Mimo że Donald Trump zapewniał ostatnio, iż USA "nie potrzebują ropy z cieśniny Ormuz", to globalny wzrost jej cen odbija się wyraźnie na Stanach Zjednoczonych. UPS i FedEx już od kilku tygodniu doliczają do swoich usług "dopłaty paliwowe". Kilka dni temu dołączył do nich Amazon, który z powodu naftowego szoku podniósł ceny swoich usług o 3,5 proc.
"Wysokie koszty realizacji zamówień i logistyki podniosły koszty operacyjne w całej branży. Do tej pory udało nam się pokryć te rosnące koszty. Jednak podobnie jak inni duzi przewoźnicy, gdy koszty utrzymują się na wysokim poziomie, wprowadzamy tymczasowe dopłaty do opłat za realizację zamówień, aby zrekompensować część rzeczywistych wzrostów kosztów, których doświadczamy" - poinformował amerykański gigant w komunikacie. Na razie opłata, która ma "dostosować koszty transportu do rynku" obowiązuje wyłącznie w USA.
Także w Stanach Zjednoczonych dodatkowe opłaty zaczęły wprowadzać linie lotnicze. United Airlines podniosło cenę bagażu rejestrowanego aż o 10 dol., a JetBlue Airways wprowadziło podwyżkę na bagaże w wysokości od 4 do 9 dolarów. Branża lotnicza jest bowiem wyraźnie dotknięta przez podwyżkę cen paliw. Według danych opublikowanych przez branżową grupę Airlines for America, ceny paliwa w Chicago, Houston, Los Angeles i Nowym Jorku wzrosły o ponad 82 proc. od początku wojny.
Z paliwem lotniczym problem ma także Europa. Zakłócenia w dostawach z Zatoki Perskiej w regionie Bliskiego Wschodu zagroziły importowi około 50 proc. paliwa lotniczego do Europy. Komisarz Unii Europejskiej ds. energii Dan Joergensen wprost przyznał, że występują już ograniczenia na rynku. Jego ceny osiągają bowiem historyczne poziomy.
Argus, globalny dostawca danych o rynkach surowców i energii, wycenił w czwartek paliwo lotnicze CIF dla północno-zachodniej Europy na 1903,50 USD/t, co oznacza wzrost o prawie 300 USD/t w ciągu dnia. To ponad 100 USD/t więcej niż poprzedni historyczny rekord z 20 marca, który wynosił 1794 USD/t. Do tego wciąż rosną ceny oleju napędowego. Cenę odmiany FOB ARA ustalono na 1604 USD/t, czyli o prawie 150 USD/t więcej niż poprzedni rekord z 20 marca.
Wszystko zaczyna być realnym zagrożeniem dla branży transportowej. Także w Polsce. Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych zaapelowało do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka o wprowadzenie mechanizmu zwrotu przewoźnikom części akcyzy na paliwa.
"Udział paliwa w kosztach operacyjnych osiągnął poziom, który uniemożliwia utrzymanie rentowności. Do tego branża funkcjonuje dziś pod skumulowaną presją rosnących kosztów i obciążeń publicznoprawnych. W efekcie tysiące przedsiębiorstw transportowych działają na granicy opłacalności lub poniżej niej. W pierwszym kwartale 2026 roku działalność zakończyło 800 firm transportowych posiadających licencję wspólnotową" - wskazało ZMPD.
Ceny ropy naftowej wystrzeliły po tym, jak Donald Trump w oficjalnym wystąpieniu zagroził, że jeśli w najbliższych tygodniach nie dojdzie do porozumienia z Iranem, USA "uderzą mocno w każdą z irańskich elektrowni, prawdopodobnie jednocześnie". - USA zaatakują też w tym przypadku cele związane z sektorem naftowym. Mamy wszystkie karty, oni nie mają żadnych - straszył.
Co jeszcze bardziej niepokojące dla naszej części świata - amerykański prezydent powiedział, że USA nie potrzebują cieśniny Ormuz. Uznał, że to kraje, które korzystają z transportowanej tamtędy ropy, powinny zająć się jej odblokowaniem. - Kraje świata, które otrzymują ropę przez Ormuz, muszą się zająć tym szlakiem. Muszą go pielęgnować (…). Mogą to zrobić z łatwością. My będziemy pomocni, ale to oni powinni przejąć inicjatywę i chronić ropę, od której tak bardzo są zależni - dodał amerykański prezydent.
Przeczytaj też: "Prysły nadzieje. Ropa naftowa wystrzeliła, gdy Donald Trump zaczął mówić. Akcje w dół".