To już! Polskie owoce sezonowe trafiły do sprzedaży. W tle dramat sadowników

Truskawki, czereśnie, a nawet maliny. Do sprzedaży zaczęły trafiać owoce sezonowe, również te wyhodowane w Polsce. Dla sadowników to jednak trudny czas.
Malina (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

4 maja do sprzedaży trafiły polskie truskawki tunelowe, które zaczynają wypierać te sprowadzane z Grecji - podał "Fakt". Importerzy przewidują, że polskich owoców będzie szybko przybywać. Już liczba polskich owoców każdego dnia się podwaja - mówi portalowi wieścirolnicze.pl Maciej Kmera, ekspert rynku hurtowego na giełdzie rolniczej Bronisze.

Greckie truskawki są tańsze i kosztują 20-22 zł za kilogram. W przypadku polskich cena to 30-35 zł -wylicza "Fakt", który również rozmawiał z Kmerą.

Jest na nie duży popyt, czego efektem jest brak truskawek w czasie porannego szczytu zakupowego

- mówi Kmera o krajowych owocach. 

Zobacz wideo Mróz zebrał żniwo. Przemarzły m.in. winogrona, pomidory i borówki

Nie tylko truskawki. Są już też polskie maliny i importowane czereśnie

Do sprzedaży trafiły również polskie maliny szklarniowe. Ich ceny powoli zaczynają się stabilizować, ale ceny nadal są wysokie i za kilogram tych owoców trzeba zapłacić nawet 80 zł. Tutaj również liczba owoców trafiających na rynek rośnie, ale póki co nie przekłada się to na wyraźny spadek cen

Początek maja przyniósł też do Polski pierwsze owoce pestkowe. Czereśnie, jak zwykle na początku sezonu, kosztują jeszcze krocie, bo od 70 do 110 zł za kilogram. Kmera tłumaczy, że z powodu wysokiej ceny importerzy wchodzą na rynek ostrożnie. 

Trudny początek sezonu dla sadowników

Choć dla klientów, którzy czekali na powrót owoców po mroźniej zimie, początek maja to dobry okres, gorzej mają się sadownicy, którzy mierzyli się z falą przymrozków w całej Polsce. Tuż przed gorącą majówką nocami temperatury w niektórych miejscach spadały nawet do - 10 stopni.

Szczególnie groźne były cztery noce z dużym przymrozkiem, gdy drzewa znajdowały się w newralgicznej fazie rozwoju, ponieważ były przed kwitnieniem, tłumaczy portalowi sadyogrody.pl Damian Palus, sadownik z gminy Fajsławice w woj. lubelskim. 

- W regionie Wyżyny Lubelskiej przymrozki notujemy trzeci rok z rzędu. Do tej pory ich skala była różna – mniejsze, nieco większe, ale jeszcze nie było tak źle, żeby nie zebrać żadnych owoców z sadów jabłoniowych. Jednak okazuje się, że ten sezon chyba taki będzie - dodał Palus.

Do tego dochodzi jeszcze susza, która jeszcze bardziej utrudnia życie sadownikom. "Fakt" dowiedział się w Ministerstwie Rolnictwa, że poszkodowani przedsiębiorcy otrzymają wsparcie, ale najpierw będzie trzeba oszacować straty. Odpowiedni urzędnicy zaczynają pracę w terenie, przekazał resort. 

Więcej o: