Pierwszą, niewiążącą ofertę na zakup 49,9 proc. udziałów TAP złożyła francusko-holenderska grupa Air France-KLM, rozpoczynając wyścig w związku z prywatyzacją linii lotniczych. Portal dziennika "Financial Times", który dotarł do tych informacji, zauważa, że zainteresowani przejęciem są także inni przewoźnicy lotniczy w Europie, którzy szukają możliwości konsolidacji na trudnym rynku.
Oprócz Air France-KLM sytuację portugalskiej firmy badają niemiecka Lufthansa, IAG (właściciel British Airways), oraz hiszpańska Iberia. To jednak właśnie Air France-KLM jako pierwsze złożyło konkretną, chociaż na razie niezobowiązującą ofertę. Prezes Air France, Ben Smith uważa, że TAP "naturalnie pasuje do grupy". - Naszą ambicją jest wzmocnienie operacji w Lizbonie przy jednoczesnym rozwijaniu połączeń w innych miastach w całym kraju, w tym w Porto - mówił, ale więcej szczegółów planu nie zdradził.
Także Tamur Goudarzi Pour, dyrektor ds. strategii Lufthansy zapowiadał, że jego firma złoży w tym tygodniu ofertę kupna udziałów w portugalskich liniach lotniczych. Nieco bardziej sceptyczni są szefowie IAG, którzy zapowiedzieli, że nie wejdą na poważnie do gry, dopóki nie zostaną złagodzone przepisy, uniemożliwiające obecnie przejęcie większościowego pakietu akcji.
"Podczas gdy linie takie jak Air France-KLM skorzystały na dużym odbiciu w ruchu międzynarodowym, co doprowadziło francusko-holenderską grupę do rekordowych zysków w zeszłym roku, walka o przejęcie ma miejsce w momencie, gdy branża lotnicza stoi w obliczu kolejnego potencjalnego kryzysu związanego z wojną z Iranem" - zauważają dziennikarze "FT". Wojna na Bliskim Wschodzie nie dość, że ogranicza ruch lotniczy, to jeszcze podbija ceny ropy naftowej, co wpływa na koszty paliwa lotniczego.
Komisarz Unii Europejskiej ds. energii Dan Joergensen informował niedawno, że 30 dni konfliktu zwiększyło już unijne wydatki na import paliw kopalnych o 14 mld euro. - W miarę jak kryzys na Bliskim Wschodzie wkracza w drugi miesiąc, staje się jasne, że stoimy w obliczu bardzo poważnej sytuacji. Chociaż w UE nie ma bezpośrednich niedoborów ropy naftowej i gazu ziemnego, obserwujemy ograniczenia na rynku niektórych produktów, zwłaszcza oleju napędowego i paliwa lotniczego - przyznał, wspominając o paliwie lotniczym.
Zapowiedział, że pakiet rozwiązań na szczeblu unijnym zwany "skrzynką narzędziową" będzie dotyczyć m.in. obniżenia podatków za energię elektryczną oraz opłat za jej przesył i dystrybucję. Komisarz dodał, że KE będzie chciała również promować zawieranie w energetyce długoterminowych umów, które w długiej perspektywie mają przyczynić się do zniwelowania wpływu wysokich cen gazu na ceny energii elektrycznej oraz wspierać inwestycje w odnawialne źródła energii.
- Nie powinniśmy się łudzić, że konsekwencje tego kryzysu dla rynków energii będą krótkotrwałe, bo nie będą - powiedział. Jak podkreślił komisarz, ważne jest, by kraje członkowskie działały wspólnie i koordynowały swoje działania. - Unikajmy też rozdrobnionych reakcji na szczeblu krajowym i sygnałów zakłócających rynki. Nasze środki muszą być ukierunkowane, muszą mieć charakter tymczasowy i nie mogą pogarszać warunków podaży i popytu - podkreślił.
Przeczytaj też: "Prysły nadzieje. Ropa naftowa wystrzeliła, gdy Donald Trump zaczął mówić. Akcje w dół".