE wychodzi jednak dla nas nieco lepiej, choć jest to marginalna różnica, mówi dr Możdżeń. Pozyskanie pieniędzy przez emisję polskiego długu jest bowiem droższe niż korzystanie z niżej oprocentowanych obligacji europejskich, tłumaczy natomiast Oleszczuk-Zygmuntowski. Dzieje się tak dlatego, że świat ucieka od dolara i szukając bezpiecznej przystani, zwraca się m.in. ku strefie euro, która na tym zyskuje.  

Prawda jest taka, że pożyczka w euro jest bardzo korzystna, na pewno na lepszych warunkach niż my jesteśmy jako Polska w stanie sami zaciągnąć

- mówi z kolei Oleszczuk-Zygmuntowski.

Dr Możdżeń zwraca uwagę na szczegóły dotyczące finansowania programu. UE emituje euroobligacje i w ich ramach udziela pożyczki BGK, który następnie decyduje, czy wydać je w euro na zagraniczne zakupy, czy przewalutować na złotówki w NBP. Ta druga opcja sprawia, że Polska będzie miała dodatkowe rezerwy walutowe, które można trzymać na koncie lub wydać na kilka sposobów, na przykład na obligacje ze strefy euro, które dawałyby zwrot podobnej wielkości, co wielkość zaciągniętej pożyczki. W efekcie więc NBP może zabezpieczyć zarówno ryzyko walutowe, jak i ryzyko stopy procentowej.

Bardziej problematyczne jest tworzenie depozytów, czyli w zasadzie drukowanie pieniędzy przez NBP w efekcie zamiany za euro. Nie chodzi o to, że ten proces sam w sobie jest zły, bo stosują go banki centralne na całym świecie, tak działa emisja pieniądza. Chodzi o to, że rezerwy banków oprocentowane są na 4 proc., a historycznie 20 proc. z zysków wygenerowanych przez sektor bankowy wypływa w formie dywidendy z kraju, tłumaczy dr Możdżeń. Zyskują na tym zagraniczni inwestorzy, którzy plasują środki w Polsce. Z drugiej strony finansowanie na rynku krajowym wymuszałoby emisję obligacji, które również są oprocentowane, i to wyżej niż rezerwy, co spowodowałoby, że całkowity wypływ dywidend za granicę byłby najprawdopodobniej wyższy.

Pozyskanie pieniędzy z SAFE ma też kolejny wymiar w postaci łatwych pieniędzy, bo - jak już mówił dr Michał Możdżeń - nie trzeba się siłować z rządem. Te pieniądze po prostu są i czekają na wydanie. A to może sprawić, że lobbystom będzie łatwiej wpływać na ministra obrony, by ten otworzył portfel i dofinansował ich projekty, które niekoniecznie mogą okazać się korzystne dla społeczeństwa.

Szczególnie że takie wydatki obciążają polskie saldo handlowe, co oznacza deficyt na saldzie obrotów bieżących i co z kolei tworzy problemy związane ze wzrostem długu zewnętrznego, który będzie trzeba udźwignąć. To jest problematyczne szczególnie wtedy, gdy mowa o długu w walutach zagranicznych, nad którym nie mamy kontroli, w przeciwieństwie do długu krajowego. Jako emitent mamy bowiem większe możliwości zarządzania długiem krajowym, podczas gdy dług zagraniczny pogrążył m.in. PRL czy Grecję.

Polsce taka sytuacja, na razie, raczej nie grozi, ze względu na względnie zrównoważone saldo obrotów bieżących i spore rezerwy walutowe. SAFE może jednak zwiększyć naszą zależność od zagranicznych rynków, dlatego tak ważne jest, monitorowanie poziomu zadłużenia zagranicznego. 

Więcej o: